Choć parafia w Iłowie jest pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Polski, świątynia nosi wezwanie Podwyższenia Krzyża Świętego. Majowy odpust jest czasem radości, zawierzenia Matce Bożej, wiosennego przebudzenia.
Wrześniowy zatrzymuje wiernych przy krzyżu Chrystusa, przy historii świątyni parafialnej i przypomina, że wdzięczność, radość, pokój przychodzą po cierpieniu, walce.
W poniedziałek, 14 września, nikt nie myślał o pozostaniu w domu. Wierni licznie zgromadzili się w swojej świątyni, by dziękować za "ich Boży dom", zaangażowanie przodków, nieustającą wiarę i prosić, by wiara, nadzieja i miłość - płynące z krzyża - były obecne w ich życiu na kolejne lata.
Świątynia nosi wiele ran wywołanych historią Polski. Jednak każda z nich zabliźniona jest ludzką dobrocią, wiarą, pracą i pragnieniem posiadania własnego domu Bożego.
Magdalena Gorożankin-Masłocha /Foto Gość
Historia kościoła w Iłowie jest złożona. Parafia została erygowana prawdopodobnie w XII w., wtedy też stanął tam pierwszy kościół. Kolejny - drewniany poświęcono w 1494 r., następny zaś wzmiankowany jest w 1578 r. Jednak w 1772 r. uległ zniszczeniu w pożarze. Obecny - murowany kościół postawiony został w 1781r. lecz uległ spaleniu w 1914 r., podczas działań wojennych.
Odbudowany w 1921 r., podczas okupacji niemieckiej został zamieniony na spichlerz. W 1944 r. po raz kolejny kościół spłonął. Odnowiono go cztery lata później. W 1969 r. świątynię zniszczył kolejny pożar, ocalała jedynie kaplica i zakrystia. Po ponownej odbudowie kościół został konsekrowany 14 września 1976 r.
Dokładnie 50 lat później wierni wraz z proboszczem ks. Krzysztofem Tempczykiem postanowili upamiętnić rocznicę tablicą, którą umieścili na fasadzie kościoła. Poświęcił ją bp Wojciech Osial, który przewodniczył uroczystościom.
Wraz z nim modlili się kapłani, którzy na przestrzeni lat służyli w parafii w Iłowie, wśród nich ks. Wiesław Frelek, ks. Tadeusz Jaros, a także ks. Dariusz Drzewiecki, który pochodzi z tej parafii.
- Bóg nie tylko powiedział "kocham", ale dał swojego Syna za nas. Krzyż Jezusa jest tego największym dowodem. Bóg umiłował świat grzeszny, zraniony i - można powiedzieć - krzyż to podpis Boga pod Jego miłością do nas. Czasem może rodzić się pytanie, czy Bóg o mnie zapomniał. Spójrz wtedy na krzyż. Nie zapomniał - mówił biskup.
Choć na zewnątrz zapadał zmierzch, wierni licznie podążali za Jezusem wokół swojej świątyni.
Magdalena Gorożankin-Masłocha /Foto Gość
Wierni przyznają, że gdy słuchali historii o świątyni parafialnej, niejednokrotnie zastanawiali się dlaczego Pan Bóg dopuszcza, by Jego dom tyle razy płonął. - Dziś myślę, że to była próba wspólnoty, którą tworzyli nasi dziadkowie, ojcowie, bo przecież mogli uznać, że skoro kościół tyle razy był zniszczony to może nie warto, nie trzeba mieć "własnego kościoła". Jednak pragnienie posiadania go, bycia blisko Boga i wiara - były silniejsze. To ich świadectwo wiary dla nas. Mam nadzieję, że ja też będę umiała przekazać wiarę kolejnym pokoleniom - dzieciom, wnukom - mówi pani Maria, parafianka.
Pokolenia wiernych w parafii w Iłowie również dały świadectwo wiary, licznie uczestnicząc w Eucharystii i procesji. Nie zabrakło Liturgicznej Służby Ołtarza, uczniów szkół wraz z dyrektorami i sztandarami, strażaków, myśliwych z Koła Łowieckiego "Żbik", orkiestry dętej ze Słubic, Kół Żywego Różańca, dzieci w strojach ludowych, młodych małżeństw i rodziców z dziećmi, seniorów, a także władz samorządowych na czele z wójtem gminy Iłów Janem Kraśniewskim.
Choć uroczystości zakończyły się, gdy na zewnątrz panował mrok, każdy znalazł jeszcze chwilę, by na terenie przy plebanii zatrzymać się na rozmowę z biskupem i kapłanami, podzielić radością świętowania i planować kolejne spotkania w kościele, który jest domem dla wszystkich.
Uroczystości 50. rocznicy konsekracji kościoła w Iłowie









