Nowy numer 47/2020 Archiwum

Szkoda, że nie robią USG duszy

Wywiad. O powrotach do Boga, sufitowaniu, szatanie nakrywającym kołderką i męskich rozmowach z Jezusem z Piotrem Wasiakiem rozmawia Agnieszka Napiórkowska

Wiem, że podczas choroby wiele osób Cię odwiedzało, modliło się za Ciebie. Poczułeś, że dobro powraca?

To był szok. Przed operacją i zaraz po niej znajomi dzwonili do żony. Potem zaczęły się wędrówki ludów. Leżący ze mną pan Tadeusz któregoś dnia zapytał, kim jestem, że takie tłumy do mnie walą. Policzył – jednego dnia odwiedziły mnie 32 osoby. Dzięki nim dobrze spałem, bo o drzemce w ciągu dnia nie było mowy. Nie budziłem się, nawet gdy w nocy podawano mi antybiotyk. W szpitalu spędziłem prawie 5 tygodni. Podczas choroby znajomi oddawali na moje konto krew. I robili to nawet już po mojej operacji, w dowód wdzięczności za uratowanie mojego życia. Takie coś robi wrażenie.

Po powrocie do domu wiele trzeba było zmienić? Z tego, co wiem, rodzina i znajomi stanęli na wysokości zadania.

Tak. Podczas mojej choroby dzieci dorosły, zaczęły sprzątać, zmywać. Wiedzą, że jestem chory i nie mogę pewnych rzeczy zrobić. Widzą też, że zmagam się z bólem. A ja staram się być grzecznym pacjentem. Ponieważ powiedziano mi, że nie mogę brać leków przeciwbólowych, no to ich nie biorę, wszystko znoszę na żywca. Ból mostka można porównać do bólu zęba. Problem polega na tym, że mostka nie można wyrwać, tak jak zęba. Podobno tak może być długo.

Po powrocie do domu z wolna zacząłeś wracać też do Kościoła?

Tak. Któregoś dnia córka z kościoła przyniosła informację o katechezach dla dorosłych. Mając czas i nie będąc już najeżonym na Boga, zacząłem na nie chodzić. Potem ks. Paweł Piątek z parafii garnizonowej powiedział mi o niedzielnych Mszach św. dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Ja w takim związku od lat jestem. Poszedłem. I tak sobie chodzę do dziś. Mam coraz więcej tematów, na które chętnie rozmawiam z Bogiem. I – co niesamowite – rozmowa się klei. Mamy tyle rozpoczętych tematów, że przegadanie ich starczy na wieczność. Sięgnąłem też po książki religijne i Biblię. Znalazłem na YouTube filmik, na którym jakiś facet czyta Stary i Nowy Testament. Czytamy razem. Już przeczytaliśmy całkiem spory kawałek. I ja coś z tego rozumiem! Wiem to, bo rodzą mi się pytania. Zauważyłem też, że bardzo się zmieniam. Widzę więcej dobra, przestałem się czepiać, szukać dziury w całym. Mam coraz więcej zapału do stawania się coraz lepszym. Myślę też o poszukaniu rozwiązania, które uporządkuje naszą niesakramentalność. Nie ukrywam, są w moim życiu rzeczy, których się wstydzę, ale już wiem, że On mi przebaczył, że On mnie nie odrzuca. Żyję tym, co dzieje się dziś. Przestałem roztrząsać przeszłość i bać się o przyszłość. Dziś Jezus jest obok i przy mnie. Kiedy myślę o tym, jak wiele rzeczy wymieniono mi w sercu, wiem też, że podczas tego zabiegu Bóg dokonał także jakiejś operacji na mojej duszy. Ciekaw jestem, jak ona teraz wygląda. Żałuję, że nie można zrobić USG duszy. Na każdym kroku doświadczam Jego miłosierdzia i tego, że nie ma dla Niego spraw niemożliwych. Nie jestem w stanie opisać tego, co czuję. Dostałem nowe życie.

Można więc powiedzieć, że przez ból, cierpienie, strach z wolna razem z Chrystusem idziesz Drogą Krzyżową?

Wiem, co to ból. To fakt. Ale czym jest mój ból wobec Jego bólu? Wreszcie docierają do mnie Jego słowa. Zaczynam rozumieć, co to znaczy wziąć swój krzyż i iść za Nim. Do tej pory mój krzyż wisiał gdzieś na haku. Tylko On go dźwigał, ja się za to nie zabierałem. Dziś na swojej piersi powiesiłem Jego srebrną głowę. Jest identyczna jak ta, która przyśniła mi się zaraz po operacji. Nie miałem pojęcia, że takie istnieją. Jak ją zobaczyłem, bez zastanowienia kupiłem. Teraz, kiedy patrzę w lustro, widzę nie tylko swoją twarz, ale i Jego. Przez to wiem, że nie jestem sam, że On jest ze mną.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama