Prosto ze światowych scen

Magdalena Gorożankin

|

Gość Łowicki 33/2019

publikacja 15.08.2019 00:00

– Najwyższy poziom jest tu od pierwszego koncertu. To niesamowite, że jeden człowiek potrafi zaprosić tylu artystów z całego globu, którzy co roku chętnie powracają i nie oczekują niczego w zamian – mówi pani Barbara, mieszkanka Międzyborowa.

▲	Pomysłodawcą  Międzynarodowych Spotkań Muzycznych  jest Andrzej Szadkowski. ▲ Pomysłodawcą Międzynarodowych Spotkań Muzycznych jest Andrzej Szadkowski.
Magdalena Gorożankin /Foto Gość

tekst i zdjęcia magdalena.gorozankin@gosc.pl Od 20 lat na jeden wieczór kościół w Międzyborowie zamienia się w prawdziwą operę, i to na najwyższym poziomie. Wszystko za sprawą ludzi dobrej woli – organizatorów, muzyków, wolontariuszy i publiczności, która co roku wyczekuje wakacyjnego spotkania z muzyką klasyczną. Od 2000 r. w parafii pw. Przemienienia Pańskiego koncerty dało ok. 100 śpiewaków operowych i instrumentalistów z całego świata. Świątynia nieraz okazywała się za mała, by pomieścić zgromadzonych melomanów.

To nie mogło czekać

Pomysłodawcą Międzynarodowych Spotkań Muzycznych jest Andrzej Szadkowski. Na co dzień mieszka we Francji, gdzie ponad 20 lat temu wyjechał, by doskonalić warsztat i śpiewać w słynnych operach. Artysta wychował się w Międzyborowie. W nim spędził lata dzieciństwa, rozpoczął przygodę z muzyką. Jak sam przyznaje, zawdzięcza to swoim rodzicom, a szczególnie mamie, która odeszła w tym roku. – Dzięki niej mogłem kształcić się, uczyć śpiewu, poznawać świat muzyki. Mojej mamie zawdzięczam to, kim dziś jestem i co w życiu osiągnąłem. Powroty do Międzyborowa były przede wszystkim powrotem do rodzinnego domu i przypomnieniem, gdzie są moje korzenie, skąd pochodzę, jaką drogę przebyłem. Każdy koncert był poniekąd dedykowany mamie – mówi A. Szadkowski.

Wydarzenie od kilku lat dedykowane jest Jeanowi Pacaletowi, wybitnemu francuskiemu akordeoniście, który stworzył MSM razem z A. Szadkowskim, a zmarł 8 lat temu. – Pomysł przyszedł jednego dnia. Chciałem podzielić się doświadczeniem, jakie zdobyłem, grając ponad tysiąc koncertów we Francji, Szwecji, na Korsyce. Nie miałem zamiaru chwalić się, gdzie ja to nie byłem, ale pokazać moim sąsiadom, znajomym świat muzyki klasycznej, operowej. 20 lat temu nie każdego było stać, by pojechać do filharmonii czy opery. Mogłem zaplanować ten koncert na „za kilka lat”, ale nikt nie wiedział, co będzie za 10 czy 15 lat. Trzeba było działać już – mówi pan Andrzej. – Zadzwoniłem do mojego przyjaciela Jeana z pytaniem, czy zagrałby na takim koncercie. W odpowiedzi usłyszałem: „Dobrze, tylko kup mi bilet”. Tak się składa, że wybitni artyści często są nierozumiani, przez co spotykają się z różnymi trudnościami. Jean był wspaniałym akordeonistą, który tworzył dość trudną muzykę, ale na bilet go nie było stać. Mieszkał wtedy w Berlinie, więc to rzut beretem do Międzyborowa – mówi muzyk. Akordeonista przyjechał do miejscowości i razem z A. Szadkowskim i jego żoną – flecistką prof. Juliette Hoeksema – zagrali pierwszy koncert. – To były dziwne połączenia. Flet z akompaniamentem akordeonu wzbudzał zdziwienie, a śpiew tenorowy i akordeon to już w ogóle rzadko spotykane połączenie. Ale udało się – wspomina.

La Scala na Mazowszu

Od tamtego koncertu minęło 20 lat. Poziom bez wątpienia idzie w górę, bo na zaproszenie A. Szadkowskiego, wójta gminy Jaktorów Macieja Śliwerskiego, Stowarzyszenia Przyjaciół Wydm Międzyborowskich i proboszcza parafii ks. Krzysztofa Krawczyka co roku do niewielkiej miejscowości przyjeżdżają śpiewacy i instrumentaliści, którzy na co dzień występują w najsłynniejszych operach, filharmoniach i teatrach świata. Wśród nich nie brakuje Polaków, którzy dzięki ciężkiej pracy zachwycają zagranicznych melomanów. 3 sierpnia, podczas XX Międzynarodowych Spotkań Muzycznych im. Jeana Pacaleta, zaprezentowało się 14 wykonawców, m.in.: Michał Partyka – występujący na deskach Teatro alla Scala w Mediolanie, sopranistka Ilona Krzywicka – występująca m.in. na koncertach w Paryżu, Rzymie, Londynie, Tajlandii, Grecji, Francji, Hiszpanii i Rosji, Szymon Kobyliński, który muzyczne doświadczenie zdobywał w Turynie i Hamburgu, Roberto de Brasov – wybitny akordeonista pochodzący z Rumunii, który na co dzień mieszka w Paryżu, Yolanda Fresedo – sopranistka pochodząca z Argentyny, której wujek w swoim życiu skomponował ponad 1200 tang, a sama artystka zachwyca głosem i temperamentem interpretacji utworów.

Od 4 lat do Międzyborowa przyjeżdża także rodzeństwo Beata i Adam Musialscy. Pianistka i skrzypek na co dzień uczą kolejne pokolenia muzyków w Akademii Muzycznej w Katowicach. Pod okiem prof. Jerzego Mechlińskiego, wykładowcy w Akademii Muzycznej w Poznaniu, kształcili się także Anna Farysej czy Szymon Mechliński (syn profesora). Wszyscy zaprezentowali swoje – umiejętności podczas koncertu. Muzykom akompaniowała pianistka prof. Laura Sobolewska. W historii MSM zapisało się także małżeństwo śpiewaków – Marta Siewiera i Bartłomiej Misiuda. – Znaliśmy się już wcześniej, ale to po jednym z koncertów w Międzyborowie związaliśmy się na stałe. Atmosfera tego miejsca zadziałała na nas i od kilku lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Bardzo lubimy tu wracać. Nie tylko ze względu na poziom koncertów, ale też przez wzgląd na wspomnienia i przede wszystkim dla wspaniałej publiczności – mówi M. Siewiera.

Stres, który motywuje

Wśród artystów zaprezentowała się również Karolina Ogrodowska. Flecistka ukończyła konserwatorium muzyczne w Holandii na wydziale fletu poprzecznego, a pochodzi... z Międzyborowa. – Przez lata nauki w innych miejscowościach – w Żyrardowie, Milanówku, Warszawie, potem w Amsterdamie i Rotterdamie – miałam wrażenie, że nikt mnie tu nie zna. Gdy przyjeżdżałam zagrać na MSM, spotykałam się z niezwykle ciepłym przyjęciem. Na każdym kroku słyszałam słowa uznania, dumy i to, że dzięki tym koncertom zaczęłam poznawać rodzinę. Tu zawsze jestem nazywana „naszą Karoliną” i jest to dla mnie niezwykle ważne i poruszające – mówi K. Ogrodowska. – Każdy koncert jest dla nas, muzyków, dość stresujący. Zastanawiamy się, jak odbierze nas publiczność. Tutaj stres, który nam towarzyszy, jest... przyjemny. Motywuje, daje poczucie bezpieczeństwa. Wielka otwartość i wrażliwość publiczności na muzyków, na utwory, które prezentujemy, jest niezwykła. Tak jak to, że Andrzejowi od lat udaje się zaprosić tylu wspaniałych ludzi, swoich przyjaciół, którzy bezinteresownie grają i śpiewają dla publiczności – dodaje Karolina. Pan Andrzej ma przyjaciół nie tylko wśród muzyków. Bez wątpienia są nimi także współorganizatorzy, a wśród nich m.in. Jolanta Rakowska i Małgorzata Śliwerska, które wraz z członkami Stowarzyszenia Przyjaciół Wydm Międzyborowskich po koncercie w dolnym kościele organizują poczęstunek wśród niezwykłych dekoracji. Spotkaniu w kuluarach towarzyszy wystawa jednego dnia. W tym roku swoje obrazy zaprezentował Roman Pieńkowski. Organizatorzy już dziś zapraszają na przyszłoroczne spotkania, które odbędą się w pierwszą sobotę sierpnia.•