GN 48/2020 Archiwum

Nie gaszą tylko... zapału

Jubileusz OSP. Na ich pomoc można liczyć nie tylko, gdy płoną domy i stodoły, ale także, gdy trzeba rozkręcić dobrą zabawę. Choć niektórzy z nich mają po 100 lat, świetnie sobie radzą na drabinach, a nawet podczas gry na puzonie.

– Na razie stoi u mnie w garażu – mówi Tadeusz Grotkowski, naczelnik OSP Mokra Lewa. – Myślę, że już na wiosnę przyszłego roku ruszymy z budową odpowiedniego pomieszczenia przy remizie. Płetwonurkowie są jednak cały czas w gotowości bojowej. Co prawda, nie uczestniczyli jeszcze w żadnej akcji ratunkowej, więc ktoś mógłby powiedzieć: „Po co wydawane są na nich pieniądze?”, ale przecież w każdej chwili może coś się wydarzyć. Nawet bym się cieszył, gdyby grupa istniała 10 lat i nie byłoby potrzeby jej wzywania – mówi naczelnik, zdobywca tytułu Najlepszy Strażak Województwa Łódzkiego w latach 2010 i 2011.

OSP jak firma

Funkcjonowanie jednostek OSP T. Grotkowski porównuje do prowadzenia firmy. – Wysłaliśmy do tej pory około 150 pism o wsparcie finansowe. Oczywiście, nie wszyscy odpowiedzieli, ale dzięki zdobytym pieniądzom sukcesywnie staramy się kompletować potrzebny nam sprzęt. Ważna jest specjalizacja. W Mokrej postawiliśmy na nurków. Inne jednostki specjalizują się w czymś innym. Wychodzimy także do ludzi z różnymi akcjami. Niedługo wydamy broszurę dotyczącą ratownictwa medycznego. Organizujemy pokazy, a mamy czym się pochwalić. Strażackie volvo z 2010 r. robi wrażenie. Staramy się przyciągnąć do siebie młodych ludzi, ale nie zależy nam na takich, którzy przyjdą tu na dwa miesiące, kiedy organizowany jest np. wyjazd płetwonurków. Tu potrzebni są ludzie oddani, tacy, którzy udzielać się będą także zimą. Ten czas przeznaczamy na szkolenia i za to płacimy strażakom. Nie płacimy natomiast za akcje ratownicze. Nie odmawiamy wstępu do naszych szeregów ludziom znanym także ze sfer polityki. Do OSP w Mokrej Lewej należy posłanka Dorota Rutkowska – opowiada naczelnik. Pracę strażaków ochotników wysoko ceni Marek Myszkowski, komendant PSP w Kutnie. Nie powinno to dziwić, bo swoją przygodę z pożarnictwem zaczynał jako młody chłopak w OSP w rodzinnej wsi. – Najlepiej wyposażone jednostki OSP należą do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Dyżurny dyspozytor obsługuje system selektywnego powiadamiania i drogą radiową uruchamia syrenę w wybranej jednostce OSP. Świetnie współpracuje się z ochotnikami także podczas szkoleń. Jedynie w ratownictwie medycznym ochotnicy muszą przeszkolić się we własnym zakresie – mówi kutnowski komendant. Strażacy ochotnicy widoczni są nie tylko podczas akcji gaśniczych. Wiejskie remizy, umiejętnie zagospodarowane, stały się miejscem, gdzie ściągają młodzi ludzie i tworzą lokalną wspólnotę. Nie dziwi, że strażakiem ochotnikiem bywa się z ojca na syna. Nie dziwi też coraz więcej kobiet w drużynach OSP. Należy się więc spodziewać, że nie zgaśnie zapał tych, którzy – poświęcając swój wolny czas – chcą służyć innym ludziom.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama