GN 48/2020 Archiwum

Józiowa lekcja świętości


O podobieństwie do dziadka, sercu pasjonistów, marzeniach o kapłaństwie i poruszającej lekcji wiary z Pawłem Kwaśniakiem, prezesem Stowarzyszenia „Dar życia”, rozmawia Agnieszka Napiórkowska.

Poza wiarą, troską o rodzinę, wiem, że dla Ciebie bardzo ważna jest także miłość do ojczyzny.


To prawda. Dotychczasowe moje zaangażowania na polu politycznym i społecznym wiązały się z moją wiarą. Zazębiały się z nią. Wynikało to z poczucia odpowiedzialności za tę małą i dużą ojczyznę. To mi wszczepił Marek Jurek, z którym przez wiele lat bardzo blisko współpracowałem. I to jest niewątpliwie postać, która miała na mnie duży wpływ i mnie kształtowała. Poza tym lekcją patriotyzmu była także historia dziadka, który zaraz po wojnie był więziony w Piotrkowie Trybunalskim. To wszystko sprawia, że pewne obowiązki społeczne, misyjne, wynikające z wiary są we mnie bardzo silnie wszczepione. Mam takie przekonanie, że każdy siebie powinien dawać innym. I to chcę robić. W ostatnim czasie, po zeszłorocznym Marszu dla Życia i Rodziny, zaproponowano mi wejście do Stowarzyszenia „Dar życia”. Potem wszystko potoczyło się samo. Ksiądz Grzegorz Gołąb i członkowie zaproponowali, żebym został prezesem tego stowarzyszenia. I tak się stało. Od dawna troska o życie i rodzinę była i jest mi bardzo bliska. Mam nadzieję, że wspólnie uda się nam wiele rzeczy zrobić.


Wiem, że w ostatnim czasie zostałeś zaproszony do uczestniczenia w szczególnej lekcji wiary. Kto Ci jej udzielił?


To prawda. Sam Pan Bóg wypełnił treścią ten Rok Wiary. Najmocniejszym przeżyciem, póki co, było dla mnie uczestniczenie w procesie choroby i umierania 9-letniego Józia, synka naszych przyjaciół. Doświadczenie wiary tego chłopca, świadectw danych na jego temat przez rodziców, rodzeństwo i duszpasterzy odbieram jako wielki dar. Długo nie zapomnę słów jego ojca, który na pogrzebie powiedział, że Józio – mimo iż doświadczał ogromnego bólu, bo chorował na guza mózgu, który spowodował przerzuty na kości – nigdy się nie skarżył. Były w nim niesamowita godność i siła. To on pocieszał swoich rodziców i rodzeństwo. Jego proboszcz, żegnając go, powiedział, że po odprawieniu Mszy św. przy jego łóżku wrócił na plebanię i w swoim notatniku zapisał: „Józio jest święty. Jeżeli wyzdrowieje, to może się tylko popsuć”. Dla mnie, męża i ojca, wiara tego chłopca, wlana mu przez wspaniałych rodziców, wiara tej rodziny, która na Facebooku wzywała ludzi do modlitwy o wypełnienie się woli Bożej w życiu tego chłopca, a potem pogrzeb, który był manifestacją wiary, na który przyszło około 1000 osób, były lekcją, do której ciągle wracam. Często też myślę o Józiu, który umarł podczas czwartej tajemnicy bolesnej, odmawianej przez rodzinę i przyjaciół po Mszy św. w jego pokoju.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama