Strach i nadzieja

Byli w domu, w kościele, wracali do domu z podróży. Pamiętają łączność z bliskimi i jedność z zupełnie obcymi. Czytelnicy "Gościa Łowickiego" podzielili się wspomnieniem o dniu śmierci Jana Pawła II.

Czas od 2 kwietnia wypełniony jest wydarzeniami związanymi z 20. rocznicą śmierci i 105. rocznicą urodzin papieża Polaka. Wspomnienia wiernych przejawiają się w kronikach szkół, parafii, pojawiają się w sieci i wybrzmiewają w rozmowach prowadzonych na terenie kościołów.

- Wracałem wtedy z pracy w Warszawie. Nie zapomnę widoku niemal wszystkich pasażerów trzymających w dłoniach Różaniec. Internet nie był tak powszechny, a już na pewno nie w telefonie. Konduktor przechodził przez kolejne wagony i informował nas o stanie zdrowia papieża. O 21.37 stałem na peronie w Żyrardowie wraz z tłumem innych pasażerów. Rodziny informowały nas o jego śmierci. Pamiętam płacz, strach, smutek i ten grupowy marsz do kościoła Matki Bożej Pocieszenia - wspomina Roman Kuran. 

- Ludzie szli w milczeniu, a ja z żoną zastanawiałem się, co dalej będzie. Technicznie - pogrzeb Ojca Świętego i wybór nowego papieża. Duchowo - skończył się pewien etap. I wtedy zaczęły się pojawiać wyrzuty sumienia, że za mało wsłuchiwaliśmy się w jego nauczanie. Za rzadko uczestniczyliśmy w pielgrzymkach, spotkaniach młodych, gdy były do tego okazje. Doceniliśmy, gdy straciliśmy, ale po latach wiemy, że wszystkie słowa są wciąż aktualne i staramy się nimi kierować - dodaje.

Wspomnienia uruchamiają się także w młodych ludziach, którzy w chwili śmierci papieża mieli zaledwie kilka lat. 

- Bawiliśmy się z bratem w pokoju rodziców. Miałam 5 lat, a brat 3. W tle był włączony telewizor, a w nim mnóstwo informacji z Watykanu. Pamiętam kadry tłumów ludzi na Placu św. Piotra, tłumaczenie z włoskiego i ten moment, gdy rodzice wzięli nas na kolana i powiedzieli, że w domu nic złego się nie stanie, ale w Watykanie umiera bardzo ważny, dobry człowiek i że niewykluczone, że będą płakać. Nie chcieli, byśmy się wystraszyli. Spoważnieliśmy z bratem i w ciszy oglądaliśmy to, co się działo. Po wiadomości, że papież umarł, rodzice mocno nas przytulili i razem zmówiliśmy "Ojcze nasz" - opowiada wzruszona Karolina z Jaktorowa.

Halina Antosik tego dnia czuwała przy łóżku chorego męża. - Staszek był po trudnej operacji. Lekarze nie dawali mu szans... twierdzili, że nie dożyje jutra. Oglądaliśmy transmisję z Watykanu. Trzymał mnie mocno za rękę i razem modliliśmy się do Matki Bożej. Gdy przekazali wiadomość o śmierci papieża, mąż powiedział tylko: "Zobaczysz, on już jest święty, a my dożyjemy jego beatyfikacji". Dożyliśmy, mało tego, pojechaliśmy na nią do Watykanu, a Jan Paweł II stał się patronem naszej rodziny. Jemu powierzam wiele spraw - mówi. 

Od 18.00 wierni licznie uczestniczą w Mszach św. w swoich parafiach i kolejnych punktach modlitewnych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..