Nowy numer 42/2020 Archiwum

Zdecyduje wojewoda

Skierniewiczanie kochają ten pomnik, ale szacunku nie okazują. Gdyby mogli, zaparkowaliby na jego postumencie. Kiedy jednak pojawiła się obawa, że T-34 zniknie ze skweru, mieszkańcy gotowi go bronić jak... niepodległości.

Czołg T-34 stanął na skraju parku przy ul. Sienkiewicza na początku lat 70. ubiegłego stulecia. Kilka lat później pojawiła się na nim tablica upamiętniająca rosyjską załogę czołgu, która w styczniu 1945 roku zginęła w potyczce z Niemcami. Na tablicy znalazł się napis: „Polegli na polu chwały podczas wyzwalania Skierniewic 17 stycznia 1945 roku żołnierze Gwardii Armii Radzieckiej. Cześć i chwała bohaterskim wyzwolicielom”. Były też nazwiska radzieckich żołnierzy poległej załogi czołgu. Ustawa dekomunizacyjna to okazja, by spokojnie przemyśleć „sprawę” czołgu, lepiej o niego zadbać i umieścić w odpowiednim miejscu.

Mieszane uczucia

Od początku dyskusji nad dalszym losem pomnika, wywołanej wejściem w życie ustawy dekomunizacyjnej, największe kontrowersje wzbudzała tablica. Jedni uważali, że jej treść wychwalająca bohaterstwo radzieckich żołnierzy jest skandaliczna, inni nie widzieli w tym nic złego. – Mam bardzo mieszane uczucia – mówi historyk, regionalista Piotr Paradowski. – Ci żołnierze naprawdę zginęli na tej ulicy. I fakt, że nie ma dzisiaj ich nazwisk, jest wyrazem braku szacunku. Dla nich było to prawdziwe pole chwały. Załoga czołgu to nie mordercy z NKWD, tylko zwykli żołnierze, którzy mieli wtedy po 19–20 lat. Tablica z ich nazwiskami i datą bitwy, w której zginęli, 17 stycznia 1945 roku, powinna znaleźć się na czołgu – mówi P. Paradowski. Regionalista nie jest odosobniony w swej opinii. Nawet ci, dla których treść tablicy była nie do przyjęcia, dzisiaj przyznają, że czołg bez tablicy nie ma sensu. – Podobne czołgi jako symbole chwały Armii Czerwonej stały w wielu polskich miastach. Ale ten w Skierniewicach był inny, bo był pamiątką śmierci konkretnych żołnierzy. Stanowił wartość razem z tablicą z nazwiskami. Po jej zdjęciu jest zwykłym pojazdem z II wojny światowej i nie do końca wiadomo, dlaczego ma stać akurat w miejscu, w którym do niczego nie pasuje – uważa pan Marek ze Skierniewic.

Skierniewicka „maskotka”

Decyzję co do dalszych losów czołgu miasto pozostawiło wojewodzie. Po zdjęciu kontrowersyjnej tablicy władza czeka na odpowiedź, czy czołg może pozostać w dotychczasowym miejscu. – Nie jesteśmy przekonani, czy ten czołg bez tablicy jest nadal pomnikiem gloryfikującym Armię Czerwoną, czy już nie – mówi Jarosław Chęcielewski, wiceprezydent Skierniewic. – To właśnie tablica nie pozostawiała wątpliwości, jakiego rodzaju to pomnik i dlaczego znajdował się w tym miejscu. Teraz czekamy na odpowiedź wojewody w tej sprawie. Innym pomysłem na rozwiązanie problemu jest przeniesienie czołgu na teren Muzeum Historycznego Skierniewic przy ul. Batorego. Którą z tych propozycji zaakceptuje wojewoda? A może żadna z nich nie spodoba się odpowiedzialnym za realizację ustawy o zakazie propagowania komunizmu służbom i czołg zostanie zniszczony.

– Na pewno nie byłoby to dobre rozwiązanie. Nie można oddać czołgu na złom. W takich pojazdach walczyli również Polacy – podkreśla Jacek Stępkowski, prezes Towarzystwa Przyjaciół Skierniewic, członek Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy łódzkim oddziale IPN. – Ponieważ jednak władze samorządowe miasta przez wiele lat zwlekały z podjęciem jakiejkolwiek decyzji, teraz należy ona do wojewody. Myślę, że jeśli włodarze dobrze umotywują chęć pozostawienia czołgu, to wojewoda do tej prośby się przychyli – sądzi pan Jacek. Piotr Paradowski idzie o krok dalej i uważa, że miasto nie tylko nie powinno pozbywać się czołgu, ale być dumne z tego, że taki pojazd znajduje się w Skierniewicach. Historyk, mówiąc o czołgu, używa żartobliwego określenia „maskotka”. – To jest najlepszy czołg II wojny światowej. W innych państwach remontują takie pojazdy, a u nas chce się je niszczyć. Czołg mógłby być niezwykłym uzupełnieniem naszego muzeum, podobnie jak samolot MIG 15, który stoi nad zalewem – przekonuje. Obrońcy czołgu podkreślają, że stał się on częścią historii miasta i jego mieszkańców. Jest obecny we wspomnieniach z dzieciństwa, z rodzinnych spacerów. Ale czy obstawiony dzisiaj ze wszystkich stron parkującymi samochodami rzeczywiście dobrze się prezentuje na skwerze? Czy nie powinien zaparkować w innym miejscu, gdzie pozostanie częścią historii i atrakcją Skierniewic? Tego jeszcze nie wiadomo.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama