GN 48/2020 Archiwum

Nieraz popłaczę, że ludzie tacy dobrzy

Akcje charytatywne. Ola Śliwka ze Skoczykłodów i Dominik Dróżka z Głowna nie znają się. Mają jednak wiele wspólnego – oboje są licealistami i, mimo młodego wieku, wiedzą, co to ból, choroba i walka o życie. Ale mają też kapitalnych kolegów.

– Głowno nie jest dużym miastem, dlatego wszyscy nas tu znają. Pisały o nas gazety, zdjęcie Dominika było na plakatach. Niestety, my często nie wiemy, kto nam pomógł. Nie znamy nie tylko osób, które wpłaciły pieniądze na konto czy włożyły do puszki, ale także tych, którzy w dużej ilości oddawali krew. By nikogo nie pominąć, swoje „dziękuję” i prośbę o błogosławieństwo zostawiam przed Panem Bogiem. On wie przecież wszystko – mówi pani Urszula. Z dumą patrzy też na córkę Weronikę, która nie dość, że zgodziła się zostać dawcą szpiku dla swojego brata, to jeszcze każdego dnia jest dla niego wsparciem. – Nie ma o czym mówić. Każdy na moim miejscu zrobiłby tak samo – mówi Weronika.

Pomysłowi przyjaciele

W środę 5 grudnia uczniowie Publicznego Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Pa- wła II w Głownie na deskach Miejskiego Ośrodka Kultury wystawili etiudę „Król Edyp”. Po spektaklu przeprowadzili kwestę na rzecz Dominika. Środowy spektakl, do którego przygotowywali się od września, nie był pierwszą akcją na rzecz chorego kolegi. Wcześniej zorganizowali zbiórkę na usunięcie zaćmy zprawego oka. Licealiści nie kryją, że liczą na to, iż przybyli na przedstawienie okażą się na tyle hojni, że zebrana kwota wystarczy na operację drugiego oka. – Nie sądziliśmy, że nasza gra tak się ludziom spodoba – mówi Sebastian Kubiak, który z Dominikiem chodził do szkoły podstawowej, a teraz jest z nim w jednej klasie. – Przygotowanie przedstawienia to chyba dobry pomysł. Chcieliśmy w ten sposób dać coś z siebie. I – jak widać – to się opłaciło. W planach mamy kolejną akcję. Może opowiemy o niej Dominikowi, jak się wkrótce spotkamy w szkole – dodaje Sebastian, który wcielił się w rolę Edypa. Nadzieję na spotkanie z Dominikiem ma także Aleksandra Wojciechowska. – Nie miałam jeszcze okazji go poznać, ale z wielką radością zaangażowałam się w akcję. To był odruch. Bardzo lubię pomagać, a ta forma była wyjątkowo przyjemna – zapewnia Ola, a Iga Florczak przytakuje jej głową. Zadowolenia z postawy uczniów nie krył także dyrektor szkoły Wojciech Baleja. – Jestem dumny z wrażliwości naszych uczniów. Ich zaangażowanie, z jakim podeszli do obu zbiórek, pokazuje, jak wielkie mają w sobie pokłady dobra. I – co najważniejsze – nie widać w nich zmęczenia czy znużenia, dlatego czekamy na ich kolejne pomysły. Mówiąc o pomocy i zaangażowaniu młodzieży, trzeba dodać, że przez cały czas może na nią liczyć także Aleksandra Śliwka. Miesiąc wcześniej uczniowie jej szkoły przez dwa weekendy kwestowali na jej rzecz na ulicach miasta, w sklepach, pod kościołami. Punktem kulminacyjnym był koncert „Cudne manowce”. W sumie prawie 100 wolontariuszom udało się zebrać 21 tys. zł! – Nie spodziewaliśmy się, że mieszkańcy Rawy i okolic okażą się aż tak hojni – mówi Elżbieta Śliwka. – Od choroby córki nieraz byliśmy tak pozytywnie zaskakiwani. Było tak choćby podczas zbiórki w naszym kościele w Wysokienicach, kiedy puszka okazała się za mała i ministranci zbierali pieniądze do... czapki. Innym razem koledzy Oli wyszli z inicjatywą, że wyremontują i wymalują jej pokój. Przez dwa tygodnie tam pracowali, mimo że nie mogliśmy im za to zapłacić. Gdy o tym myślę, nieraz sobie popłaczę ze wzruszenia, że ludzie potrafią być tacy dobrzy. Najbardziej wzrusza jednak to, że tak dobre serca mają młodzi, na których wiele osób dziś wiesza psy. A oni, bez względu na klasę, egzamin z dojrzałości już kilka razy zdali na szóstkę.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama