Ty też weź serce

Marcin Kowalik

|

Gość Łowicki 44/2018

publikacja 01.11.2018 00:00

– Wyjazd do Afryki pozwolił mi docenić to, że mam ciepły dom, rodziców, rodzeństwo, a także jedzenie i wodę, kiedy chcę. Przybliżyłam się do Pana Boga, bo w tych trudnych warunkach niełatwo przetrwać bez wiary – mówi Natalia Górecka.

Wolontariuszka w otoczeniu kenijskich dzieci. Wolontariuszka w otoczeniu kenijskich dzieci.
Archiwum Natalii Góreckiej

W przedostatnią niedzielę października obchodzony był Światowy Dzień Misyjny, w Polsce nazywany Niedzielą Misyjną. Rozpoczyna ona Tydzień Misyjny szczególnie obchodzony w parafii Świętego Ducha w Łowiczu. Ma to związek z ochrzczoną w tutejszej świątyni bł. Bolesławą Lament, założycielką Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny. Jego członkinie prowadzą misje m.in. w Afryce, a dzięki temu, że obecne są także w Łowiczu, działalność misyjna parafianom nie jest obca.

Trzy nowe adopcje

Wierni wspierają misjonarzy modlitewnie, a także finansowo. Duża w tym zasługa proboszcza ks. Władysława Moczarskiego, który promuje dzieła misyjne. Sam nawet wybrał się do Afryki, żeby przekonać się, w jakich warunkach pracują misjonarze. – Trzeba mieć niesamowite serce kochające ludzi i Boga, bo bez Jego miłości człowiek nie udźwignie tego, z czym tam się spotyka i z czym się zmierzy – mówił do swoich wiernych z ambony.

Przez cały Tydzień Misyjny członkowie działającej przy parafii Rodziny Misyjnej bł. Bolesławy Lament prowadzili z siostrami misjonarkami modlitwę różańcową w intencjach misyjnych. W parafii popularna jest także adopcja na odległość – wspieranie materialne konkretnego dziecka w Afryce. Przesyłane pieniądze umożliwiają tym młodym ludziom przede wszystkim zdobycie wykształcenia. Jeden z chłopców na przykład jest już dorosły i studiuje medycynę. W Niedzielę Misyjną portrety niektórych podopiecznych umieszczono przy ołtarzu. Efekt był taki, że kolejni parafianie zaoferowali swoją pomoc. „Adoptowali” troje dzieci.

Na Mszy św. w intencji młodzieży w krajach misyjnych i za misjonarzy zgromadziła się społeczność przedszkola diecezjalnego prowadzonego przez siostry misjonarki w Łowiczu. Wierni zachęcani byli nie tylko do wsparcia materialnego, ale i duchowego. W koszyczku były papierowe serca. Po rozłożeniu ukazywała się modlitwa za kapłanów, braci i siostry zakonne oraz wolontariuszy, którzy pracują na misjach, oraz imię i nazwisko konkretnej osoby z tego grona. Ten, kto wziął takie serce, zobowiązał się do odmawiania tej modlitwy.

To ty masz tatę?

Ksiądz Moczarski zwrócił uwagę, że w Polsce ubywa sióstr zakonnych i kapłanów. Jest coraz mniej powołań, natomiast co roku zwiększa się liczba polskich misjonarzy. Obecnie jest ich 2100 w 97 krajach, z czego 800 w samej Afryce. Przez cały lipiec była tam Natalia Górecka, wolontariuszka z parafii. Ma 22 lata, studiuje biotechnologię na Politechnice Warszawskiej. Jej wyjazd to efekt zeszłorocznej wizyty w parafii s. Dariany Jasińskiej MSF z misji w Kithatu w Kenii i wsparcia finansowego rodziców. – Podczas Niedzieli Misyjnej moja mama usłyszała opowieść s. Dariany o misji. Pewnego dnia zapytała mnie, czy nie chciałabym tam pojechać. Zgodziłam się od razu. Mama przekazała mi adres mejlowy do s. Dariany i tak nawiązałam kontakt – mówi Natalia.

Jak tłumaczy, od dziecka oglądała różne programy o Afryce. Pragnęła tam pojechać i nieść pomoc. Trafiła do Kithatu, wsi oddalonej o 200 km od Nairobi, stolicy Kenii. Siostry misjonarki prowadzą tam żłobek, przedszkole i szkołę. Jest tam też przychodnia i farma. Natalia Górecka o swoim pobycie w Afryce opowiadała na Mszach św. podczas tegorocznej Niedzieli Misyjnej. Podkreślała, że tamtejsi mieszkańcy są na ogół uśmiechnięci i serdeczni nie tylko dla siebie, ale i dla wolontariuszy czy turystów, choć żyją w biedzie, a w porze suchej brakuje im nawet wody.

Natalia codziennie rano udawała się do oddalonego o 3 km kościoła na Mszę św. Ta miała radosny przebieg ze względu na tańce i śpiewy przy ołtarzu. Po śniadaniu misjonarka opiekowała się dziećmi i pomagała w przygotowywaniu posiłków. Mięso na talerzach pojawiało się raz na tydzień, co i tak dla miejscowych jest luksusem. Poza tym jadano potrawy z ryżu, kapusty i mąki kukurydzianej.

W misji przebywają nie tylko sieroty. Wiele dzieci znaleziono, jak głodowały na ulicy czy poza wioską. Zostały porzucone przez rodziców. – Raz zobaczyłam, że pewnego chłopca odwiedził mężczyzna. Byłam zdziwiona. Zapytałam: „To ty masz tatę?”. „Tak, przychodzi raz na miesiąc”– opowiadała Natalia.

Odwiedziła też publiczne liceum, które znacznie się różniło od szkoły w misji, spełniającej standardy europejskie. Publiczna placówka wyglądała na opuszczoną. Brakowało podręczników i dobrych nauczycieli. Uczniowie takiego liceum nie mają szans na studiowanie.