• facebook
  • rss
  • Matka nigdy nie odchodzi

    nap, gor

    |

    Łowicki 30/2017

    dodane 27.07.2017 00:00

    Niezwykłymi dekoracjami, których wykonanie zajmowało wiele dni, odświętnym strojem, ale nade wszystko łzami w oczach i długimi godzinami adoracji wierni z diecezji podczas nawiedzenia potwierdzali, że Pani Jasnogórska jest ich najlepszą Matką.

    Patrząc na wzruszonych wiernych, uczestniczący w peregrynacjach biskupi zachwycali się ich niezwykłym przywiązaniem do Pani z Bliznami. Jak podkreślali, nikt inny nie był w stanie tak mobilizować do wspólnych działań jak Maryja. O duchowych owocach nawiedzenia długo można by mówić. W każdej parafii ktoś po wielu latach przystępował do spowiedzi, darował urazy, nawracał się, podejmował ważne życiowe decyzje. Otrzymane łaski wiele osób skrywa głęboko w sercu.

    Powrót po 17 latach

    Odwiedzając kolejne miejscowości, Matka Boża niosła nadzieję, że za Jej przyczyną coś się zmieni. Rzesze wiernych, którzy podczas nocnego czuwania wylali morze łez, wypowiedzieli setki próśb, czekają na owoce peregrynacji. Niektórzy niemal natychmiast po Jej odwiedzinach dostrzegali ogrom otrzymanych łask. – Moją parafię Maryja odwiedziła w październiku, w miesiącu różańcowym – mówi pani Władysława z Lubochni. – Dla mnie to było bardzo oczekiwane spotkanie. Wiele emocji pojawiało się w moim sercu. Miałam nadzieję, że moje prośby zostaną wysłuchane. I tak się stało. Tamtej nocy na różańcu wyprosiłam łaskę wybaczenia, zrozumienia i pojednania. Po 17 latach rozłąki, życia obok siebie, a nie ze sobą, pogodziliśmy się z mężem, przebaczyliśmy sobie i na nowo zeszliśmy się. Oboje wiemy, że przed nami jest jeszcze wiele pracy, rozmów, ale razem z Maryją damy sobie z tym radę. Ona nie dopuściła, byśmy złamali przysięgę, którą składaliśmy sobie przed Bogiem, dała nam na nowo wiarę, nadzieję i miłość – świadczy pani Władysława.

    Całoroczne rekolekcje

    Wizyta Madonny była dla wielu pomocą i znakiem w podjęciu decyzji. Każdy, klęcząc przed jasnogórskim wizerunkiem, wypowiadał słowa: „Bądź wola Twoja”, prosząc, by Maryja kierowała ich życiem. – Dla mnie czas peregrynacji to niezwykłe chwile – mówi diakon Jakub Kita. – Najpierw spotkanie w murach Wyższego Seminarium Duchownego, gdzie mieszkam i przygotowuję się do kapłaństwa. Później odwiedziny w mojej rodzinnej parafii św. Wawrzyńca w Kutnie, czyli w miejscu, gdzie poznawałem Pana Boga od najmłodszych lat. Spotkanie z Matką było dla mnie niezwykle ważne, ponieważ w czasie nawiedzenia byłem w trakcie przygotowań do przyjęcia diakonatu. To moment decyzji przyjęcia święceń, celibatu, a Matka Boża jest wzorem, jak rozeznawać wolę Bożą w życiu. To Ona jest tą, która mówi Bogu „tak” i uczy zaufania Panu. Wiele razy czułem, że Madonna wstawia się za mną u swojego Syna i jest przy mnie w ważnych chwilach, decyzjach – dodaje diakon Jakub. Wspominając czas nawiedzenia, zdradza dwa momenty, które bardzo go poruszyły. Pierwszym był widok rzeszy ludzi, którzy towarzyszyli Matce Bożej w drodze, wyznawali publicznie wiarę poprzez śpiew i modlitwę, pokazali, że nie wstydzą się Jezusa. Drugim momentem było nocne czuwanie. – Mimo że nie były wyznaczone godziny czuwania poszczególnych grup, ulic, nieustannie w świątyni gromadzili się ludzie. Teraz, po zakończeniu nawiedzenia, wiem, że w mieście peregrynuje obraz Czarnej Madonny, który podczas spotkania w kościele został przyłożony do jasnogórskiego wizerunku. Mieszkańcy organizują się, często po zakończeniu odwiedzin w danym bloku zamawiają Mszę św. dziękczynną – opowiada diakon. Nie tylko w Kutnie, ale także m.in. w Głownie, Rawie Mazowieckiej, Sochaczewie, Oszkowicach, Mąkolicach po nawiedzeniu ikony rozpoczęła się peregrynacja po domach wiernych. W Mąkolicach z domu do domu wędruje stary obraz, który już dwa razy odwiedzał parafian. Wędrówkę rozpoczął od domu Sylwestra Dałka, najstarszego mieszkańca parafii. – Mam ponad 97 lat. Dobrze pamiętam nawiedzenie z roku 1974. Wtedy też gościliśmy Maryję w swoim domu. Wówczas przy Panience czuwała cała wieś. Ludzie chodzili od domu do domu, modlili się, śpiewali. A Maryja czyniła cuda. Sąsiedzi się godzili, małżeństwa schodziły. Mam nadzieję, że teraz będzie podobnie. Ja prosiłem Ją, by mnie nie opuszczała – mówi pan Sylwester. Kończąc podsumowanie peregrynacji, także my, dziennikarze i współpracownicy „Gościa Łowickiego”, którzy razem z Maryją wędrowaliśmy od parafii do parafii, chcemy dziękować Pani z Bliznami za niezwykły czas i otrzymane łaski. To były dla nas roczne rekolekcje, podczas których doświadczaliśmy ożywienia wiary i dobra, życzliwości i otwartości, za co z serca dziękujemy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół