• facebook
  • rss
  • Tu czas nie istniał

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Łowicki 30/2017

    dodane 27.07.2017 00:00

    – Chciałabym, żeby Maryja przyszła do mnie, tak jak do pastuszków. Jak by to było zobaczyć Ją i móc z Nią porozmawiać? Naciskałam na rodziców, żebyśmy na 100. rocznicę objawień pojechali do Fatimy. Chciałam stanąć w miejscu, w którym Ona stała, i pomodlić się przy grobach dzieci, do których przychodziła – mówi Mela Domagała.

    tekst i zdjęcia agnieszka.napiorkowska@gosc.pl Z biurami podróży i prywatnie. Samolotami i autokarami. W dużych, zorganizowanych grupach i całkiem samotnie. Jednym słowem – na wszelkie możliwe sposoby wierni z diecezji od początku roku jeżdżą do Fatimy, w której dokładnie 100 lat temu swoje orędzie pokoju, nadziei i miłości przekazała Pani z Nieba. Gdy się spaceruje uliczkami leżącej w centrum kraju miejscowości, uderza prawda, że gdyby nie wydarzenia związane z Matką Bożą objawiającą się Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, miejsce to niczym nie wyróżniałoby się od innych portugalskich miejscowości...

    Ze świecą i łzami

    W ostatnim czasie do liczącej ponad 10 tys. mieszkańców Fatimy dotarli pielgrzymi m.in. z Rzeczycy, Głowna, Skierniewic, Żychlina i Sochaczewa. W najbliższych miesiącach do Pani Fatimskiej przybędą także pątnicy z Bobrownik, Łowicza, Rawy Mazowieckiej i parafii Niepokalanego Serca NMP w Skierniewicach. Spotkania z Miriam nie może doczekać się Maria Grochowska z parafii Przemienienia Pańskiego w Międzyborowie, która wyjazd do Fatimy wylosowała podczas IV Diecezjalnej Pielgrzymki Kobiet. Przelot i pobyt w Fatimie ufundowało jej łowickie Biuro Podróży „Arka Travel”. Ci, którzy już wrócili, nie kryją emocji. – Myślę, że Ona nas zaprosiła do siebie. Chciała, żebyśmy spędzili z Nią kilka dni. W domu nieraz bywa tak, że niby ma się czas na modlitwę, ale człowiek myśli, żeby szybko wrócić do obowiązków. Tu czas nie istniał. Nie czuło się znużenia, nie chciało się wychodzić. Można było się modlić bez końca. Za każdym razem z coraz większą radością – mówi Zuzanna Zbiciak. Za najbardziej poruszające momenty niemal wszyscy uznali wieczorne nabożeństwa różańcowe ze świecami, w kaplicy objawień. – Trudno o tym, co przeżyłem, mówić bez wzruszenia. Najbardziej ujęła mnie procesja z figurą Pani Fatimskiej, w której uczestniczyli przedstawiciele różnych narodowości – mówi Sławomir Kieszek. –Wcześniej myślałem, że mamy patent na wiarę, że należymy do pobożniejszych narodów. Tu dotarło do mnie, że są państwa, w których wyznawanie Boga grozi śmiercią. To mną wstrząsnęło. W Fatimie ujęły mnie niesamowicie gorące modlitwy Azjatów i Afrykanów. Jestem twardy facet, ale muszę przyznać, że Matka Boża mnie rozczuliła. Ciągle mam problem z wiarą. Ciągnie mnie do świętych miejsc, ale jednocześnie nie czuję się godzien w nich być. Mam trochę tak, jak św. Franciszek, który wędrował 600 km do groty św. Michała Archanioła i kiedy tam doszedł, nie wszedł do środka, bo uważał, że nie jest godny. O tym wszystkim opowiedziałem Maryi – mówi wzruszony Sławek. Pielgrzymowanie do Fatimy na długo zostanie w pamięci Marzeny i Zenona Domagałów, którzy przybyli tu w 25. rocznicę ślubu. – Był to bardzo intensywny i piękny czas. Dużo się modliliśmy. Spotkania z Maryją doprowadzały nas nieraz do łez. Niemal natychmiast zżyliśmy się z tym miejscem. Wyjeżdżając poza Fatimę, po powrocie czuliśmy, że wracamy do siebie. W przyszłym roku chcemy tu przyjechać z całą rodziną. Będąc tutaj, odczuliśmy nowy powiew miłości. Oboje dziękowaliśmy sobie za lata razem spędzone. Cieszyliśmy się swoją miłością. Niezwykłym momentem było wędrowanie na kolanach do Matki Bożej – opowiada Marzena. – To był czas wielkiego dziękczynienia i powierzenia się Maryi. Tu trzeba być i tu wracać, bo w tym miejscu bez problemu można rozmawiać z Matką Bożą – dodaje Zenek.

    Na skargę do Fatimy

    Marzena Miszczak spod Sochaczewa do Fatimy pielgrzymowała samotnie. – Ostatnie dwa lata były dla mnie bardzo trudne. Umarła mi mama. Kolejnymi ciosami były poważne problemy małżeńskie i moja choroba, która na długo wyłączyła mnie z życia zawodowego. Do ładu nie mogłam też dojść ze swoimi emocjami. Czułam się pusta i zapomniana przez Boga. Kiedy na jednej modlitwie skarżyłam się Maryi na swój los, w środku usłyszałam słowa: „Przyjedź do Fatimy” – opowiada pani Marzena. – Podczas przygotowań czułam, że ktoś prowadzi mnie za rękę. W Fatimie byłam w czerwcu. Już pierwszego dnia, podczas odmawiania Różańca, doświadczyłam niezwykłego pokoju. Czułam się jak w domu mamy, która chce wysłuchać wszystkich moich próśb i narzekań. Potem przez trzy dni wyrzucałam z siebie wszystko, co mnie bolało. Kiedy to oddawałam, czułam, że przestaje mnie gnieść, że zauważam sposób, jak to poprawić. Wędrując każdego wieczoru ze świecą w dłoni za figurą Pani Fatimskiej, coraz głośniej śpiewałam „Ave, Ave, Ave Maria” i... odzyskiwałam zdrowie, jasne spojrzenie, radość życia. Największym jednak prezentem było dotknięcie mojego serca. Ostatniego dnia pobytu przeżyłam niezwykłą spowiedź, po której nie miałam wątpliwości, że jestem bardzo kochana przez Maryję i Boga. W Polsce na lotnisku czekał na mnie mój mąż. Wręczając mi kwiaty, zapewnił mnie o swojej miłości. To był tydzień niezwykłych cudów – wyznaje M. Miszczak.

    Czas umocnienia

    Pielgrzymowanie do Fatimy w roku 100. rocznicy objawień Matki Bożej było wielką łaską i przywilejem także dla kapłanów. – Wszystko w pielgrzymce było podarowane – mówi ks. Piotr Karpiński, którego na wyjazd namówili znajomi. – W Portugalii przeżyliśmy potężne rekolekcje. Nazajutrz po przylocie, skoro świt, wzięliśmy udział w pierwszej Eucharystii w kaplicy objawień. Tym, co przykuło moją uwagę, nie była figura Maryi, ale skromna chatynka, wokół której wyrosło potężne sanktuarium. Duchem wpisywała się w charakter objawień – niezwykle skromna, a przebywanie tu miało w sobie coś mistycznego. Potem, przemierzając miejsca życia pastuszków i objawień – domy rodzin Marto i Santos w Aljustrel, wzgórze, gdzie ukazał się Anioł Pokoju, Valinhos, oliwny gaj, który przemierzały dzieci w drogę na wypas trzody, i Cova da Iria – uświadomiłem sobie, jak ogromny ciężar tajemnicy musieli dźwigać mali pastorinhos. Ich postawa duchowa jest niezwykle inspirująca – zachowanie wszystkiego w tajemnicy, zaufanie Maryi i Bogu oraz duch ofiary i wyrzeczenia za nawrócenie grzeszników... – opowiada ks. Karpiński. Dla dyrektora skierniewickiego „Klasyka” wielkim umocnieniem były minuty kontemplacji przed koroną Matki Bożej, w której umieszczono kulę po zamachu na Ojca Świętego, a także udział w nabożeństwie różańcowym i procesji ze świecami. O chwilach spędzonych w Fatimie długo nie zapomni także ks. Henryk Linarcik, rzeczycki proboszcz. – Pomysł wyjazdu zrodził się podczas przygotowań do wielkiego jubileuszu. Na rok przed 100. rocznicą w parafii wprowadziliśmy nabożeństwo fatimskie, z katechezą i śpiewem chórzystów, które od maja do października gromadziło coraz więcej wiernych. To od ludzi wyszło pragnienie pielgrzymki – opowiada ks. Henryk. – Od dziecka Matka Boża była mi bliska. Przez lata pielgrzymowałem do Częstochowy. Tam, gdzie mogłem, szerzyłem Jej kult, choćby przez wprowadzanie nabożeństw pierwszych sobót. W Fatimie po raz kolejny poczułem Jej matczyną miłość. Czując wielką wdzięczność za to, czego doświadczyłem, 15 sierpnia postanowiłem zorganizować w parafii koncert pieśni maryjnych, które wykona Anna Cymmerman. Wcześniej, 13 sierpnia, naszej parafialnej figurze nałożymy różaniec jubileuszowy, kupiony przez parafian w Fatimie – zdradza ks. Linarcik.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół