Nowy numer 48/2020 Archiwum

Święty na desce... kuchennej

Ikony. – Od dziecka marzyłam, żeby pisać ikony. Najpierw nie miałam materiałów, a potem odwagi – mówi Władysława Kuźmiszyn.


Odkrycie wnuka


W roku obchodów 600-lecia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej pani Władysława zapragnęła indywidualnie oddać cześć Bogurodzicy. Napisała ikonę olejem na płycie.
Każda z nich ma swoją historię, powstawała z natchnienia. – Ikonografia to moja modlitwa. To nie ja wybieram temat dzieła. Po prostu pewnego dnia wiem, kogo i kiedy mam napisać. Praca nad ikoną trwa około trzech, czterech miesięcy. Nie tylko dlatego, że technika pisania wymaga czasu, ale także ze względu na przeżycie modlitewne, dojrzałość duchową, by ukończyć dzieło – opowiada artystka.
Pisaniu ikony towarzyszy stała modlitwa. Ikonopis prosi Ducha Świętego, by Ten go natchnął i tak poprowadził rękę twórcy, żeby wizerunek podobał się przede wszystkim Bogu. Pani Władysława modli się także, by ikona trafiła w dobre ręce i dawała światło domowi.
– Ikonografia przemienia moje życie. Moja relacja z Bogiem staje się bardziej osobista. Ikona uczy mnie pokory. Pisanie owocuje także w życiu codziennym. Staję się lepsza, bardziej wyrozumiała dla bliskich, wrażliwa. Zaczynam dostrzegać małe rzeczy i cieszę się nimi – mówi pani Władysława. – Ikonopisarstwo sprzyja także wyciszeniu i nabraniu dystansu do codzienności.
Mimo kilkunastu ikon napisanych przez skierniewicką malarkę, przed rozpoczęciem nowego wizerunku towarzyszy jej lęk. – Im dłużej je piszę, tym większym szacunkiem je darzę i tym bardziej rozumiem, jak wielkim są dziełem. Świadomość, że tworzę obraz Boga, napawa mnie lękiem. To tak, jak Mojżesz, który nie patrzył na Anioła Pańskiego w gorejącym krzewie, gdyż nie czuł się godny. I ja także myślę: „Kim jestem, by pisać obraz świętych?” – zastanawia się artystka.
Mimo to, musi pisać. Ikony stały się nieodłączną częścią jej życia. Oprócz modlitwy tworzeniu ikon często towarzyszy post. – Zdarza się, że nie mogę napisać jakiegoś fragmentu. Wtedy poszczę, klękam i modlę się. Po jakimś czasie przychodzi natchnienie i tworzę dalej – mówi pani Władysława.
Cała rodzina artystki wspiera ją w pasji. Ikony stały się częścią ich domu. – Towarzyszą nam w naszej codzienności. Mam wrażenie, że oczy świętych patrzą na nas. Wszyscy związaliśmy się z nimi. Ikony są teraz na wystawie. Ostatnio mój wnuczek wszedł do pracowni, za chwilę wyszedł zmieszany i powiedział: „Babciu, tam nikogo nie ma!” – opowiada malarka.
Ikony Władysławy Kuźmiszyn można oglądać do 30 marca w skierniewickim MCK. •

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama