Z nim zasypiam i się budzę

nap, aug

|

Gość Łowicki 44/2013

publikacja 31.10.2013 00:00

O modlitwie różańcowej, która ratuje dobytek, uprasza nawrócenia, ocala życie, czyni cuda i przyprowadza do domu zesłańców – opowiadają nasi Czytelnicy.

Wiele osób z diecezji w Różańcu widzi największą słodycz Wiele osób z diecezji w Różańcu widzi największą słodycz
Agnieszka Napiórkowska /GN

Po raz ostatni w tym roku, w ramach naszej akcji ewangelizacyjnej „Rośnij z Gościem”, publikujemy kolejne świadectwa osób, które każdego dnia sięgają po różaniec, widząc w nim skuteczną modlitwę ratującą życie, zmieniającą ludzi, leczącą ciało i duszę.

Maryja uratowała mój dom

– Modlitwę różańcową zaczęłam odmawiać od momentu ustanowienia przez Jana Pawła II tajemnic światła – mówi Barbara Kostusiak.

– Wówczas otrzymałam propozycję, by dołączyć do koła Żywego Różańca. Od tamtej pory doświadczam wielkiego wsparcia Maryi, a o otrzymanych łaskach mogę opowiadać długo. Dziś każdy paciorek różańca to moje iskierki nadziei. W chwilach lęku, obawy, niemocy chwytam za różaniec. Tak było choćby przy remoncie mojego domu. Podczas prac zmuszeni byliśmy zdjąć dach. Nagle zaczęła nadciągać burza. W ciągu 20 minut udało się ustawić szkielet i naciągnąć plandekę. Ja przez ten czas na różańcu błagałam Maryję o pomoc. Mimo że wszyscy orzekli, iż takiej burzy dawno nie było, plandeka wytrzymała i domu nie zalało. Po wszystkim nie miałam wątpliwości, że to Maryja go uratowała. Nikomu nie ufam tak jak Jej – wyznaje pani Barbara.

Ona nas nie zawiedzie!

– Od kilkunastu lat odmawiam jedną, dwie lub nawet trzy części Różańca dziennie – opowiada Ewa Nalej. – Zaczęło się od tego, że wstąpiłam do wspólnoty, gdzie mamy kilka róż. Dziś jestem odpowiedzialna za jedną z nich. Poza tym czytam dużo żywotów świętych i opisów objawień maryjnych. Szczególnie dotknął mnie ten o Gietrzwałdzie, gdzie Matka Boska zapewniała, że Polska pod zaborami potrzebuje właśnie modlitwy różańcowej. Kiedy słabną mój zapał i moja miłość do Różańca, czytam o gietrzwałdzkim objawieniu. Ta modlitwa jest dla mnie ostatnią deską ratunku. Jeśli w rodzinie dzieje się coś złego, chwytam za paciorki. A że rodzinę mamy dużą, jest wiele intencji do omodlenia. Czy wymodliłam coś na różańcu? Wiele spraw. Jedną z ważniejszych było uzdrowienie i nawrócenie mojego najmłodszego syna, który w pewnym momencie wplątał się w nałogi. Wtedy z mężem trwaliśmy na modlitwie i wypraszaliśmy powrót syna na dobrą drogę. Stał się cud. Arek się nawrócił, jest we wspólnocie, ewangelizuje. W tym roku odmawiałam nowennę pompejańską za jedno z małżeństw i też widzę już owoce. Po latach odmawiania Różańca mogę powiedzieć, że Matka Boska nas nigdy nie zawiodła.

Najlepsze lekarstwo

– Na różańcu modlę się od 5 lat – mówi Sabina Wieczorek. – W młodości nie w głowie było mi odmawianie Różańca. Sięgnęłam po niego dopiero wówczas, gdy miałam kłopoty. Dziś, dzięki tej modlitwie, sytuacja rodzinna zaczyna wracać do normy. Z różańcem się nie rozstaję. Noszę go na szyi. To cała moja nadzieja i siła. Z nim zasypiam i z nim się budzę. Kiedyś w odpust bardzo źle się poczułam. Zaczęłam wymiotować krwią. Córka, która ze mną mieszka, chciała wezwać pogotowie. Odmówiłam. Poprosiłam tylko o różaniec, którego akurat przy sobie nie miałam. Przycisnęłam go do siebie ze wszystkich sił. Potem się popłakałam i zaczęłam się modlić. Wieczorem wstałam i poszłam do kościoła, nie czując żadnych dolegliwości. Moim najlepszym lekarzem i lekarstwem jest Matka Boża Różańcowa.

Wymodlony powrót taty

– Pierwszą osobą, którą ciągle widziałam z różańcem, była moja mama – wspomina Henryka Urbańska. – Ona zawsze się na nim modliła. Wstawała o 5.00 i dzień zaczynała od odmówienia Różańca. Nieraz ją upominałam, bo mnie budziły te jej modlitwy. Ale ona swoje. W czasie wojny mój ojciec został wcielony do armii rosyjskiej. Kiedy zapadł na malarię, nie wysłano go dalej na front. Trafił do szpitala. Tam syn jakiegoś zesłańca pomógł mu stanąć na nogi. Wówczas został wywieziony do Kazachstanu. I pewnie by nie wrócił, gdyby nie cud, który – jak wierzę – wymodliła moja mama na różańcu. Będąc tam, zbudował tamtejszemu dowódcy piec. Jego żona, słysząc, że ojciec ma rodzinę, dała mu trochę prowiantu i dokumenty, dzięki którym mógł wrócić do Polski. Drugim cudem było odnalezienie przez ojca rodziny, która – uciekając przed Ukraińcami – opuściła stary dom. Dziś nie mam wątpliwości, że to wszystko zasługa Różańca. Jego mocy sama doświadczyłam, pracując za granicą. Kiedy groziła mi śmierć, najpierw licząc na siebie, próbowałam się ratować. Bez skutku. Dopiero gdy wezwałam pomocy Tej, do której modliłam się na różańcu, przyszło wybawienie. Wypowiedziane z wiarą słowa: „Matko Boża, ocal mnie” uratowały mi życie