Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nie rzucim ziemi...?

Niektórzy rolnicy obrażają się, gdy nazywa się ich chłopami. Stanisław Budzeń wręcz przeciwnie – dumny jest ze zdobycia tytułu Chłopa Roku 2010.

– To jest los szczęścia – mówi krótko o sukcesie prezes spółdzielni Zenon Szymański. Takiego szczęścia nie miały inne SKR-y. Wiele z nich zlikwidowano. – Rolnicy chcą być teraz na swoim. Nie chcą wiązać się w spółdzielnie. Kiedyś jeszcze to miało sens, bo było mało maszyn rolniczych. Teraz większość rolników ma swój sprzęt i nie korzysta z pomocy innych. Ale daleko nam jeszcze do krajów zachodnich. Tam mechanizacja rolnictwa jest na wyższym poziomie. Żeby ich dogonić, potrzebne są ciągłe inwestycje. Kto nie ma pieniędzy na rozwój swojego gospodarstwa lub tego zaniecha, momentalnie zostanie w tyle – mówi S. Budzeń. Zmieniła się również działalność kół gospodyń wiejskich. Janina Kuczek z Gągolina Południowego do takiego koła należy już kilkadziesiąt lat. – To już nie jest tak, jak kiedyś. Teraz z paniami z kółek spotykamy się z okazji różnych uroczystości. Jeszcze gdzieś tam w Polsce niektóre koła pokazują, jak drzeć pierze lub prząść len, ale komu to teraz potrzebne, jak wszystko można w sklepie kupić? – zastanawia się. Dla kół gospodyń wiejskich nie widzi wielkiej przyszłości. – Dziewczyny nie garną się do kółek, bo nie widzą takiej potrzeby. Jeszcze jakby miały z tego jakieś pieniądze, to pewnie tak. A teraz o dofinansowanie nie jest tak łatwo, jak kiedyś. Żeby być w kółku, trzeba chcieć, mieć w sobie wiarę w to, co się robi – mówi pani Janina, która nie widzi sposobu na zachęcenie młodych kobiet do działania w kole. – Każda ma swoje zajęcia, pracę, dom, wychowuje dzieci. Nawet wśród starszych osób trudno znaleźć chętne osoby do pomocy. Jak my się wykruszymy, to koniec.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama