Ratunku, gdzie ambulans?

mk

|

Gość Łowicki 41/2012

publikacja 11.10.2012 00:00

– Od drużyn, które przyjeżdżają do nas na mecze, słychać, żebyśmy nie grali ostro, bo nie udzielamy pomocy medycznej – mówi prezes KS Bzura Chodaków.

Karetki przy sochaczewskim szpitalu od 1 lipca nie wyjeżdżają już do wypadków Karetki przy sochaczewskim szpitalu od 1 lipca nie wyjeżdżają już do wypadków
Marcin Kowalik

Konkurs na obsługę pogotowia ratunkowego dla rejonu, w którym znajduje się powiat sochaczewski, wygrała duńska firma Falck, przebijając cenowo dotychczasowego operatora – firmę Riemer z Grodziska Mazowieckiego. 1 lipca sochaczewskie pogotowie, do tej pory podwykonawca, przestało jeździć na wezwania.

Ich rolę przejęli ratownicy z Falcka, ale do ich pracy jest wiele zastrzeżeń. Problemem zajął się poseł Maciej Małecki, który o nieprawidłowościach informował nawet podczas obrad sejmowych. Sytuacja jest bowiem poważna. Jeden z pacjentów DPS w Młodzieszynie zmarł po długim oczekiwaniu na pomoc. Sprawą zajęła się sochaczewska prokuratura.

Zaczerpnąć powietrza

Elżbieta Idźkowska, pracująca w Gminnej Bibliotece Publicznej w Iłowie, po lipcowej sytuacji z dyspozytorką pogotowia ratunkowego zarzeka się, że już nigdy nie zadzwoni po karetkę. – Choruję na astmę, miałam już dwa przypadki, że pogotowie odwoziło mnie pod maską tlenową do szpitala, więc gdy poczułam się źle, zadzwoniłam po ambulans. Od dyspozytorki usłyszałam, że mam wyjść na zewnątrz i tam zaczerpnąć powietrza, a przecież wtedy był 30-stopniowy upał! – oburza się pani Elżbieta. – Poprzednie pogotowie stacjonowało w budynku, w którym pracuję. To byli mili, pracowici chłopcy. Gdy się źle czułam, schodziłam do nich i zawsze mi pomagali, tak jak wszystkim, którzy się do nich zgłosili. Obecne pogotowie ma bazę w byłej sali operacyjnej ośrodka weterynarii. To raptem minuta jazdy samochodem i do mnie nie mogli przyjechać!.

Ryzykowny mecz

Do nieprzyjemnego zdarzenia, do którego nie dojechała karetka firmy Falck, doszło także podczas meczu piłkarskiego. 15 sierpnia w Chodakowie miejscowa Bzura grała mecz ligowy z Wkrą Żuromin. – W 30. minucie spotkania zawodnik gości zderzył się z naszym bramkarzem, w wyniku czego gracz Wkry został mocno poturbowany. Potrzebna była większa pomoc medyczna niż ta, którą zapewniamy na stadionie – opowiada Józef Szajewski, prezes KS Bzura Chodaków. – Zadzwoniliśmy na pogotowie, prosząc o pomoc. Trwało to bardzo długo. W końcu zostały przyniesione nosze i zawodnik został zniesiony z boiska. Po kilkunastu minutach znów dzwoniliśmy po karetkę. Bez skutku. Zawodnik nie doczekał się ambulansu, leżał na noszach ponad godzinę. Na własne ryzyko drużyna gości zabrała go i zawiozła do szpitala. Później u piłkarza stwierdzono wstrząs mózgu i złamany obojczyk – dodaje prezes Bzury Chodaków. Po karetkę dzwoniono tego dnia aż cztery razy. Pan Józef, długoletni działacz sportowy, jest tym wszystkim mocno zdziwiony. – Do tej pory nie zdarzyło mi się, żeby ambulans nie przyjechał na organizowane przeze mnie zawody. Pogotowie, które wcześniej obsługiwało powiat sochaczewski, przysyłało karetkę na każdy telefon. Już teraz słychać od przyjeżdżających do nas na mecze drużyn, żebyśmy nie grali ostro, bo nie udzielamy pomocy – mówi J. Szajewski.

Odpowiedź na zarzuty

Ireneusz Weryk, dyrektor medyczny ds. ratownictwa w firmie Falck, nie zgadza się z zarzutami dotyczącymi funkcjonowania pogotowia na terenie powiatu sochaczewskiego. – Przypadek z Młodzieszyna poruszany jest cały czas, mimo że podczas kontroli NFZ nikt nie dopatrzył się uchybień. Protokół pokontrolny w każdej chwili mogę udostępnić. Ten przypadek będzie wałkowany dlatego, że nie przyjechał lekarz. A niby kto miał przyjechać, skoro do obsługi tego terenu – zgodnie z umową – zakontraktowany jest zespół podstawowy składający się z dwóch ratowników? Do tego wszystkiego przyjechał o właściwej porze. I co mam zrobić? Dokonać samospalenia? – pyta dyrektor Weryk. W sprawie zarzutów w kwestii działalności dyspozytorni, która mieści się teraz nie w Sochaczewie tylko w Grodzisku Mazowieckim, Ireneusz Weryk odpowiada: – Przecież wojewoda rozkazał nam, żeby taka dyspozytornia była w Grodzisku Mazowieckim dla rejonu obejmującego okoliczne powiaty. W takim razie dyspozytorki ciągle się dopytują w przypadku zgłoszenia: „A jaki to powiat?”. Do tej pory ludzie przyzwyczajeni byli do tego, że dzwonili i mówili na przykład: „Proszę przyjechać na ul. Mickiewicza”. A teraz dyspozytorka pyta, w jakim mieście. Nic dziwnego, że dzwoniący są mocno zaskoczeni. Ale nawet gdyby dotychczasowa firma wygrała przetarg, nie mogłaby inaczej działać, bo to był wymóg konkursu, żeby taką dyspozytornię umieścić w Grodzisku. Do tej pory na tym terenie odnotowaliśmy 10 tys. wyjazdów karetek. Samych zgłoszeń nagranych na rejestratorze jest ok. 50 tys. W takim razie, jak mam je odsłuchać i ustalić nieprawidłowości, skoro do tej pory nie dotarła do mnie ani do NFZ skarga na działanie pogotowia na tym terenie? Jest jednak sprawa, która dyrektora też bulwersuje. – Poruszył mnie przypadek nieprzyjechania karetki na mecz, ponieważ wezwanie do miejsca publicznego wymaga natychmiastowej reakcji. Nie wyobrażam sobie, że czterokrotnie proszona jest karetka o przyjazd i dyspozytornia nie wysyła jej w to miejsce – mówi dyrektor ds. ratownictwa firmy Falck. – Czekam na oficjalne zgłoszenie w tej sprawie.