• facebook
  • rss
  • Studenci do kin nie chodzą

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 42/2017

    dodane 19.10.2017 00:00

    – Gdy powstawał w Łowiczu klub filmowy, zawiązała się dyskusja nad jego nazwą. Obrady się przeciągały. W końcu zostało... Bez Nazwy – mówi Zbigniew Stelmaszewski.

    Kiedyś spotykali się w czwartki o 18.59. Teraz seanse Dyskusyjnego Klubu Filmowego w Łowiczu odbywają się w wybrany weekend miesiąca. Wyświetlane są 4 tytuły tzw. ambitnego kina. Wybór pada głównie na filmy polskie i europejskie, będące odtrutką na amerykańskie produkcje, które zdominowały kinematografię.

    Na zgliszczach

    DKF Bez Nazwy świętował rok temu swoje 20-lecie. Za sprawą Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej celebrację można przedłużyć. Co roku instytut przyznaje nagrody za znaczące osiągnięcia w upowszechnianiu i promocji polskiego kina. Wręczane są podczas gali Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

    Na tegorocznym 42. festiwalu łowicki DKF został uznany za najlepszy dyskusyjny klub filmowy w Polsce! Statuetkę odebrał Mateusz Rudak, który opiekuje się klubem wspólnie z Z. Stelmaszewskim. Łowicki DKF to nie tylko projekcje filmowe. Klub realizuje też szereg projektów. Główny to lutowy OCH! Film Festiwal. Z czasem powstała wersja dla dzieci, czyli Mały OCH! Ponadto organizuje warsztaty i pokazy specjalne czy X Muzę, czyli wykłady poświęcone historii filmu. To druga nagroda PISF, która trafia do Łowicza. 3 lata temu Maciej Malangiewicz, dyrektor Łowickiego Ośrodka Kultury, odebrał w Gdyni statuetkę dla kina Fenix, które działa przy ośrodku. Tak samo jak DKF. Trudno zresztą byłoby sobie wyobrazić klub filmowy bez kina. A jednak tego kina w Łowiczu mogłoby nie być. Sama nazwa wskazuje, że powstało na zgliszczach. Poprzednie zostało zamknięte. Nowe mieści się od 2006 r. przy ul. Podrzecznej w sali pierwszego w mieście kinematografu Eos, utworzonego w 1912 r. Tak więc współczesny Fenix jest spadkobiercą i kontynuatorem ponadstuletniej tradycji łowickich kin.

    Podobni do siebie

    Kino w Łowiczu należy do Sieci Kin Studyjnych i, choć jest nieduże, ma swoją markę wśród dystrybutorów. – Kiedyś byliśmy na końcu obiegu. Premiery trafiały do nas po miesiącu. Teraz, gdy dzwonię w sprawie filmu, kojarzą, o jakie kino chodzi. Zresztą sami do nas dzwonią, żeby pokazywać premiery. Mamy większe możliwości po cyfryzacji, która spadła nam z nieba. Jest o wiele wygodniej, ale, z drugiej strony, taśma to taśma – mówi z sentymentem Z. Stelmaszewski, operator projektora. Ten klasyczny obsłużyć potrafi też M. Rudak. Śmieje się, gdy wspomina, że tuż po skończonym przez niego kursie operatorów projektorów analogowych łowickie kino przeszło cyfryzację. Zdobyte doświadczenie przydaje się, gdy opowiada zwiedzającym kino „od kuchni” dzieciom o tym, jak kiedyś wyświetlano filmy. Stara aparatura jest jeszcze na zapleczu.

    Jako członek Polskiej Federacji DKF łowicki klub ma dostęp do zbiorów Filmoteki Narodowej. Nie obyło się jednak bez kłopotów technicznych. – Braliśmy te filmy do wyświetlania na własną odpowiedzialność. Mimo że poddawano je konserwacji, nie wiadomo było, w jakim stanie do nas trafią – mówi pan Zbigniew. Wspomina, że 15 lat temu łatwiej było znaleźć grono chętnych do oglądania ambitniejszych filmów i dyskusji o nich. Potwierdza to M. Rudak. – Ciężko jest teraz zmobilizować ludzi na spotkania. Z drugiej strony nie chcemy tworzyć sztucznej atmosfery, że ta dyskusja jest obowiązkowa. Jeśli ktoś ma ochotę, po seansie sobie z kimś porozmawia – mówi pan Mateusz.

    Wkrótce możliwości kina i samego DKF będą większe. Powstaje druga sala kinowa. Nie będzie już konfliktu terminów z projekcjami filmów, które choć może nie najwyższych lotów, ale mają swoich wielbicieli. Łowicki DKF współpracuje z innymi tego typu klubami w Polsce. – Znaleźliśmy podobnych do siebie ludzi. Wymieniamy się doświadczeniami, podpatrujemy, co można przenieść na własny grunt. Znamienne, że spostrzeżenia kolegów z większych miast i nasze, jeżeli chodzi o przedział wiekowy współczesnych widzów, są takie same. Największą publiczność stanowią nie studenci, jak by się wydawało, a seniorzy i dzieci – mówi M. Rudak.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół