Nowy numer 27/2020 Archiwum

Koronawirus nie nowość

– Choroby zakaźne towarzyszą ludzkości nie od dziś. W Polsce historie pandemii, pomorów spisuje się od ok. 1500 roku. Szacuje się, że od tamtej pory do dziś było ich około 100. Licząc tylko te, które miały charakter ogólnokrajowy, ogólnoświatowy, a nie jedynie lokalny – wyjaśnia Radosław Stefanek.

Stan epidemiologiczny, z jakim obecnie zmagają się Polska i świat, jest okazją do zatrzymania się przy krzyżach i kapliczkach powstałych w dawnych czasach, by prosić o ustanie zarazy lub dziękować za ten fakt. Na terenie diecezji istnieje wiele znaków, świadków cierpień, śmierci naszych przodków.

Krzyże, kapliczki i zapiski

W kalendarzu „Świt” F. Czerwińskiego na rok przestępny 1896 znajduje się notatka mówiąca o epidemii, jaka przeszła przez teren dzisiejszej diecezji.

„Na skutek zeszłorocznej, srogiej w kraju epidemii, postawiono bardzo wiele pamiątek dowodzących ufności, jaką wśród takiej trwogi ludzie w Bogu pokładali. I tak: w Skierniewicach sprawiono piękny murowany pomnik tej plagi bożej. Stoi za miastem, przy szosie obok cmentarza. W Mszczonowie wystawiono krzyż dębowy. W Rawie odnowiono na tę smutną pamiątkę ołtarz, kosztem tysiąca siedmiuset rubli – tamże na cmentarzu wystawiono krzyż wyniosły. (...) Oby ludzie nie tylko wśród kar bożych do Boga się uciekali, ale i wśród spokoju, na obecność boską pamiętali i bojaźnią się bożą w swoich sprawach rządzili”. Na podstawie Skierniewic widać, jak wiele chorób zakaźnych przechodziło przez miasta diecezji. Najstarsza wzmianka dotycząca chorób zakaźnych, które występowały w okolicy Skierniewic, to opis ucieczki króla Kazimierza z Warszawy przed morowym powietrzem, zwanym czarną śmiercią, czyli dżumą. Władca uciekał na dwór arcybiskupów gnieźnieńskich w Skierniewicach. Niestety dość szybko zaraza go dogoniła i zmusiła do ucieczki do Łowicza.

– Chorobom zakaźnym sprzyjały wojny. Lubiły przemieszczać się razem z wojskiem. Tak było w latach 30. XIX wieku. Podczas powstania listopadowego wybuchła jedna z największych epidemii cholery w Polsce. Była tak rozległa, że dosięgła nawet rządzących w okupowanym kraju. Zmarł na nią m.in. wielki książę Konstanty. Miała ona istotny wpływ na przebieg działań wojennych – dodaje R. Stefanek z Muzeum Historycznego Skierniewic.

Cholera i tyfus

Do jednej z największych zaraz, jakie przeszły przez Skierniewice, zalicza się epidemię cholery z 1894 roku. Co ciekawe, nie jest to choroba typowo zakaźna. Do zakażenia dochodziło najczęściej poprzez kontakt z fekaliami osoby chorej. Ponieważ charakteryzowała się silną biegunką, łatwo było o jej rozprzestrzenianie. U progu XX wieku w Skierniewicach nie było kanalizacji, warunki sanitarne były bardzo trudne. Spora część krzyży i kapliczek nosi datę 1894. W okolicy Skierniewic można spotkać także datę 1899. Te pierwsze mają charakter błagalny – o odwrócenie epidemii, te drugie zaś – dziękczynny, gdy zaraza ominęła miasto. Z zarazą kojarzy się też jedna z dzielnic miasta – Czerwonka. Pochodzenie tej nazwy prawdopodobnie jest związane z epidemią cholery, a dokładniej z miejscem izolowania chorych.

Pod koniec I wojny światowej przez świat przetoczyła się epidemia hiszpanki, wywoływanej przez mutujący się wirus grypy H1N1. Większość chorych nie zmarła bezpośrednio na grypę, ale ze względu na powikłania, które ona powodowała. Ludzie najczęściej umierali na ciężkie zapalenia płuc i oskrzeli. W Polsce większe spustoszenie poczynił tyfus, choroba zawiązana z biedą, głodem, trudnymi warunkami. W kronikach sejmiku skierniewickiego z 1927 r., w specjalnym raporcie, wykazano liczbę osób leczonych na choroby zakaźne w 1919 i 1920 roku. Było to 400 i ponad 350 chorych. Po I wojnie światowej do Polski został wysłany z Francji korpus błękitnej armii Hallera, który miał wziąć udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Dużą część żołnierzy stanowili ochotnicy z Ameryki, na których utrzymanie polskiego rządu nie było stać, co zdecydowało o demobilizacji i odesłaniu żołnierzy amerykańskich przez Józefa Piłsudskiego do domu.

– Stworzono obozy na wzór koszar, gdzie Amerykanie mieli czekać na repatriację. Ponieważ Polska, mając ważniejsze sprawy na głowie, nie spieszyła się z odesłaniem żołnierzy, Amerykanie postanowili robić to na własną rękę. Szalejąca w USA hiszpanka spowodowała, że warunkiem powrotu do domu było przejście kwarantanny. Żołnierze byli przenoszeni do małych obozów. Jeden z nich był prawdopodobnie w Nieborowie. W Skierniewicach, w domach wzdłuż dzisiejszej ul. Waryńskiego, zakwaterowani byli oficerowie. Żołnierze ci, z powodu trudnych warunków, zaczęli zapadać na tyfus. Część z nich była leczona w skierniewickim szpitalu. Możliwe, że niektórzy zostali pochowani na wielowyznaniowym cmentarzu wojennym – opowiada R. Stefanek. Powszechność chorób zakaźnych wymusiła dobudowę do już istniejącego budynku nowego pawilonu zakaźnego, który miał niemal taką samą liczbę łóżek, co pozostała część szpitala. To ukazuje, jak powszechne były to choroby.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama