Nowy numer 44/2020 Archiwum

Naprawdę inne owce

Pytanie zasadnicze: czy ja sam daję prowadzić się Jezusowi? Czy najpierw sam zgadzam na bycie Jego owieczką, która potrzebuje prowadzenia, przyprowadzenia?

Z Ewangelii według św. Jana (J 10, 11 – 18

Jezus powiedział: "Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; najemnik ucieka, dlatego że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja sam z siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca".

W Niedzielę Chrystusa Dobrego Pasterza wołamy o nowe powołania do służby w Kościele. Warto w tej modlitwie pamiętać nie tylko o tym, aby inni weszli na ścieżkę powołania kapłańskiego, zakonnego, misyjnego albo małżeńskiego czy też życia jako osoba samotna w diakonii miłości wspólnoty Kościoła. W pierwszej kolejności należy modlić się za siebie, aby samemu być tym, który idzie za głosem Dobrego Pasterza.

Oto w dzisiejszej Ewangelii Jezus przypomina nam, że potrzebuje przyprowadzić „inne owce”, które „będą słuchać Jego głosu”. Może zrodzić się pokusa myślenia, że to nie o mnie, to o „innych”. Pytanie zasadnicze: czy ja sam daję prowadzić się Jezusowi? Czy najpierw sam zgadzam na bycie Jego owieczką, która potrzebuje prowadzenia, przyprowadzenia?

Chyba wszyscy mamy z tym problem, bo bardzo chcemy być samodzielni, niezależni. Tak bardzo chcemy mieć decydujący głos, że nawet nie zauważamy tych sytuacji, gdzie naszą wolę uznajemy z Jego głos. A przecież to On jest Dobrym Pasterzem, który najlepiej wie, co i kiedy jest dla nas najwłaściwsze.

Zanim jednak posłucham Jego głosu, potrzebuję wpierw spośród tylu innych rozpoznać ten jedyny głos. A do mnie dociera ich zbyt wiele i to takich, które uzurpują sobie prawo do roli głosu wiodącego: moje plany i wyobrażenia, często moja pycha. Dlatego tym bardzie potrzebuję nieustannego słuchania Słowa Bożego, które dopiero jest głosem Dobrego Pasterza. To prawda, że mogę od razu nie zrozumieć, ale Pismo Święte stanowi dla każdego z nas punkt odniesienia, w oparciu o które możemy nie tylko usłyszeć, ale i później właściwie interpretować to co się wokół nas dzieje, co dzieje się z nami.

Rozpoznając głos Dobrego Pasterza, chcę zgadzać się na Jego prowadzenie. Bo posłuszeństwo Dobremu Pasterzowi wiedzie do życia. Warto w tym miejscu rozróżnić, że czym innym jest „usłyszeć głos” i czym innym „posłuchać głosu”, czyli pójść za nim. Dlatego wszyscy potrzebujemy rozeznawać cz jesteśmy wierni owczarni Jezusa? Czy dajemy się prowadzić głosowi Dobrego Pasterza?

Jest jeszcze jedna myśl, która porusza moje serce w kontekście dzisiejszej Ewangelii. Mianowicie: ja – owca, ale i ja – pasterz. Bo przecież następują w życiu momenty, kiedy to ja mam wziąć za kogoś odpowiedzialność, tzn. prowadzić innych. Będzie to możliwe tylko w jednym przypadku, kiedy najpierw sam dam się poprowadzić Zmartwychwstałemu.

Mamy stać się niejako dobrymi pasterzami dla siebie nawzajem, aby prowadzić się wzajemnie do Boga – chociażby poprzez modlitwę. A to pokazuje jedno: potrzebujemy siebie nawzajem.

Tak jak Jezus zostawia nam wolność, że możemy iść za kim chcemy, tak i my nikogo nie zmusimy do tego, aby dał się prowadzić. Warto też pamiętać, że nie chodzi o niezależność, a przynależność; nie chodzi o uzależnienie, a o własną tożsamość, czyli świadomość tego, że jestem częścią Kościoła. Tylko wtedy rodzić się będzie życie, bo życie rodzi się z miłości i zawierzenia Chrystusowi we wspólnocie, a nie z samotności rozumianej, że sam jestem sobie sterem, żeglarzem, okrętem.

Z resztą świetnie ujął to ks. Edward Staniek, pisząc: „Trzeba więc nieustannie sprawdzać czy płyniemy w nurtach rzeki coraz szerzej i coraz bardziej burzliwiej, która odwraca swój bieg od Chrystusa i zmierza swym korytem w nieznaną wieczność, czy też jesteśmy wierni w owczarni Jezusa, mając zapewnioną wieczność pełną Bożego szczęścia”.

Jezu prowadź nas, prowadź mnie.

 

 

 

           

               

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama