Nowy numer 27/2020 Archiwum

Bohater z zaklętego dworu

Wszystko zaczęło się od przypadkiem znalezionego wiosną 2014 roku w internecie zdjęcia, na którym widać rodzinę Skarzyńskich i ich przyjaciół na tle wejścia do domostwa w Poborzu. – Udało mi się ustalić datę wykonania tego zdjęcia: Wielkanoc 1914 roku – mówi Adam Grabarczyk.

9 kwietnia 1919 roku 3 Szwadron podjął wypad na Ejszyszki, by zdobyć miasteczko. Miał współdziałać ze szwadronem 4 Pułku Ułanów. Walczył siłami 70 żołnierzy i... 1 cekaemu. Zaskoczeni bolszewicy w popłochu uciekli do Hornostaiszek. Zorientowawszy się jednak w sile przeciwnika, sami dysponując około 450 żołnierzami i kilkoma cekaemami, zmitygowali się i przeprowadzili przeciwnatarcie. Doszło do walki wręcz. Sowieci ostrzeliwali wycofujących się ułanów ogniem z cekaemów ustawionych na wieży kościelnej. W walce zginęli ułani Szneider i Bobisz, a kilkunastu innych zostało rannych, wśród nich B. Skarzyński. 10 kwietnia dostał się do niewoli. Jego ojciec polecił napisać w nekrologu „Kuriera Warszawskiego”: „Wzięty do niewoli bolszewickiej i tam męczony, zmarł w ciężkich cierpieniach w Wilnie dnia 12 kwietnia 1919 roku, przeżywszy lat 19”.

Nierówna walka

Pan Adam wertuje książkę Franciszka Hryniewicza „Na drogach do Wilna”. Pokazuje opis naocznego świadka tamtych wydarzeń: „Niemal poprzez przestrzenie dziesiątków wiorst szedł ku nam, garstce sterroryzowanej inteligencji w Ejszyszkach, śpiącej pod bagnetami bolszewickimi, gorący oddech piersi polskich. Każdą noc uważaliśmy za ostatnią i każdy ranek przynosił wieść, że z tej lub owej chaty ktoś młody w nocy podszedł do »legjonów«. Tak zda się pilno było tym młodym orlętom kresowym w ramiona śmierci. (...) Zawrzała walka gorąca, nierówna. Jeden przeciwko dziesięciu bolszewikom potykał się pierś o pierś. Spieszeni ułani atakowali obóz i sztab. Najpierw walka o kościół, potem o cmentarz, potem o wieś. Karabiny maszynowe na chwilę nie cichną. Nagle dzikie, azjatyckie »hurra!«. Serca nam zamarły. Kobiety zaczęły głośniej się modlić. Mężczyźni, którzy już chcieli rzucić się i pokrzyżować ucieczkę, cofnęli się do chałup. Potem znów tra-ta-ta, tra-ta-ta... I nagle śmiertelna, głucha cisza. I zda się, że wieczność zapadła się nad nami. Mijają godziny. Do miasteczka nikt nie wkracza. Około godz. 10 spadli jak burza, a pułk bolszewicki cofnął się ku Wilnu”.

Nad mogiłą

Ciało Bolesława sprowadzono do domu rodzinnego dopiero po kilku tygodniach, a pogrzeb odbył się 5 maja 1919 roku. Zapewne rodzice nie mogli nawet pożegnać się ze swoim synem. – Tego dnia pójdę znów wiosenną aleją parkową wokół pałacu w Poborzu, stanę w miejscu, gdzie na starej fotografii widać młodego Bolesława, potem pojadę do Trębek zapalić znicz i pomodlić się przy jego grobowcu. I pomyślę tak: „To dzięki tej jednej z milionów ofiar naszych rodaków – ofierze młodego życia – ta polska wiosna 2019 roku jest znów taka piękna...” – mówi pan Adam.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama