Co Pawłowi w duszy gra...

Agnieszka Napiórkowska

|

Gość Łowicki 42/2012

publikacja 18.10.2012 00:00

Warsztaty „Harmonia”. Ponad 80 chórzystów i soliści Magda Anioł, Agnieszka Nowicka-Cudzich i Grzegorz Głuch podczas koncertu kończącego IX warsztaty wielbili Boga. Jak zapewniają, czas prób i koncert były muzycznymi rekolekcjami.

W koncercie finałowym, który miał miejsce w kościele Miłosierdzia Bożego na Zadębiu, wystąpili znani artyści i około 80 chórzystów W koncercie finałowym, który miał miejsce w kościele Miłosierdzia Bożego na Zadębiu, wystąpili znani artyści i około 80 chórzystów
agnieszka napiórkowska

Warsztaty Wokalne „Harmonia” i wieńczący je koncert finałowy odbywają się od 2005 roku. Od dwóch lat ich organizatorami są Fundacja „Akademia Biskupa Ignacego Krasickiego” wspólnie z Zespołem Czwartym, Ruchem Światło–Życie i Domowym Kościołem Diecezji Łowickiej.

Patronat honorowy nad nimi objęli: ordynariusz łowicki bp Andrzej F. Dziuba, przewodniczący Rady ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturowego bp Wiesław Mering, a także wojewoda łódzki Jolanta Chełmińska. Warsztaty zainaugurowały V Tydzień Kultury Chrześcijańskiej.

18 godzin uwielbienia

Na dwudniowe muzyczno-wokalne próby zgłosiło się około 80 osób z różnych części diecezji, a także kraju. Od rana w sobotę 13 października do późnego niedzielnego popołudnia ćwiczyły kilkanaście pieśni w stylu pop-gospel, zaaranżowanych na wielogłosowy chór i solistę z zespołem muzycznym. Jak zwykle, mózgiem całego przedsięwzięcia był Paweł Wojciechowski, który każdego dnia przez prawie 10 godzin uczył chór śpiewu na poszczególne partie głosowe. – Jeszcze raz! Alty, uwaga! Powtórzymy jeszcze ten fragment od refrenu. Raz, dwa, trzy... „Bez Ciebie nie mogę już żyć...” – te i inne fragmenty powtarzał w tak charyzmatyczny sposób, że mimo wielogodzinnych prób wśród uczestników trudno było dostrzec zmęczenie. – Jestem piąty raz i zawsze zachwyca mnie panująca tu atmosfera – mówi Marta Baran. – Uwielbiam śpiewać, kocham muzykę religijną, a „Harmonia” łączy obie te rzeczy. Poza tym można tu poznać wielu wspaniałych muzyków, jak choćby w tym roku Magdę Anioł i jej band. Ale najważniejsze jest to, że te prawie 20 godzin jest czasem wielbienia Boga, na co w codziennym życiu nie zawsze ma się czas – dodaje. Podobnego zdania jest także Ewa Zakrzewska, uczestnicząca w warsztatach po raz czwarty. – Jestem tu, bo jest to niezwykłe wydarzenie. Razem ze mną są tu także moje dzieci, którym pokazuję, jak w sposób wartościowy można spędzić czas. I, co ważne, przez śpiew, który jest modlitwą, wytwarza się między nami głębsza więź. Potem w domu dużo łatwiej nam się wspólnie modlić. Podsumowując, można powiedzieć, że coroczna „Harmonia” to duchowy zastrzyk Bożej energii – tłumaczy Ewa. Godziny spędzone na warsztatach to także muzyczne rekolekcje dla s. Agnieszki, pasjonistki z Kutna. – Muszę przyznać, że jestem zachwycona. Jadąc tu z s. Izą i dwoma dziewczynami ze scholi, myślałam o podciągnięciu warsztatu i podpatrzeniu, jak można wykonywać znane pieśni. Na miejscu okazało się, że – poza profesjonalnym prowadzeniem – ten śpiew niejako jest także medytacją. To tak, jak z czytaniem Pisma Świętego. Za każdym razem, gdy go czytamy, odkrywamy nowe treści, przesłanie. Tak też jest tu. Mogę to porównać do kapiącej kropli, która za każdym razem drąży coraz głębiej i głębiej, przynosząc radość i pokój – mówi s. Agnieszka.

Ślubne życzenie

Bez wątpienia fenomenem warsztatów jest to, że obok profesjonalnych muzyków uczestniczą w nich także amatorzy. Wspólny śpiew, połączony ze świadectwem życia, zwłaszcza dla tych drugich ma duże znaczenie. W tym roku przez dwa dni w warsztatach uczestniczyła ze swoim zespołem, mężem Adamem i 2-letnim synem Filipem Magda Anioł, która chętnie dzieliła się swoim doświadczeniem wiary. – Śpiewając muzykę noszącą miano ewangelizacyjnej, naturalne jest to, że samym życiem chcę dawać świadectwo, że Bóg jest dla mnie ważny – mówi Magda Anioł. – Dziś mogę powiedzieć, że jestem osobą szczęśliwą i spełnioną, choć nie zrealizowały się wszystkie moje plany. Dostałam jednak więcej niż chciałam. I choć życie nie jest sielanką, cieszę się z tego, co mam. Cieszę się śpiewem, cieszę się z tego, że od 5 lat jestem żoną Adama i że Bóg pokazał mi, że moje pierwsze małżeństwo nie było ważnie zawarte. Myśląc o swojej rodzinie, wspominam jedno z życzeń ślubnych, które staram się realizować każdego dnia. Nasz przyjaciel życzył mnie i Adamowi, aby nigdy nie przyszło nam do głowy zejście z krzyża. Dziś wiemy, że miał rację, choć wtedy te życzenia brzmiały jakoś dziwnie – wspomina Magda, która od dziecka była związana z muzyką, sceną, koncertami. – Moja mam opowiadała, że już jako mała dziewczynka stawałam na walizce, zarządzałam ciszę i śpiewałam. Od zawsze muzyka była dla mnie ważna, ale bycie żoną i matką wyprzedziło ją. Modlitwa przy pomidorówce O swoim odkrywaniu Pana Boga, a także małżeństwie, które pozwala cieszyć się życiem „na maksa”, chętnie opowiadała także Agnieszka Nowicka-Cudzich (na warsztaty przyjechała w stanie błogosławionym).

– Cieszę się, że jestem już żoną i mamą. Nie mogę się doczekać porodu i czasu, w którym będę mogła pokazać swojemu dziecku, jak warto żyć blisko Pana Boga. Nauczyłam się już, że nawet gotując pomidorówkę, można mówić: „To dla Ciebie, Boże”. Moim powołaniem jest bycie w domu i chcę się w tym spełniać. Od kiedy spotkałam się z żywym Bogiem i doświadczyłam Jego miłości, na swoje życie patrzę jako na dar. Ten czas w Skierniewicach jest też od Niego. Śpiewając tu, chcę się modlić i zaświadczać o Jego miłości – mówi z przekonaniem Agnieszka. Ale nie tylko koncertujące dziewczyny chętnie opowiadały o Bogu. – W moim życiu jest podobnie – wtrąca Grzegorz Głuch. – Bóg leczy moje wszystkie zranienia, rozdaje mi dary i ratuje mnie ze wszystkich opresji. Przyjeżdżając tu, chciałem pokazać, co jest ważne dla mnie. A że lubię się modlić śpiewem, bo to jest przyjemne i smaczne, robię to. I nigdy to nie jest jakiś teatr, ale prawda. Tak, jak powiedziałem podczas koncertu, kilka dni temu wyszedłem cało z wypadku samochodowego. Bóg mnie ocalił, chcę mu za to dziękować – wyznaje Grzegorz, który nie ukrywa, że obecny rok jest jednym z trudniejszych w jego życiu. Mimo to, nie boi się, bo wie, Komu zaufał.

Pasja i obietnice

Słuchając prawie 2-godzinnego koncertu i wyznań artystów trudno było pozostać obojętnym wobec przesłania, które starali się przekazać. Nic więc dziwnego, że podczas ostatnich kilku pieśni zgromadzeni w kościele wierni nie byli już biernymi słuchaczami. Gros z nich włączyło się w śpiew, a nawet taniec. – W tak energetycznym koncercie dawno już nie uczestniczyłam. Śpiewając i patrząc na tych młodych ludzi, poczułam, że nie jest na świecie tak źle – mówi Maria Zdun, która podkreśla, że prezent w postaci koncertu na pewno spodobał się bł. Janowi Pawłowi II. Podobne zdanie wyrażali także inni wierni. Mówiąc o „Harmonii”, której przygotowanie od lat spoczywa głównie na barkach Anety i Pawła Wojciechowskich, trudno oprzeć się wrażeniu, że takie inicjatywy potrzebują nie tylko kontynuacji, ale i naśladowania, co wyraził na zakończenie koncertu ks. Grzegorz Gołąb. – Paweł pokazał nam, co mu w duszy gra. Swoją pasją wielbienia Boga najpierw zaraził swoją żonę Anetę, potem swoje dzieci i wreszcie wszystkich biorących udział w warsztatach. Patrząc na dziewięć edycji „Harmonii”, trudno zliczyć osoby, które pociągnął. Rozpoczynając Rok Wiary, warto, aby każdy z nas pomyślał o swoich pokładach dobra, którym mógłby podzielić się z innymi – zachęcał ks. Gołąb. Kolejne warsztaty już za rok. Z racji na ich 10. edycję, mają w nich wystąpić wszyscy wokaliści, którzy w nich uczestniczyli do tej pory. – My już wpisujemy sobie termin do kalendarza – mówi Magda Anioł. – Ja mam nadzieję, że będę tu z moim dwumiesięcznym dzieckiem – wtrąca Agnieszka. – Na mnie też możecie liczyć – zapewnia Grzegorz.