• facebook
  • rss
  • Dotknąć stóp Matki Bożej

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 48/2017

    dodane 30.11.2017 00:00

    – Na długo w pamięci zostanie mi modlitwa w kaplicy dolnej, w której nie było nikogo prócz naszej czwórki. Słychać było tylko „Zdrowaś, Maryjo” naszych dzieci – mówi Agnieszka Michalak.

    Grupa wiernych z parafii pw. Matki Bożej Bolesnej w Nieborowie udała się w listopadzie do sanktuarium maryjnego w Licheniu. Wyjazd był nagrodą dla dzieci za udział w nabożeństwie różańcowym. – Praktykowałem takie wyjazdy, gdy byłem proboszczem w Jesionce i w Strzelcach. Dla dzieci, które przez 2 tygodnie uczestniczyły w kościele w Różańcu, nagrodą były pielgrzymka do sanktuariów lub wyjazd do ciekawych miejsc, np. do Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Wolę to niż dawanie słodyczy lub pamiątek, które z czasem mogą się zgubić. Przy okazji z dzieckiem zazwyczaj jedzie ktoś z bliskich – rodzice czy dziadkowie. To też ważne – mówi ks. Grzegorz Ziąbski, proboszcz parafii w Nieborowie.

    Dzieci miały wyjazd za darmo, dorośli opiekunowie musieli już zapłacić. Pielgrzymce kilkudziesięciu osób przewodził ks. Ziąbski. Pojechali też katecheta Piotr Sumiński i organistka Amy Madeja. Wyprawa przypadła na trzecią sobotę listopada. Pogoda nie rozpieszczała – było chłodno i wietrznie, ale okazało się, że miało to swoje zalety. Nie było tłumów w Licheniu, więc swobodnie można było zwiedzić charakterystyczne miejsca dla tego sanktuarium i okolicy. U celu oczom pielgrzymów ukazała się olbrzymia świątynia. Ci, którzy widzieli bazylikę po raz pierwszy, nie mogli wyjść ze zdumienia nad jej bogactwem i wielkością. Wszyscy pątnicy wzięli udział w Eucharystii. Można było także skorzystać z sakramentu pokuty. Odmówiono Różaniec. Dzieci, nauczone na katechezie tajemnic różańcowych, mówiły je z pamięci.

    W gronie pielgrzymów była rodzina Michalaków. Rodzice – Agnieszka i Maciej oraz ich synowie – 8-letni Mateusz i 5-letni Jasiek. – To było naturalne, że chcieliśmy z mężem towarzyszyć dzieciom podczas pielgrzymki. W Licheniu byłam pierwszy raz 3 lata temu i nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak teraz. Może dlatego, że wtedy była pełnia sezonu i nieopisane tłumy, i kolejki do wszystkiego. Nie dało się w pełni odczuć klimatu tego sanktuarium. Listopadowa zimna i wietrzna sobota pozwoliła całkowicie poddać się nastrojowi. Na długo w pamięć zapadnie mi modlitwa w kaplicy dolnej, w której nie było nikogo prócz naszej czwórki. Słychać było tylko „Zdrowaś, Maryjo” naszych dzieci – mówi pani Agnieszka. – Licheń odwiedziłem po raz drugi. Kilkanaście lat temu trwały jeszcze prace i nie widać było tego, co obecnie. Rozmach przedsięwzięcia robi ogromne wrażenie. Potrzebowałem tego wyjazdu, by się oderwać od codzienności i wyciszyć. Chodziło głównie o to, by spędzić ten czas z rodziną i na modlitwie – dodaje pan Maciej. Na Mateuszu największe wrażenie zrobiła Golgota. – Jest ułożona z niezliczonej liczby kamieni. Podobała mi się też bazylika, która jest ogromna. Pierwszy raz coś takiego widziałem – mówi. Jego młodszemu bratu, oprócz bazyliki, zapadło w pamięć co innego. – Najbardziej podobało mi się to, że w lasku grąblińskim mogłem dotknąć śladu stóp Matki Bożej – mówi Jasiek.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół