„Domowe” sposoby na śmierć

Monika Augustyniak

|

Gość Łowicki 44/2013

publikacja 31.10.2013 00:00

– Dziś odradzałabym jakąkolwiek zabawę z duchami bądź w duchy, bo jest to po prostu obłaskawianie zła – mówi Agnieszka Celejewska.

  Od wielu tygodni w sklepach można kupić stroje i rekwizyty halloweenowe Od wielu tygodni w sklepach można kupić stroje i rekwizyty halloweenowe
Monika Augustyniak /GN

Wycięte na wzór maski dynie sprzedawane na rynkach, imprezy klubowe i szkolne w strojach wampirów i duchów, szkoły i biblioteki udekorowane pająkami, strachami i zamczyskami, a nawet zajęcia dla nauczycieli poświęcone tematyce Halloween dotyczą także diecezji łowickiej. Jedni nazywają tę imprezę zwykłą zabawą, inni irytują się, że Polacy tracą tożsamość, jeszcze inni przestrzegają, że taka zabawa może się niekiedy skończyć źle. Bo czy jakiekolwiek sięganie do mocy piekielnych jest zabawą i niczym więcej?

Moneta porusza się sama

Agnieszka Celejewska 15 lat temu „bawiła się” z koleżankami w wywoływanie duchów. Ze zwykłej ciekawości. Jak wielkim zaskoczeniem był fakt, że moneta sama porusza się po kartce! – Byłyśmy na obozie pod namiotami – wspomina pani Agnieszka. – Na początku była w nas niesamowita ciekawość, podekscytowanie. Wydawało nam się, że wywołujemy duchy znanych osób, potem rodziny. W pewnym momencie okazało się, że w takich „zabawach” nawiązuje się kontakt z demonem. Po jakimś czasie byłam przerażona. Niespodziewanie spadła nam klapa z namiotu, rozmowa zaczęła przybierać dziwny tok... – opowiada. I choć po obozie nigdy więcej nie wróciła do praktyk okultystycznych, przez kolejny rok miała wrażenie, że ktoś przy niej stale jest. – Bałam się zostać sama w domu, nie wchodziłam do ciemnych pomieszczeń, bo paraliżował mnie lęk. Kilka razy spowiadałam się z tamtej niby niewinnej zabawy. W ciągu kolejnych lat lęki powracały. Dlatego dziś odradzam jakiekolwiek zabawy z duchami bądź w duchy. Nie chcę demonizować przebierania się za wampiry i inne stwory z zaświatów, ale jednak jest to obłaskawianie groźnych elementów. I choć zabawa Halloween nie musi skończyć się najgorszym, moja historia pokazuje, że ciekawość dotycząca tego, co demoniczne, nie prowadzi ku dobru – mówi.

Lekcje na cmentarzu

Halloween ma służyć między innymi oswojeniu śmierci, a wiadomo, że nie ma na to lepszego sposobu niż śmiech i zabawa. Jednak czy trzeba sięgać do obcych obyczajów? Czy nasza kultura nie wypracowała „domowych” sposobów na przywyknięcie do myśli, że każdy z nas obróci się w proch? – Na kilka dni przed Świętem Zmarłych prowadzę z dziećmi zajęcia na cmentarzu – opowiada Agnieszka Szajko, pedagog. – Rozmawiamy wtedy o śmierci, dzieci znajdują niekiedy groby swoich bliskich. Owszem, wspominamy o Halloween, kiedy omawiamy święta w innych kulturach, ale nie widzę sensu wprowadzania go do naszych obyczajów. Małym dzieciom każę niekiedy namalować duszka, ale uważam, że wiara katolicka wspaniale pomaga przywyknąć do myśli o śmierci. Podobnego zdania jest Michał Meszka, który kilka lat temu, z ciekawości, zaczytywał się w literaturze demonologicznej. Opamiętał się, gdy zaczął panować nad swoimi snami, a przy swoim łóżku kilka razy zobaczył dziwne postacie. – Byłem sparaliżowany lękiem, nie mogłem się ruszyć – opowiada pan Michał. – Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie zacząłem się nawracać i odszedłem od demonologii. Dziś wiem, że nie ma nic pośredniego między Bogiem a szatanem. Kiedy wchodzę w sferę duchową, odrzucając Boga, bratam się ze Złym. Poza tym muszę stwierdzić, że nikt tak jak Bóg nie zaspokoił mojej ciekawości dotyczącej zaświatów. Dziś przestrzegam wszystkich przed oswajaniem zła, choćby poprzez przebieranie się – mówi. Ksiądz Mirosław Nowosielski dodaje, że niekiedy zabawa jest już formą przyzwolenia na wejście złego ducha, a kiedy dajemy takie przyzwolenie, tracimy rozeznanie dobrych i złych duchów. – Potem ludzie nie wiedzą, co dzieje się w ich życiu i spotykam się z nimi w poradni – mówi ks. Mirosław, psycholog.