Nowy numer 47/2022 Archiwum

Kto jest moim Łazarzem?

Może warto dostrzec, że Łazarz leży u bram mego pałacu. Ma konkretne imię, znajomą twarz, jest poraniony, głodny zauważenia. Kto jest moim Łazarzem?

Z Ewangelii według św. Łukasza (Łk 16, 19-31)

Jezus powiedział do faryzeuszów: «Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień ucztował wystawnie. U bramy jego pałacu leżał żebrak pokryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza. A także psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy cierpiąc męki w Otchłani, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: „Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i przyślij Łazarza, aby koniec swego palca umoczył w wodzie i ochłodził mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu”. Lecz Abraham odrzekł: „Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz w podobny sposób – niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A ponadto między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd nie przedostają się do nas”. Tamten rzekł: „Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich ostrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki”. Lecz Abraham odparł: „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!” „Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby ktoś z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą”. Odpowiedział mu: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby ktoś z umarłych powstał, nie uwierzą”».

Niesamowicie mocny kontrast. Z jednej strony pewien bogaty człowiek, zauważmy, że bezimienny, a z drugiej żebrak z osobowością o imieniu Łazarz. Bogaty odziany purpurą i bisiorem, biedak okryty wrzodami. Bogaty „dzień w dzień świetnie się bawił”, a Łazarz cierpiący głód, niedostatek, „pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza”. Bogacz umarł i został pogrzebany, a Łazarz umiera i aniołowie przenoszą go na Łono Abrahama, czyli do Nieba.

To powinno bardzo mocno przemawiać do naszej wyobraźni, ale też pomagać wyzbywać się pewnych schematów i stereotypów w myśleniu o podziale na tych złych – bogatych i na biednych, czyli tych dobrych. Bo ty byłoby zbyt wielkie uproszczenie. Przecież winą bogacza nie było to, że miał pieniądze, ale to, że nie zauważał innych ludzi, że był na nich obojętny. Skupiony na sobie, na tym jak wygląda, w co jest ubrany, goniący za przyjemnościami – byleby się tylko dobrze bawić. A takie zapatrzenie w siebie, w swoje przyjemności sprawiły, że nie widział, iż „u bramy jego pałacu leżał żebrak pokryty wrzodami, imieniem Łazarz”.

Kto dziś leży przed bramą twojego pałacu? Może to twoja żona, z którą już prawie wcale nie rozmawiasz? Niby jesteście razem, ale tak naprawdę osobno, bo każde ma swoje sprawy, swój świat, swoje zabawki i drugiego trzyma na dystans, niejako na zewnątrz. Może to twój mąż? Niby fizycznie obok, ale myślami gdzieś bardzo daleko, jakby na innym kontynencie. Może warto dostrzec, że Łazarz leży u bram mego pałacu. Ma konkretne imię, znajomą twarz, jest poraniony, głodny zauważenia. Kto jest moim Łazarzem?

Bardzo zamienne jest, że w przypowieści pojawia się niby nic nieznacząca wtrącenie: „A także psy przychodziły i lizały jego wrzody”. Kiedy w Piśmie Świętym jest mowa o psach, często są to negatywne wypowiedzi o ludziach, których porównuje się do psów. Był to rodzaj wyzwiska, kryjący w sobie pogardę. Na przykład. Kiedy Dawid miał walczyć z Goliatem i wyszedł na niego tylko z procą, to Filistyn drwił z Dawida, putając: „Czy jestem psem, że przychodzisz do mnie z kijem?”. Albo kiedy Dawid okazał miłosierdzie Meribbaalowi, synowi Joantana, to Meribbaal zapytał go zdumiony: „Czym jest sługa twój, że byłeś łaskaw spojrzeć  na zdechłego psa, jakim ja jestem?”.

Przywołuję to w kontekście dzisiejszej ewangelii, że psy – symbol tego co wzgardzone, ostatnie z ostatnich, miały więcej serca niż bogacz, bo przychodziły i lizały rany Łazarza. W związku z tym rodzi się pytanie: jeśli nie zauważam moich bliskich, których trzymam na progu mojego serca, to kto opatruje ich rany? Naprawdę psy mają więcej serca niż ja? Moja pycha, obojętność, zamknięcie się w swoje strefie komfortu mogą wykopać ogromną przepaść między mną a innymi ludźmi, tak jak między bogaczem a Łazarzem. Może się okazać, że to ja będę poraniony przez krzywdę, którą wyrządziłem swoją obojętnością, nieobecnością.

Oczywiście, że bogacz nie wyrządził Łazarzowi żadnej krzywdy. On tylko nie uczynił dobra, które mógł i powinien zrobić. Nie trzeba krzywdzić, że by ranić. Wystarczy obojętność. Można nie rozmawiać ze współmałżonkiem. Można nie przekazywać wiary swoim dzieciom, nie modlić się z nimi, nie uczestniczyć w niedzielę we Mszy świętej, nie korzystać z sakramentów… Wystarczy tylko zapomnieć o drugim człowieku, o odpowiedzialności za niego. Ale to będzie wielka rana, która kiedyś nas będzie palić. Zbyt mało o tym myślimy, ale przecież kiedyś staniemy przed Bogiem. Liczymy na Jego miłosierdzie? A może się okazać, że miłosierdzie, którego nie okazaliśmy innym będzie nas oskarżać przed Bogiem.

Co robić? „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają”, czyli uczyć się wiary, słuchać Słowa Bożego i nauczania Kościoła. Tym co może obudzić nasze serca do miłosierdzia, to słuchanie Słowa Bożego. Jeśli nie słyszę głosu Pana Boga w Słowie, które daje życie, to czy usłyszę i rozpoznam Jego wołanie w tych, którzy leżą na progu bramy mojego serca?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy