Kalasantyjskie noce u Królowej Pokoju

Marcin Kowalik


|

Gość Łowicki 49/2015

publikacja 03.12.2015 00:00

Pijarskie szkoły w Łowiczu. – Warto pamiętać o tych ludziach, którzy byli przed nami. To oni tworzyli markę tej placówki. My ją tylko podtrzymujemy – mówi dyrektor Przemysław Jabłoński.


Nauczyciele, uczniowie i pracownicy pijarskich szkół Nauczyciele, uczniowie i pracownicy pijarskich szkół
Marcin Kowalik /Foto Gość

Najstarsi absolwenci mają 30 lat. Wielu ukończyło studia, założyło rodziny. Dziś trudno wyobrazić sobie Łowicz bez szkoły przy kolegium oo. pijarów. Jej początki nie były łatwe. Pierwsze lata istnienia to plac budowy. Obecnie w nowoczesnym kompleksie mieszczą się: podstawówka, gimnazjum i liceum. Pijarskie Szkoły Królowej Pokoju w Łowiczu obchodzą w tym roku 20-lecie istnienia.


Wdowi grosz


Okazją do uczczenia jubileuszu było doroczne święto patronalne – dzień opieki św. Józefa Kalasancjusza – zwane Patrocinium. Przypada 27 listopada. Jest to data otworzenia przez świętego w 1597 r. pierwszych dwóch bezpłatnych klas dla biednych chłopców przy kościele św. Doroty na Zatybrzu. Kalasancjusz założył Zakon Kleryków Regularnych Ubogich Matki Bożej Szkół Pobożnych, czyli Zakon Szkół Pobożnych, którego zakonników zwyczajowo nazywa się pijarami. Oprócz ślubów czystości, ubóstwa i posłuszeństwa składają czwarty ślub – bezinteresownej troski o nauczanie i wychowanie dzieci oraz młodzieży. W działalności pedagogicznej przyświecają im słowa założyciela: „Jeśli od najmłodszych lat będzie się wychowywać dzieci w pobożności i nauce, niewątpliwie będzie się można spodziewać szczęśliwego biegu całego ich życia”.
1 września 1995 r. powstała Pijarska Szkoła Królowej Pokoju. Niejako kontynuuje tradycje Szkoły Pijarskiej powstałej w 1670 r. w Łowiczu, zamkniętej przez zaborców. Inicjatorem reaktywacji placówki był o. Eugeniusz Śpiołek SP, ówczesny rektor kolegium. Impuls dała darowizna – wdowi grosz przekazany przez pewną kobietę na emeryturze, z zastrzeżeniem, że pieniądze mają być przeznaczone na szkołę.
Ojciec Eugeniusz zaczął kom-
pletować kadrę nauczycielską. Wybrał pedagogów, którzy nie obawiali się ciężkiej pracy. Pierwszym dyrektorem została Anna Zakrzewska. Choć trudno w to uwierzyć, była równocześnie nauczycielką, sekretarką, i księgową. Jak trzeba było to sprzątała. Pozostałym nauczycielom też nieobce były szczotka i ścierka do podłogi. 


Tak jak marchewka


Szkoła powstawała w spartańskich warunkach. Na początku zajęcia były prowadzone w pomieszczeniach nowicjatu i przykościelnej zakrystii. Wszystko tworzyło się od podstaw. Dużą pomoc okazali rodzice. Bez ich zaangażowania w prace remontowe niemożliwe byłoby funkcjonowanie placówki. Razem z nauczycielami i zakonnikami nosili worki z cementem, cegły, malowali ściany.
Agnieszka Krajewska, której dzieci uczęszczały do placówki, tak wspomina ten czas: „Te początki szkoły to chodzenie z ojcem Eugeniuszem po ogrodzie przyklasztornym i patrzenie: aha, tu nam się zmieści sala gimnastyczna (...), a tutaj budynek szkoły podstawowej... Mnie to wszystko wydawało się nierealne! To był pomysł, że w ogródku pijarskim »wyrośnie szkoła«, tak jak marchewka”.
Od początku w planach było powiększenie placówki. – Na porannej modlitwie w pokoju nauczycielskim prosiliśmy o słowo Boże. Często otwieraliśmy Pismo Święte na fragmencie o dzieciach, np.: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie” – wspomina Martyna Dąbrowska, nauczyciel nauczania zintegrowanego.
W 1999 r. utworzono gimnazjum. We wrześniu 2005 r. ruszyło liceum.
W pierwszym roku istnienia placówki powstanie kolejnych szkół wydawało się bardzo odległe. Nie było pomocy dydaktycznych, nauczyciele tworzyli je sami. Nie było również wyposażenia sal. – Mieliśmy do siebie zaufanie. Dostałam od Ani pieniądze. Usłyszałam: „Jedź, bo ja nie mogę. Muszę być tu, na miejscu”. Wynajęłam ciężarówkę i pojechałam po te ławki do Łodzi. Do dzisiaj służą mi w klasie – mówi pani Martyna.


Rodzinna atmosfera


Krystyna Więcek jest już na emeryturze. Pracę w pijarskiej szkole wspomina bardzo ciepło. Przede wszystkim ze względu na rodzinną atmosferę. – Zajmowałam się świetlicą. Dostałam tylko stoliki i krzesła. Musiałam zorganizować całe wyposażenie – gry dla dzieci, wykładzinę, pozostałe meble. W tej chwili szkoła pijarska pod każdym względem przewyższyła wszystkie szkoły na terenie Łowicza. Cieszę się, że o nas, emerytach, się pamięta. Dzięki temu czujemy, jakbyśmy własną cegiełkę do tego dołączyli – mówi pani Krystyna.
Między osobami tworzącymi szkołę zawiązały się wyjątkowe relacje. – Wracałam z pracy do domu późno, ale nie czułam zmęczenia. Myśmy nawzajem bardzo się wspierali. Jestem dumna, że tu pracowałam. Spotkałam tu bardzo dobrych nauczycieli i życzliwych rodziców. Z uczniami nie miałam większych problemów wychowawczych. Nie było przypadków, że ktoś z nich odwrócił się na ulicy, udając, że mnie nie poznaje – wspomina Halina Lamparska, nauczycielka chemii i przyrody.
– W tej szkole kładzie się duży nacisk na wychowanie, na kształtowanie człowieka w pełni. Nie tylko wykłada się przedmiot, ale także wychowuje się ucznia, żeby wiedział, jak ma postępować, jakie wartości posiąść. Obserwuję, że – tak jak na początku funkcjonowania szkoły – nauczyciele troszczą się nie tylko o poziom naukowy. Chcą dzieciom dać wszystko, aby były w życiu szczęśliwe – mówi Maria Grotowska, która uczyła języka polskiego.


Patronka i patron


W kształtowaniu szkolnej wspólnoty istotną rolę odgrywała i odgrywa modlitwa. Ta poranna i na zakończenie zajęć razem z nauczycielami jest czymś naturalnym, tak jak prośba o wstawiennictwo w trudnych sprawach patronki szkoły – Maryi Królowej Pokoju. Zaraz przy głównym wejściu jest kaplica. Drzwi do niej są zawsze otwarte. W środku znajdują się sprowadzone z Rzymu relikwie św. Kalasancjusza, patrona katolickich szkół. To miejsce wypełnia się szczególnie podczas nocy kalasantyjskich, 25. dnia każdego miesiąca. Odbywa się wtedy Jerycho Różańcowe.
Nauczycielka Jadwiga Kowalczyk wspomina, jak to wyglądało na początku istnienia placówki. 
– Nie było jeszcze tej kaplicy. Gromadziliśmy się w innym miejscu. Ale było to bardzo uroczyste. Któryś z rodziców ofiarował skrzynkę jabłek. Ojciec Eugeniusz zamówił bułki. To wszystko było ustawione na stolikach. Łączyły nas też wyjazdy rekolekcyjne – opowiada.
Przed wejściem do współczesnej kaplicy wisi oprawiony tekst homilii Jana Pawła II, wygłoszonej w Łowiczu w 1999 roku. Własnoręcznie napisany atramentem przez panią Jadwigę. Obok kamienna tablica, przypominająca wydarzenie z papieskiej celebry – ofiarowanie Bogu szkół pijarskich. Taki dar zaniosła wspólnota podczas procesji z darami.
Przez 20 lat istnienia pijarskiej placówki w Łowiczu podstawówkę ukończyło 434 uczniów, gimnazjum – 771, a liceum – 409. W tym gronie są 74 osoby, które w murach szkoły spędziły 12 lat, czyli zaczęły swoją edukację w pierwszej klasie podstawówki, a zakończyły na trzeciej liceum ogólnokształcącego. Pijarskie LO należy do najlepszych liceów w Polsce, a gimnazjum i szkoła podstawowa są w ścisłej czołówce szkół w woj. łódzkim, jeżeli chodzi o wyniki sprawdzianów i egzaminów. Znakomicie placówka wypada, jeżeli chodzi o ranking EWD, pozwalający zmierzyć wkład szkoły w wyniki nauczania. Od początku wpajane są uczniom wartości patriotyczne. Ważną rolę w wychowaniu odgrywają tu sport i teatr. •
Wypowiedź Agnieszki Krajewskiej zaczerpnięto z książki pt. „Wyrosła jak marchewka. Świadectwa o naszej szkole”.