Dla zacnego ziomka

Agnieszka Napiórkowska

|

Gość Łowicki 2/2019

dodane 10.01.2019 00:00

– To był bardzo dobry człowiek. Był naszym kochanym wujkiem, do którego nie przestaliśmy się zwracać także po jego śmierci. Ciągle czujemy jego obecność i pomoc – mówi Alina Skórska.

W Pszczonowie modliło się kilku biskupów, kapłanów i rzesza wiernych. W Pszczonowie modliło się kilku biskupów, kapłanów i rzesza wiernych.
Agnieszka Napiórkowska /Foto Gość

W niedzielę Świętej Rodziny w parafii św. Doroty w Pszczonowie odsłonięto i poświęcono pamiątkową tablicę dedykowaną bp. Stanisławowi Kędziorze. Uroczystej Eucharystii przewodniczył bp Andrzej F. Dziuba. Z ordynariuszem modlili się także bp Wojciech Osial, bp Romuald Kamiński, bp Marek Solarczyk, bp senior Kazimierz Romaniuk, a także kapłani pochodzący z parafii. Wśród wiernych byli także członkowie rodziny biskupa oraz włodarze gmin Łyszkowice, Maków i rzesza wiernych z sołtys Seligowa na czele. Zebranych dostojników, gości, rodzinę przywitali przedstawiciele parafii oraz ks. proboszcz Cyprian Lewandowski.

Posłuszny Bożemu natchnieniu

Wiele ciepłych słów o bp. Kędziorze podczas homilii wypowiedział bp Kamiński. – Przychodzimy tu z potrzeby serca. Nasze myśli biegną do nieba, do Stanisława, by oddać chwałę Bogu, bo niezmierzone są Jego łaskawość i miłosierdzie objawiające się w życiu ludzkim. Jesteśmy wielcy, gdy wypełniamy to, co jest pragnieniem samego Boga – mówił. Kaznodzieja przypomniał najważniejsze wydarzenia z życia zmarłego: jego narodziny w Seligowie, śmierć ojca, formację seminaryjną, święcenia z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego, a także pracę w parafii w Brwinowie, studia na KUL i posługę w Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie.

– Dziękujemy Bogu za sprawności duchowe, którymi służył w seminarium: cichość, pokorę, delikatność i umiejętność służby. Posługiwał bez oklasków i zaszczytów. Był zawsze obecny w seminarium, w dzień i w noc. Widzieliśmy potem jego posługę jako proboszcza. Kiedy został biskupem, została mu powierzona m.in. troska o katechizację. Oddał temu całe serce. Dużo się modlił. A potem „spodobało się Bogu zmiażdżyć go cierpieniem”. Nasz przyjaciel prawie po mistrzowsku wykorzystał ten czas. Choroba zbliżyła go do środowiska medycznego. Bliski stał się mu każdy cierpiący – mówił kaznodzieja. Na zakończenie bp Romuald podkreślił, że wspominając biskupa, nie oddajemy chwały człowiekowi ze względu na niego samego. Jeśli wypowiadamy dziękczynienie, to dlatego, że był posłuszny natchnieniu Bożemu.

Skromny i dyskretny

Po Mszy wiele osób chętnie dzieliło się wspomnieniami związanymi z bp. Stanisławem. – W pamięci przechowuję jego 50. rocznicę święceń kapłańskich. To była wielka uroczystość – mówi Jerzy Stankiewicz. Wójt Makowa odkreśla, że od bp. Kędziory biły skromność, pokora i otwartość. – Mówiło się o nim, że był człowiekiem zaplecza i tak rzeczywiście było. Pochodził z biednej rodziny i to miało na niego wpływ. Swoją pracą i systematycznością doszedł do wielu godności. W swoim albumie przechowuję zdjęcie z jego pogrzebu. Poruszyła mnie trumna stojąca na ziemi i ceremonia prosta jak jego życie. Dobrze, że taki człowiek w tej świątyni, w której przyjął pierwsze sakramenty, ma swoją tablicę pamiątkową – mówi wójt Stankieiwcz.

O ziomku chętnie opowiadał także ks. Józef Podkoński, który pamięta biskupa jeszcze z jego czasów młodości, gdy pieszo albo na rowerze docierał do kościoła. – Kiedy byłem dzieckiem, młody ks. Stanisław ze swoim kolegą podczas wakacji zastępowali naszego proboszcza. Dla nas to była wielka radość, bo gdy oni byli, to wszystko było inaczej – bardziej wesoło i trochę szybciej. Później, gdy zgłosiłem się do seminarium, pierwszym człowiekiem, na którego trafiłem, był ks. Kędziora. Był bardzo serdeczny. A potem bardzo dyskretnie wspomagał mnie finansowo. Zresztą nie tylko mnie. Interesował się naszą sytuacją rodzinną i gdy była jakaś potrzeba, zawsze się angażował. I nigdy nie żałował swojego czasu dla innych – wspomina ks. Podkoński.

Wiele ciepłych wspomnień przechowuje także rodzina biskupa. – Po śmierci naszego taty był dla nas jak ojciec – mówi Alina Skórska, bratanica biskupa. Widywaliśmy się trzy, cztery razy w roku. Często natomiast kontaktowaliśmy się telefonicznie. Gdy miałam zły dzień i usłyszałam jego głos, mijały mi troski. Dla nas to wielki zaszczyt mieć w rodzinie kogoś tak zacnego. Najbardziej zbliżyliśmy się do siebie podczas jego choroby. Wówczas starałyśmy się odwiedzać go tak często, jak było to możliwie. Wiele nam wtedy wyjaśniał, tłumaczył – dodaje pani Alina.

O bp. Stanisławie chętnie opowiada także Helena Kozieł. – On bardzo lubił spacerować. Kochał wieś i przyrodę. Zawsze emanował spokojem. Nigdy się niczym nie chwalił. Często na końcu dowiadywaliśmy się o jego sukcesach. Nie byliśmy przy nim skrępowani. Skromność była jego drugim imieniem – wspomina pani Helena. Po Mszy św. wielu wiernych fotografowało tablicę biskupa. Jak mówili, na pamiątkę i po to, by zerkając na zdjęcie, prosić go o wstawiennictwo.