Czy kocham dobrego i złego?

Marcin Kowalik

|

Gość Łowicki 34/2018

dodane 23.08.2018 00:00

– Wiedział, jaki jest cel jego życia. Wiedział, że to nasze życie zmienia się, ale się nie kończy – mówił o. Jan Skonieczny OFM Conv.

▲	Wierni oddali cześć patronowi, całując relikwiarz. ▲ Wierni oddali cześć patronowi, całując relikwiarz.
Zdjęcia Marcin Kowalik /Foto Gość

Do kościoła w Luszynie wprowadzono relikwie św. Maksymiliana Marii Kolbego. Ks. Dariusz Bujak, luszyński proboszcz, zaplanował uroczystość na 14 sierpnia, czyli wtedy, gdy w kalendarzu liturgicznym jest wspomnienie franciszkanina. Tego dnia przypadła 77. rocznica jego męczeńskiej śmierci w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Mszy św. przewodniczył i słowo Boże wygłosił wywodzący się z parafii w Luszynie o. Skonieczny. Obecnie posługuje u franciszkanów na łódzkiej Dąbrowie. Przytoczył historię więźnia obozu.

Pewien młody mężczyzna w czasie II wojny światowej należał do organizacji podziemnej. Niemcy wpadli na jej trop. Wywieziono go i pojmanych kolegów do Auschwitz. Więźniowie otrzymywali małe racje żywnościowe i zawsze był głodny. W pewnym momencie zaczął przeklinać: swoich rodziców za to, że wydali go na świat, a Hitlera za to, że rozpętał wojnę. W pewnym momencie podszedł do niego o. Maksymilian i mówi: „Dziecko, nie przeklinaj. Masz tu moją kromkę chleba”. On nie chciał jej wziąć, ponieważ wiedział, że wszyscy byli głodni, bo mieli te same racje żywnościowe, ale o. Maksymilian nalegał: „Weź tę kromkę chleba, bo będziesz potrzebny naszej ojczyźnie. Będziesz potrzebny tym, do których wrócisz”. Mężczyzna spożył ją natychmiast i Pan Bóg sprawił, że nigdy nie był głodny. Potem dowiedział się, że ten, który ofiarował mu kromkę, oddał życie za ojca rodziny.

– Święty o. Maksymilian wiedział, jaki jest cel jego życia. Wiedział, że to nasze życie zmienia się, ale się nie kończy. I kiedy oddał życie za Franciszka Gajowniczka, miał tę świadomość, że umierając za drugiego człowieka, umiera za Chrystusa. Pomagając drugiemu człowiekowi, pomagał Chrystusowi. Musimy ciągle robić sobie rachunek sumienia, czy ja żyję podstawowym przykazaniem miłości Boga i bliźniego. Czy ja kocham każdego spotkanego człowieka – dobrego i złego? – mówił o. Jan.

Franciszkanin poświęcił relikwiarz z reliwiami I stopnia św. Maksymiliana oraz jego portret wniesione do świątyni przez dzieci, które w tym roku przystąpiły do I Komunii Świętej. Relikwiarz ufundowali ich rodzice, obraz – ks. proboszcz Bujak. Po Eucharystii wierni oddali cześć świętemu, całując relikwiarz. Znajduje się tam cząstka włosów o. Maksymiliana, przekazana przez franciszkanów z Niepokalanowa.

Podczas Mszy św. przy ołtarzu ustawiony był inny wizerunek świętego, przedstawiający go w pasiaku więźnia Auschwitz. Obraz ofiarował o. Skonieczny. Przywiózł go z klasztoru w Łodzi. – Ufam, że ze św. Stanisławem, biskupem z Krakowa, patronem naszej parafii, o. Maksymilian będzie takim patronem, który będzie nam pomagał, a my za jego przyczyną będziemy wypraszać u Boga potrzebne łaski – mówił ks. Bujak.

Wśród zgromadzonych była Anna Łukasik. Postać św. Maksymiliana nie jest jej obca. Była kilka razy w Niepokalanowie, w klasztorze, który założył. – Byłam też w Auschwitz. Bardzo przeżywałam historię jego męki w celi śmierci. Oddałam mu pod opiekę moje dzieci. Teraz całą rodziną będziemy modlić się przy jego relikwiach, prosząc o wstawiennictwo u Boga – mówi pani Anna.