Witana przez tłumy

Agnieszka Napiórkowska Agnieszka Napiórkowska

publikacja 31.08.2016 17:18

Poprzednie nawiedzenie w diecezji dla wiernych było impulsem do nawrócenia, pogłębienia relacji z Bogiem i ożywieniem wiary. Świadczą o tym zarówno wpisy w parafialnych kronikach jak i świadectwa wielu osób, które pamiętają tamtejsze spotkania z Maryją.

Podczas porzedniego nawiedzenia ludzie nie mieścili się w kościele Podczas porzedniego nawiedzenia ludzie nie mieścili się w kościele
Reprodukcja: Agnieszka Napiórkowska /Foto Gość

Spotkanie z Matką Bożą, która peregrynowała w kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej gromadziło tłumy. Wierni nie mieścili się w kościołach. Droga przejazdu obrazu dekorowana była proporczykami, kwiatami. Na widok obrazu ludzie wiwatowali. Najważniejsze jednak były przemiany radykalne zmiany i nawrócenia.

W zapiskach znajdujących się w kronice parafii św. Jakuba w Skierniewicach czytamy: Kościół na kolejnych nabożeństwach nie mógł pomieścić wierzących. Trzeba było regulować ruch i prosić ludzi o opuszczanie kościoła by inni wierni mogli wejść. (…) Wzruszające było powitanie przez matki z dziećmi, gdy setki małych rączek wzniesione były do Matki Boskiej. Widziano przed obrazem osoby, które dla różnych przyczyn nie bywają w kościele. Liczne były spowiedzi osób, które nawet po 30 lat nie chodziły do spowiedzi. Pięć dzikich małżeństw poprosiło o ślub kościelny. Trudno w słowach i cyfrach wypowiedzieć łaski nawiedzenia. Stwierdzić jednak należy, że w programie 9 –letniej nowenny jak dotąd było to najgłębsze przeżycie religijne” 

O tym jak ważne były to spotkania świadczą także wierni, którzy wówczas gromadzili się przy Czarnej Madonnie. – Podczas pierwszego nawiedzenia obrazu Matki Bożej wydawało mi się, że Ona płakała. Czy tak było nie wiem. Jedno jest pewne, od tamtego spotkania wszystko się zmieniło. Zaniechałam aborcji, zaczęłam chodzić do kościoła i … zaprzyjaźniłam się z Maryją – mówi Maria Goszczyńska. – To spotkanie dało mi siłę. Miałam wrażenie, że Pani Częstochowska w jednej chwili zmieniła moje myślenie. Zamiast iść w grzech zaczęłam szukać innych rozwiązań. Urodziłam córkę, która dziś jest moją dumą. Zdecydowanie poprawiły się też moje relacje z mężem. Od chwili nawiedzenia nie było dnia bym nie rozmawiała z Maryją. Teraz czekając na kolejne z Nią spotkanie i zmagając się z chorobą nowotworową chcę Ją poprosić by zaprowadziła mnie do Nieba. Po tylu latach przyjaźni wiem, że nie odmówi – wyznaje pani Maria.