Bohater z zaklętego dworu

Barbara Jaworska

|

Gość Łowicki 18/2019

dodane 02.05.2019 00:00

Wszystko zaczęło się od przypadkiem znalezionego wiosną 2014 roku w internecie zdjęcia, na którym widać rodzinę Skarzyńskich i ich przyjaciół na tle wejścia do domostwa w Poborzu. – Udało mi się ustalić datę wykonania tego zdjęcia: Wielkanoc 1914 roku – mówi Adam Grabarczyk.

▲	Ta fotografia stała się przyczynkiem do poszukiwań pana Adama. W kółku 14-letni Bolesław Skarzyński. ▲ Ta fotografia stała się przyczynkiem do poszukiwań pana Adama. W kółku 14-letni Bolesław Skarzyński.
Archiwum Adama Grabarczyka

Każdej niedzieli czy w święta, kiedy szedłem do swojego kościoła w Trębkach, po przejściu bramy mijałem okazały grobowiec rodziny Skarzyńskich z niedalekiego Poborza. Historia tego rodu i zasługi jego członków to temat na osobną, wielką opowieść – mówi A. Grabarczyk, nauczyciel w Szkole Podstawowej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Sierakówku.

Napis na grobie

Gdy przechodził obok grobowca, już jako dziecko zatrzymywał wzrok na imionach i nazwiskach spoczywających tam osób, na datach ich urodzin i śmierci. „Chciałoby się ich przywołać, dowiedzieć się, kim byli, poznać historie ich życia, zobaczyć twarze, wiedzieć, co się w ich życiu wydarzyło, czego ważnego byli świadkami, a może nawet uczestnikami...” – marzył po chłopięcemu.

Kiedyś zauważył niepozorny napis, umieszczony na wschodniej stronie grobowca: „Bolesław Skarzyński, zginął za Ojczyznę 12 kwietnia 1919 roku”. – Więc za kilka dni minie wiek... 100 lat od wydarzeń, które tak tragicznie zakończyły się dla tego młodego człowieka. Nazwałem go sobie „bohaterem zaklętego dworu” z Poborza, miejscowości położonej kilka kilometrów od Trębek w kierunku Oporowa – opowiada pan Adam. – Bo „Zaklęty dwór” to powieść XIX-wiecznego pisarza i publicysty Walerego Łozińskiego, na podstawie której Antonii Krauze nakręcił w 1976 roku film. Jeden z ulubionych filmów mojej młodości. A takie też wrażenie i skojarzenie wywiera na mnie tajemniczy i opuszczony dwór w Poborzu, który często odwiedzam – tłumaczy.

Schody ze świata do świata

A wszystko zaczęło się od zdjęcia w internecie. – Wielkanoc 1914 roku też przypadała 12 kwietnia, jak w 2014 roku, kiedy znalazłem fotografię – opowiada pan Adam. – Czyli było to na kilka miesięcy przed wybuchem I wojny światowej. Postanowił pojechać w to samo miejsce, w którym ktoś utrwalił na kliszy rodzinną scenę. – Początek wiosny 2014 roku. Zatrzymuję się na poboczu i idę starą zarośniętą aleją parkową pośród krzewów, które stały się już prawie drzewami. Wokół ruiny dawnych zabudowań folwarcznych z tabliczkami informującymi o obiekcie zabytkowym… Zarysy klombów, ścieżek. Pusto i tajemniczo. Czas minął i jednocześnie zatrzymał się – wspomina A. Grabarczyk. – Mam w ręku zdjęcie i próbuję stanąć w tym samym miejscu, co fotograf równe 100 lat temu. Pojawiają się różne myśli... Nie ma już tamtych ludzi, tamtego świata... Przeszły dwie wojny światowe, trudne lata powojenne. Szukam wzrokiem miejsca na starych schodach. Tych samych, ciągle będących jakby „przejściem” do świata, który przeminął, a pozostał jedynie utrwalony na kliszy... Na najwyższym schodku po prawej stronie stoi młody chłopak, niespełna 14-letni Bolesław Skarzyński. – Na pewno nie jest w stanie nawet wyobrazić sobie wiosennego dnia, który przyjdzie za równe pięć lat, 12 kwietnia 1919 roku, dnia swojej śmierci – zamyśla się pan Adam. – Czy mógł pomyśleć, że zostanie jednym z tysięcy, milionów bohaterów, Polaków, którzy oddali życie za Polskę? A wtedy przecież Polski jeszcze nie było. Przyszła dopiero po wielkiej wojnie 11 listopada 1918 roku. Niestety, nie do wszystkich i nie od razu. Nastał rok 1919. Na Kresach trwały nadal walki z bolszewikami. Wiele polskich miejscowości przechodziło wielokrotnie z rąk do rąk...

W bolszewickiej niewoli

W 1919 roku, w okresie władzy bolszewików, doszło do ciężkich walk, a potem w wyniku terroru aresztowano i wywieziono szereg Polaków. Powstały sowieckie komitety, m.in. w Ejszyszkach, miasteczku położonym na południowy zachód od Wilna, tuż przy granicy z Białorusią. Do walki stanął tam między innymi 4 Szwadron 3 Pułku Ułanów (dawniej nazywany Szwadronem Ułanów Województwa Warszawskiego). Służył w nim niespełna 19-letni Bolesław Skarzyński, student I roku Wyższej Szkoły Handlowej w Warszawie, syn Antoniego Skarzyńskiego, właściciela majątku Pobórz – człowieka wykształconego, inżyniera chemii, który porzucił karierę i osiadł w rodzinnym majątku, stając się też miejscowym działaczem społecznym. To między innymi dzięki niemu powstał wspomniany 4 Szwadron Kawaleryjski, z którym poszedł na wojnę jego młodszy syn Bolesław.

9 kwietnia 1919 roku 3 Szwadron podjął wypad na Ejszyszki, by zdobyć miasteczko. Miał współdziałać ze szwadronem 4 Pułku Ułanów. Walczył siłami 70 żołnierzy i... 1 cekaemu. Zaskoczeni bolszewicy w popłochu uciekli do Hornostaiszek. Zorientowawszy się jednak w sile przeciwnika, sami dysponując około 450 żołnierzami i kilkoma cekaemami, zmitygowali się i przeprowadzili przeciwnatarcie. Doszło do walki wręcz. Sowieci ostrzeliwali wycofujących się ułanów ogniem z cekaemów ustawionych na wieży kościelnej. W walce zginęli ułani Szneider i Bobisz, a kilkunastu innych zostało rannych, wśród nich B. Skarzyński. 10 kwietnia dostał się do niewoli. Jego ojciec polecił napisać w nekrologu „Kuriera Warszawskiego”: „Wzięty do niewoli bolszewickiej i tam męczony, zmarł w ciężkich cierpieniach w Wilnie dnia 12 kwietnia 1919 roku, przeżywszy lat 19”.

Nierówna walka

Pan Adam wertuje książkę Franciszka Hryniewicza „Na drogach do Wilna”. Pokazuje opis naocznego świadka tamtych wydarzeń: „Niemal poprzez przestrzenie dziesiątków wiorst szedł ku nam, garstce sterroryzowanej inteligencji w Ejszyszkach, śpiącej pod bagnetami bolszewickimi, gorący oddech piersi polskich. Każdą noc uważaliśmy za ostatnią i każdy ranek przynosił wieść, że z tej lub owej chaty ktoś młody w nocy podszedł do »legjonów«. Tak zda się pilno było tym młodym orlętom kresowym w ramiona śmierci. (...) Zawrzała walka gorąca, nierówna. Jeden przeciwko dziesięciu bolszewikom potykał się pierś o pierś. Spieszeni ułani atakowali obóz i sztab. Najpierw walka o kościół, potem o cmentarz, potem o wieś. Karabiny maszynowe na chwilę nie cichną. Nagle dzikie, azjatyckie »hurra!«. Serca nam zamarły. Kobiety zaczęły głośniej się modlić. Mężczyźni, którzy już chcieli rzucić się i pokrzyżować ucieczkę, cofnęli się do chałup. Potem znów tra-ta-ta, tra-ta-ta... I nagle śmiertelna, głucha cisza. I zda się, że wieczność zapadła się nad nami. Mijają godziny. Do miasteczka nikt nie wkracza. Około godz. 10 spadli jak burza, a pułk bolszewicki cofnął się ku Wilnu”.

Nad mogiłą

Ciało Bolesława sprowadzono do domu rodzinnego dopiero po kilku tygodniach, a pogrzeb odbył się 5 maja 1919 roku. Zapewne rodzice nie mogli nawet pożegnać się ze swoim synem. – Tego dnia pójdę znów wiosenną aleją parkową wokół pałacu w Poborzu, stanę w miejscu, gdzie na starej fotografii widać młodego Bolesława, potem pojadę do Trębek zapalić znicz i pomodlić się przy jego grobowcu. I pomyślę tak: „To dzięki tej jednej z milionów ofiar naszych rodaków – ofierze młodego życia – ta polska wiosna 2019 roku jest znów taka piękna...” – mówi pan Adam.•