Święta Rodzina odwiedziła cały świat

Marcin Kowalik

|

Gość Łowicki 04/2013

publikacja 24.01.2013 00:00

Antek lepi św. Józefa. Zosia również coś lepi. Zapytana: „A ty, Zosiu, też robisz św. Józefa?”, odpowiada: „Nie, osiołka”.

 Beata Tarka przygląda się pokonkursowej wystawie szopek Beata Tarka przygląda się pokonkursowej wystawie szopek
Marcin Kowalik

Kiedy na początku lat 90. ubiegłego wieku w Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą ogłoszono konkurs na zbudowanie szopki bożonarodzeniowej, pewnie nikt nie przypuszczał, że 20 lat później nadal będzie cieszył się ogromnym zainteresowaniem.

Pobudzić wyobraźnię

– Od 10. edycji konkursu zawęziliśmy tematykę tworzonych prac – opowiada Beata Tarka z sochaczewskiego muzeum. – Co roku ogłaszamy go pod innym hasłem. Były więc szopki krakowskie, marynistyczne, z XXI w., a także szopki z różnych stron świata. Pamiętam, że do konkursu zgłoszono wtedy szopkę z afrykańskiego buszu, Grenlandii czy Japonii. Można stwierdzić, że Święta Rodzina odwiedziła cały świat. Konkurs adresowany jest głównie do dzieci i młodzieży. Intencją pomysłodawców jest pobudzenie wyobraźni twórców, a ta, jak się okazuje, potrafi zaskakiwać.

W pracach stosowane są różnorodne techniki i materiały. – Dwa lata temu dzieci z Domu Dziecka w Giżycach zrobiły szopkę z makaronu. To zapoczątkowało falę szopek makaronowych. Okazuje się, że makaron nadaje się do oddania wszelkiej treści – mówi B. Tarka. Na tegorocznej wystawie pokonkursowej „Szopka bożonarodzeniowa z pejzażem Polski w tle” można zobaczyć stajenki stworzone z piernika, papieru, drewna, styropianu, masy solnej i ciasta. Uczestnicy konkursu wykazali zdolności malarskie i krawieckie. Zaskakuje też ich pomysłowość. Świętą Rodzinę można ujrzeć u podnóża Tatr, w śląskiej kopalni, malowniczym krajobrazie Mazowsza czy na łódce na mazurskim jeziorze. Widać, Euro 2012 zapadło na długo w pamięci autorów jednej z szopek, bo umieścili Jezusa, Maryję i Józefa przy Stadionie Narodowym w Warszawie.

Artyzm trzylatka

Konkurs ma swoich stałych miłośników. Zdarza się, że wywierają presję na organizatorów, żeby jak najszybciej określili tematykę nowej edycji. Największą grupę konkursowiczów stanowią uczniowie sochaczewskich i okolicznych szkół. Duża w tym zasługa nauczycieli, którzy potrafią zainteresować tworzeniem szopek swoich podopiecznych. Jednak Beata Tarka największym sentymentem darzy szopki rodzinne. – Przez wiele lat szopki tworzyła rodzina Golów. Gdy dzieci wydoroślały, przestali brać udział w konkursie. Wielka szkoda, bo te szopki to był majstersztyk. Na szczęście, są ich naśladowcy – mówi pani Beata. Jedną z takich rodzin są państwo Siekierowie. Mama kilkuletnich Antosia i Zosi dołącza nawet list opisujący ich zmagania przy tworzeniu szopki. Można w nim przeczytać: „Nie dali się namówić na postacie z czego innego jak plastelina, więc zrobili je z plasteliny – autorów nietrudno rozróżnić. Antek lepi św. Józefa. Zosia też coś lepi. Pytam: »A ty, Zosiu, też robisz św. Józefa?«. »Nie, osiołka« – odpowiada Zosia. Ale w wydaniu Zosi wszystko wygląda tak samo. No cóż, artyzm trzylatka”. Szopkę Antosia i Zosi z blisko setką innych konkursowych szopek można oglądać w Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą jeszcze do 10 lutego.