Nowy numer 14/2021 Archiwum

Od popiołu do płomienia

– Pierwszego dnia Wielkiego Postu przychodzimy, by patrzeć w serce i polecać Bogu wszystkie te sprawy, wszystkie te sytuacje, które mogą nas spopielić. Chcemy przywrócić żar, ogień, światło i ciepło – mówił ks. Robert Kwatek.

W Środę Popielcową we wszystkich świątyniach odprawiano Msze św. z obrzędem posypania głów popiołem. W bazylice katedralnej w Łowiczu Eucharystii przewodniczył bp Andrzej F. Dziuba. Kapłani głoszący tego dnia homilie wyjaśniali znaczenie gestu posypania głów, podkreślając, że jest on symbolem prawdy o człowieku, prawdy o jego kruchości, słabości, przemijaniu. W homiliach wyjaśniano, że wspomniany proch jest własnością Boga i tylko Bóg może dać mu twardość skały. Tylko Bóg Garncarz może z tego prochu ulepić nowe naczynie na swoją łaskę, tylko Bóg może ten proch ożywić, na nowo rozpalić. Przyjęcie popiołu nie ma więc zniszczyć, sponiewierać i wpędzić człowieka w depresję, a uświadomić mu, że tylko dzięki miłości Boga może się odrodzić.

Handlarz ludzkich dusz

Na progu Eucharystii ordynariusz przypomniał, że liturgia Środy Popielcowej gromadzi wszystkich, aby uroczyście rozpocząć 40-dniowy Wielki Post – wielką tajemnicę Boga i człowieka, wielką tajemnicę miłości Boga, a także tajemnicę ludzkich słabości, niedoskonałości, a nawet grzechów. – Bóg pragnie po raz kolejny spotkać nas z darem miłosierdzia, dlatego zechciejmy ten czas wykorzystać jako ludzie wierzący, jako ludzie, na których dar bycia ochrzczonym nakłada zobowiązania życia według nauki Jezusa Chrystusa – mówił bp Dziuba. Homilię w katedrze wygłosił ks. Kwatek, proboszcz. Kapłan podkreślił, że wszyscy jesteśmy popiołem.

– Są sprawy, są sytuacje, relacje, w których jesteśmy pogorzeliskiem, popiołem. I z tego powodu cierpimy, bo popiół nie ogrzeje serca, nie ogrzeje wspólnoty, nie ogrzeje domu. Tam, gdzie jest pogorzelisko, jest tylko płacz i ludzie odchodzą – mówił ks. Kwatek. Kaznodzieja pytał zebranych, jak doszło do tego, że jesteśmy popiołem. Kto zabrał ten żar, który powinien płonąć i w miłości, i w wierze, i w spotkaniach z ludźmi? – Prawda jest taka, że sami sprzedajemy nasze serca. Mówi się, że każdy człowiek ma swoją cenę, że każdego można kupić. Jest coś, za co opłaca się odstąpić od zasad. Tym czymś są palące potrzeby: materialne, potrzeby rozrywki, przyjemności, satysfakcji, potrzeby powodzenia, sukcesów, władzy, stanowiska, tytułów, dla których poświęca się zasady, dobre zwyczaje, uczciwość, wierność, miłość. One tak palą człowieka w sercu, że prawdziwy żar zostaje przygaszony i człowiek zdradza, odchodzi, porzuca. Trzeba też wiedzieć, że cena ludzkiego serca, człowieka nie musi być wysoka. Czasami człowiek zdradza, odchodzi od siebie i innych... za grosze. Nie potrzeba wysokiej ceny, jeżeli jest przebiegły handlarz. To sprawa dobrej reklamy. Wystarczy jakąś rzecz, jakąś sytuację, to, co jest palące, przedstawić w atrakcyjny sposób. Pokusa jest zawsze dopasowana do człowieka. Niestety, handlarz ludzkich dusz cały czas nas obserwuje, widzi, jak reagujemy. On ma mapę naszych słabości – przestrzegał ks. Kwiatek. Kapłan wskazał także, że powodem wypalenia może być też samotność, odsuwanie się od osób, od miejsc, wspólnot, które mają żar. To też jest sprawa handlarza ludzkich dusz.

Uśmiech do ognia

– Wielki Post prowadzi nas od popiołu do ognia. Ogień, jego żar i blask oznacza życie. Dla ludzi zamiana popiołu na ogień jest niemożliwa. Ale nie dla Boga. Wołajcie do Pana, płaczcie, gdy widzicie już pogorzelisko albo znamiona tego, że tak może być. Kościół daje nam trzy lekarstwa – modlitwę, post i jałmużnę. Jeżeli ktoś pójdzie tą drogą pokuty, kiedy dojdzie do Wielkiej Soboty, uśmiechnie się do ognia. Weźmie świecę chrzcielną i powie: „Wierzę!” – mówił ks. Kwatek.

Ordynariusz do lekarstw, które wymienił proboszcz katedry, dodał jeszcze postanowienia wielkopostne. One są potrzebne i skuteczne. Podejmując je, szalenie ważne jest to, aby nie szarżować, nie przesadzać, ale być realistą. Realizm mówi nam, żeby patrzeć wokół siebie, wokół tych, którzy są najbliżej. Najbliżej jest Pan Bóg i najbliżej są ci, z którymi żyjemy i pracujemy. Trzeba pomyśleć, co zrobić, żeby Pan Bóg stał się dla mnie bliższy, i ludzie też. I żeby oni poczuli, że ja mam postanowienie, które nie jest postanowieniem dla postanowienia, ale które ma mi pomóc, ma mnie przemienić, uświęcić – dodał hierarcha.

– W poprzednich latach dość lekko traktowałam ten czas. W tym postanowiłam panować na językiem, krytykanctwem i przekonaniem, że wiem wszystko najlepiej. W ostatnim czasie potrafiłam skrytykować dosłownie wszystko: rząd, ludzi, przyjaciół, Kościół, a nawet Boga. Zajęłam pierwsze miejsce w loży szyderców. Dłużej tak nie chcę żyć. Zamierzam jak najczęściej sięgać po słowo Boże, by nauczyć się patrzenia, mówienia i działania z miłością – wyznała Karolina, wychodząc z kościoła.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama