GN 48/2020 Archiwum

Kapłon pośpiechu nie znosi

Dariusz Marcinowski, chcąc sprawić radość bliskim, wchodzi do kuchni, zakłada fartuch i zaczyna mieszać w garach. Jego dania wyśmienity smak zawdzięczają przepisom prababci Julianny, przedwojennej kucharki Radziwiłłów.

Test na wątrobie

Mimo mody na powrót do tradycji i mimo zgromadzonych nagród Marcinowscy pozostają pełni obaw o przyszłość staropolskich produktów. Choć smakiem biją na głowę masową produkcję, w dobie kryzysu z powodu wyższej ceny przegrywają z konkurencją. – Kiedyś, gdy zdarzy mi się wygrać milion w totolotka, przeznaczę go na promocję tego, co w dawnych czasach jadali Radziwiłł i Sobieski – zapewnia pan Darek. Nadzieję na zmianę polityki w kwestii promocji dawnych produktów ma spotkana w sklepie osiedlowym Maria Wasiak ze Skierniewic. – Jestem już starą kobietą, ale mimo swoich 80 lat, nadal pamiętam wiele smaków z domu rodzinnego – mówi. – Nie były to jakieś wykwintne potrawy, ale ich wspomnienie zawsze wzrusza. Kilka lat temu mówiłam do swoich znajomych, że przed śmiercią chciałabym jeszcze raz zjeść rosół z domowymi kluskami. Pamiętam, że w sobotę robiła go moja mama. Okrągłe placki rozkładała do suszenia na łóżkach. Przez wiele lat robiłam podobnie. Dziś nie mam już siły, by zagnieść ciasto. Kto wie, może uda mi się je gdzieś kupić? Z przyjemnością skosztowałabym też dawnego barszczu na zakwasie i świeżego chleba ze śmietaną i cukrem – marzy pani Maria i szybko dodaje: – Nie wiem tylko, czy zniosłaby to moja wątroba. Sprawdzianem nie tylko stanu ważnego narządu, ale także spełnieniem marzeń mógłby być obiad u Marcinowskich. Patrząc na krzątającego się po kuchni gospodarza, który raz po raz zagląda do pyrkoczącego gara, w którym z soczystymi warzywami bulgocze kapłon, trudno nie zauważyć jego pasji do gotowania. Co ciekawe, nie ma ono nic wspólnego z nerwowością, jakiej ulegają niektóre gospodynie. – Rosół na kapłonie gotowy będzie dopiero za 8 godzin. Jest to królewskie danie, które nie znosi pośpiechu. Znając tę zasadę, udało mi się na jednym z konkursów otrzymać za rosół Złotą Perłę. Pokonałem nawet starszą panią, która uchodziła za mistrzynię w tej dziedzinie. No cóż, nasz domowy przepis okazał się lepszy. Nieskromnie powiem, że mnie to nie dziwi. Proszę skosztować – zachęca Dariusz Marcinowski.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama