Wiara słońcem próbowana

Agnieszka Napiórkowska

|

Gość Łowicki 34/2015

publikacja 20.08.2015 00:00

XX ŁPPM. – Bałam się, że nie dam rady. Lejący się żar z nieba, bąble na każdej nodze i asfaltówka wycisnęły mi niejedną łzę. Duchowym dopalaczem i lekarstwem była intencja o ocalenie mojego małżeństwa. W Częstochowie zadzwonił do mnie mąż, mówiąc, że chce wrócić do domu – wyznaje Aneta.

Polewający pielgrzymów strażacy potrafili sprowadzić na ziemię nie tylko ochłodę, ale i tęczę Polewający pielgrzymów strażacy potrafili sprowadzić na ziemię nie tylko ochłodę, ale i tęczę
Agnieszka Napiórkowska /Foto Gość

W tym roku po raz 20. na Jasną Górę wyruszyła Łowicka Piesza Pielgrzymka Młodzieżowa. Wędrujący w 9 grupach pątnicy po 9 dniach rekolekcji w drodze, które przygotował ks. Przemysław „Kawa” Kawecki, salezjanin, dotarli do Pani Jasnogórskiej. Wyruszający w drogę poza intencjami i drewnianym krzyżem z napisem: „Za siebie i za bliźniego” zabrali również flagi i logo Światowych Dni Młodzieży. Pielgrzymowanie było bowiem kolejnym etapem przygotowań diecezji do tego wydarzenia. Z tego też powodu zarówno zawołanie: „Błogosławieni czystego serca”, jak i hymn ŚDM były również hasłem i hymnem pielgrzymki. Dodatkowo podczas drogi pielgrzymi wysłuchali krótkich wykładów o ŚDM, przygotowanych i wygłoszonych przez wolontariuszy i ambasadorów.

Niezawodna ekipa

Już na kilka dni przed wymarszem służby pielgrzymkowe, z jej przewodnikiem ks. Rafałem Babickim na czele, miały wszystko dopięte na ostatni guzik. Kwaterka znała miejsca wszystkich noclegów, przewodnicy trasy doskonale wiedzieli, gdzie i o której godzinie każdego dnia będą przebywali pielgrzymi i która grupa wejdzie jako pierwsza do Częstochowy. Medyczni, których w tym roku wsparła Maltańska Służba Medyczna, zabezpieczyli odpowiednie ilości leków i sprzętu. Nie inaczej było w pozostałych służbach. W pełnej gotowości czekały służby liturgiczna, techniczna, sklepiki, sanepid, sekretariat, baza i media. Wiadomo było, że w Makowie będą pląsy, zabawy sportowe i wielkie urodzinowe dziękczynienie. Dla każdego z pątników przygotowano koszulki, znaczki i jubileuszowy kalendarz. Doskonale przygotowane służby i zmotywowani pielgrzymi z błogosławieństwem biskupów wyruszyli w drogę. I mimo że tegoroczne pielgrzymowanie nie należało do najłatwiejszych z powodu lejącego się z nieba żaru, po raz kolejny sprawdziło się chętnie powtarzane zdanie, że Pan Bóg wspiera przygotowanych. Grupa szara, skupiająca wszystkie służby, nie dała się niczym zaskoczyć.

Najtrudniejszy egzamin przyszło zdawać ekipie medyków. Temperatury przekraczające nawet 37 st. C sprawiały, że mieli oni pełne ręce roboty. Zmorą była asfaltówka, a za nią odciski, bąble i otarcia. Co jakiś czas pojawiały się także krwotoki z nosa i zasłabnięcia. Medycy ze wszystkim radzili sobie doskonale. – Słysząc, jaka pogoda nas czeka, bałam się, że będziemy mieli do czynienia z udarami słonecznymi, utratami przytomności, odwodnieniami – mówi dr Zuzanna. – Mimo upału nie mogliśmy narzekać. Pielgrzymi przygotowani byli do marszu, jakby szli na wojnę. Każdy nosił nakrycie głowy, smarował się kremami z filtrem, pił dużo płynów. Daliśmy więc radę. Tu, na pielgrzymim szlaku, Bóg chronił tych, którzy wędrowali do Jego Matki. Roztaczał nad nami jakiś niewidzialny parasol – przyznaje z uśmiechem dr Zuzia.

W łagodzenie skutków upałów włączyli się także strażacy, którzy rozstawiali na drodze kurtyny wodne i baseny. Niektórym ekipom udało się nawet sprowadzić na ziemię tęczę... Z gorąca nic nie robił sobie jedynie przewodnik pielgrzymki. Zawsze radosny, szukający jasnych stron życia, wykazywał się niezwykłą pomysłowością i kreatywnością. Podczas największego żaru na masce swojego auta smażył jajecznicę. Za łopatkę posłużyła mu karta pojazdu. Kilkoma sprawnymi ruchami przygotował sobie potrawę, która – jak twierdził – smakowała wybornie. Spoglądając na słońce, żartował, że pogoda jest wyśmienita do wędrowania. A żar z nieba to nic innego jak zaproszenie do maryjnego spa.

Duchowa odskocznia

Okrągły jubileusz był okazją nie tylko do radosnego świętowania, ale przede wszystkim dziękczynienia. Długą listę osób, którym należą się słowa wdzięczności, otwiera pierwszy biskup łowicki Alojzy Orszulik, z którego inicjatywy powstała ŁPPM. Za nim są pozostali biskupi, przewodnicy pielgrzymki, kapłani, służby pielgrzymkowe, sponsorzy i wreszcie pątnicy, który przez 20 lat tworzyli ŁPPM. Ich modlitwy, trud, ofiarowane cierpienia, a także entuzjazm, radość i życzliwość sprawiły, że przez lata pielgrzymka nie tylko się rozrastała, ale także zdobywała wiernych przyjaciół zawsze gotowych otworzyć swoje domy, portfele czy garaże. Z tych ostatnich wyjeżdżały auta potrzebne do obsługi pielgrzymki.

– Patrząc dziś na ŁPPM, można się tylko radować, że na przestrzeni lat tak się rozwinęła – mówi biskup senior Orszulik. – Stopniowo od 1996 r. ciągle przybywało pielgrzymów. Ostatnio liczba ta się zmniejszyła, ale mimo to cieszę się, że nadal w diecezji są młodzi ludzie, którzy chcą w niej uczestniczyć. Powołując ją, chciałem, by była formą oderwania się młodzieży od problemów, od środowiska, by była duchową odskocznią, czasem i miejscem zawiązywania przyjaźni i pogłębiania relacji z Bogiem. Nie mam wątpliwości, że tak było i jest. Dziś ŁPPM to miasteczko w drodze. To mały, żywy Kościół na nogach. Bogu dzięki za to, że przyczynia się on do ożywiania wiary nie tylko uczestników, ale i ich rodzin – dodaje bp Orszulik. Wdzięczność za 20 lat ŁPPM wyrażali także pozostali biskupi, którzy odwiedzali pielgrzymów w drodze. Najczęstszym gościem był bp Andrzej F. Dziuba, który z pątnikami spotkał się 5 razy – w Łowiczu, Makowie, Wysokienicach, Rędzinach i na Jasnej Górze.

Jubileuszowe kumulacje

Mówiąc o jubileuszowym pielgrzymowaniu, trzeba przyznać, że bardzo wiele podczas niego się działo. W związku z przeżywanym w Kościele Rokiem Życia Konsekrowanego rozważania poranne, różańcowe, a także konferencje, apel w Wysokienicach i funkcję przewodnika duchowego pielgrzymki powierzono osobom konsekrowanym. Ich obecność od pierwszych dni była niezwykłym świadectwem tego, że z Jezusem można wieść życie udane, pełne radości i spełniających się marzeń. Tegoroczna pielgrzymka była także salezjańskim dziękczynieniem za życie św. Jana Bosko w 200. rocznicę jego urodzin. Z tej okazji we wsi Małecz salezjanie poprowadzili dziękczynny apel. Jak przystało na urodziny, pojawił się ogromny tort, a każdy z pielgrzymów otrzymał jubileuszową krówkę z przesłaniem ks. Bosko. Wzruszającym gestem było także indywidualne błogosławieństwo, którego wszystkim pątnikom udzielili kapłani.

– Muszę przyznać, że ten czas rekolekcji w drodze jest dla mnie wyjątkowy – przyznał ks. Piotr Krzyszkowski, dyrektor Radia Victoria, który w ŁPPM pielgrzymuje 20. raz. – Doskonale pamiętam jej początki. W pierwszym roku najtrudniejsza była organizacja. Dziś mamy ukształtowane struktury, dlatego teraz trzeba mocno stawiać na to, co duchowe. Nie mam wątpliwości, że rekolekcje w drodze dają wzrost. Wiem to, bo sam tego doświadczyłem. Pielgrzymka mnie ukształtowała. Nie byłbym tym, kim jestem, gdybym nie pielgrzymował. Przez lata patrzyłem na wzrost i dorastanie wielu osób. Dziś, poza jubileuszem ŁPPM, świętuję także 20-lecie radia i 15-lecie święceń kapłańskich. Idąc, niosę wiele intencji, zarówno osobistych, jak i zawodowych. Pielgrzymowanie to dla mnie istota. Jesteśmy pielgrzymami i przez te 10 dni to sobie uświadamiamy. Pielgrzymka to takie memento – podkreśla ks. Piotr.

Pielgrzymem XXL okrzyknięto ks. Wiesława Frelka, przewodnika grupy cytrynowej, który w tym roku pieszo na Jasną Górę wędrował po raz drugi. Najpierw z „łowicką jaskółką”, a teraz z ŁPPM. – Widać, że w moim wypadku to taki dopust Boży, by przeżywać wiele jubileuszy w drodze. Łowicka 360. pielgrzymka też była jubileuszowa. Teraz świętuję 20-lecie ŁPPM i 25-lecie pielgrzymowania grupy cytrynowej. Więc albo jestem taki łasy na łaski związane z jubileuszami, albo Bóg jest taki hojny, że mnie w taki sposób doświadcza. Ja w każdym razie nie narzekam, bo pielgrzymowanie jest dla mnie niezwykłym czasem łaski. Zatrzymaniem i spojrzeniem z boku na swoje życie – mówi ks. Frelek.

Otwarte oczy i kraty

Nawet najstarsi pielgrzymi nie pamiętają czasów, w których z ŁPPM wędrowałoby aż tak wiele osób konsekrowanych. Wrażenie na pątnikach robiła nie tylko liczba, ale przede wszystkim ich otwartość, radość i ogromne poczucie humoru. – Myśląc o siostrach i braciach zakonnych, zawsze miałam wrażenie, że są to osoby niedotykające ziemi, oderwane od rzeczywistości, z głowami w niebie, z którymi można jedynie rozmawiać o Bogu, niebie i różnego rodzaju umartwieniach ratujących dusze – przyznaje Agata ze Skierniewic. – Po pielgrzymce otworzyły mi się oczy. Moje myślenie diametralnie się zmieniło w Wysokienicach podczas apelu, który poprowadziły osoby konsekrowane. Moje koleżanki twierdziły, że widziały kilka razy, jak „opadała mi szczęka”. Nie będę ściemniać. Dokładnie tak było – przyznaje Agata.

Wieczorne modlitwy w Wysokienicach na długo zostaną w pamięci wielu pątników. Poprowadzone przez siostry nieszpory, konferencja pijara o. Piotra Różańskiego o życiu według rad ewangelicznych i prezentacja zgromadzeń i ich założycieli przeszły do historii jako wielkie dziękczynienie za osoby konsekrowane i ich posługę. Ogromny aplauz najpierw wywołały siostry bernardynki z Łowicza, które w pielgrzymce szły po raz pierwszy. – Doszły nas słuchy, że jesteśmy hitem tej pielgrzymki. A to dlatego, że jesteśmy siostrami klauzurowymi – mówiła s. Ludwika. – Idziemy po raz pierwszy i prawdopodobnie ostatni. Klauzurę opuściłyśmy ze względu na Rok Życia Konsekrowanego. Na opuszczenie klasztoru dał nam zgodę ksiądz biskup. Bez niej, nawet z kratą niesioną w rękach przed sobą, nie mogłybyśmy iść – żartowała mniszka.

Nazaretanki, mówiąc o swojej założycielce bł. Franciszce Siedliskiej, zapewniały, że gdyby żyła, szłaby w grupie brązowej. Salezjanie, mówiąc o św. Janie Bosko, poszli dalej i przekonywali, że ich patron jest obecny na ŁPPM, bo on jest zawsze tam, gdzie jest młodzież. Radosne prezentacje co chwilę przerywały salwy śmiechu i oklasków. Później, za kilka dni, podobną atmosferę wywołało także pojawienie się na jednym z etapów grupy czarnej. Ich nadejście zapowiadały dźwięki muzyki Michała Kleofasa Ogińskiego. W tanecznym pląsie zmierzali ku odpoczywającym pątnikom. Grupę prowadził czarny znaczek. Nową, 10. grupę ŁPPM utworzyli kapłani i osoby konsekrowane. – Tworząc jedną grupę, chcemy, aby pielgrzymi zobaczyli, ilu nas jest, a także jak bardzo jesteśmy radośni i pozwalamy sobie na trochę szaleństwa i zabawy – mówi ks. Babicki. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że zakonnice i zakonnicy podczas wędrowania zajęli się jedynie rozweselaniem pielgrzymów. Nic podobnego. Pątników poruszały składane świadectwa, nieustanna chęć słuchania i niesienia pomocy, a także ofiara, jaką bez wątpienia było wędrowanie w upale w habitach.

Plecaki pełne intencji

Wiele osób podkreślało, że pielgrzymka to niezwykle głębokie rekolekcje w drodze. Rektor seminarium ks. Sławomir Wasilewski, o. Różański, a także pozostali kapłani z grupy zielonej, chwaląc pątników, którzy wykazują się ogromną troską o swoją wiarę i relacje międzyludzkie, podkreślali, że pielgrzymka to czas refleksji, ważnych przemyśleń, ofiarowania Bogu różnych rzeczy i większa troska o serce i ducha niż o ciało. – Na pielgrzymce jestem po raz 4. Idę po długiej przerwie – mówi Agnieszka Machaj. – Idę po wybaczenie i by się ogarnąć w zakręcie życiowym. Niosę w sercu swoje dzieci. To dla mnie moment oczyszczenia, zobaczenia celu i szukaniem siebie. Idę do Maryi, bo wierzę, że Ona pozwoli mi się podnieść. A hasło: „Błogosławieni czystego serca” traktuję jako zaproszenie do zmiany swojego patrzenia, do otwarcia się na przebaczenie – mówi wzruszona Agnieszka.

O swoim pielgrzymowaniu chętnie opowiadają Kazimierz Kacprzak i Teresa Andrych. 80-letnia pani Teresa na pielgrzymi szlak wyruszyła już po raz 26. Do Częstochowy pielgrzymowała jeszcze przed powstaniem ŁPPM. Jej zdaniem, trudu pielgrzymowania podejmują się ludzie, którzy mają miękkie serca. Młodzi najczęściej proszą, ludzie w średnim wieku dziękują, a starsi pokutują, by było im lżej po drugiej stronie. – Idę, bo mam za co dziękować, o co prosić i za co przepraszać. Idę, bo tu zawsze spotykam Maryję i Jej Syna – wyznaje pani Teresa.

Po raz 16. do Częstochowy wędruje także pan Kazimierz. – Pielgrzymuję, bo gdybym nie szedł, to by mi czegoś brakowało. Jakbym nie mógł iść, to bym chyba płakał. Pielgrzymowanie jest dla mnie odskocznią, wołaniem o moc Ducha Świętego. Na co dzień jestem samotnikiem. Tu doświadczam tego, czym jest wspólnota. Kto wie, może wreszcie się odważę, aby poprosić Maryję o dobrą żonę? W moim wieku to raczej dziwna prośba, ale... wierzę, że Ona i dla 64-latka może coś w tej sprawie zrobić. O tym, że Pani Częstochowska jest najlepszą swatką, doskonale wiedzą Patrycja i Daniel Wojdakowie, którzy na pielgrzymce przeżywają swój miesiąc miodowy. – Jesteśmy tu w podróży poślubnej – mówi Patrycja. – To jej drugi etap. Wcześniej, w górach, uczyliśmy się zdobywać szczyty, teraz pokonujemy drogę. Oba doświadczenia bardzo się nam przydadzą w małżeństwie – zaznacza. – Nie wyobrażaliśmy sobie tego ważnego roku bez pielgrzymowania. Od kiedy się poznaliśmy, staraliśmy się razem wzrastać duchowo. Rozpoczynając nową drogę, idziemy prosić Maryję, by nas wspierała – dodaje Daniel.

Po wsparcie do Matki idzie także Monika, której podczas pielgrzymki oświadczył się Dawid. Wybrał to miejsce, bo – jak mówił – na pielgrzymce wszystko się zaczęło... Wzruszona Monika oświadczyny przyjęła. – W zeszłym roku podczas pielgrzymki całkowicie zawierzyłam się Matce Bożej. Prosiłam Ją, by wszystko, co wydarzy się w moim życiu, było zgodne z wolą Bożą. Jestem doskonałym przykładem na to, że warto chodzić na pielgrzymki. Za rok na pewno też tu będę, bo mam za co dziękować. Dawid bardzo mnie zaskoczył. Jestem naprawdę szczęśliwa – wyznała Monika.

Zdjęcia i relacje z każdego dnia pielgrzymki na: lowicz.gosc.pl/Pielgrzymka-lowicka.