Nowe Miasto nad Pilicą. Dzień Dziecka Utraconego

Magdalena Gorożankin Magdalena Gorożankin

dodane 15.10.2019 23:02

W parafii Opieki Matki Bożej Bolesnej wierni modlili się w intencji rodziców, którzy stracili dziecko. Prosili także o dar życia wiecznego dla wszystkich dzieci, które Bóg wezwał do siebie. Świadectwem doświadczania Bożej miłości w cierpieniu podzieliła się Bogumiła Szymko.

Przed ołtarzem wierni usatwili zdjęcia swoich dzieci, figurki aniołków i światło pamięci dla wszystckich dzieci utraconych. Przed ołtarzem wierni usatwili zdjęcia swoich dzieci, figurki aniołków i światło pamięci dla wszystckich dzieci utraconych.
Magdalena Gorożankin /Foto Gość

Kościół na całym świecie ustanowił datę 15 października jako Dzień Dziecka Utraconego. Pierwotnie ustanowiony dla rodziców, którzy stracili swoje dziecko przed narodzeniem. Jednak coraz częściej ten dzień jest także pełen wspomnień i modlitw rodziców, których narodzone już dzieci odeszły do Pana.

W parafii Opieki Matki Bożej Bolesnej w Nowym Mieście nad Pilicą rodzice, rodzeństwo, bliscy "Aniołków" zgromadzili się na Mszy świętej, by prosić o dar nieba dla swoich dzieci, a także za wstawiennictwem Maryi powierzyć swój ból i szukać ukojenia. Mszy św. przewodniczył ks. Jakub Kita. – Zawsze ludzie odchodzą nie w porę. Szczególnie ci nam bliscy. Każde odejście kogoś, kogo kochamy budzi w nas pytanie "gdzie jest w tym wszystkim Bóg?", "co by było, gdyby tu był". On jest – mówił kaznodzieja.

Ks. Jakub w słowach homilii opowiedział historię swojej rodziny, która doświadczyła śmierci 26 letniej Magdy – córki, żony, siostry. – Miałem nieco ponad 6 lat, gdy zmarła. To była moja ciocia. Mimo kilku lat, pamiętam dokładnie, jak wiele pytań było w zadawanych w domu. Dziś patrząc na to z perspektywy lat, bycia kapłanem wiem, że bez wiary, bez Boga, bez nadziei Miłości to byłoby nie do przejścia. Patrząc na doświadczenie wielu ludzi, jedno jest pewne. Pan Bóg w takich sytuacjach nigdy nie zostawia człowieka samego. Dziś choćby dał nam to spotkanie, byśmy mogli zjednoczyć się na modlitwie – mówił ks. Kita. – Wierzymy, że dzieci, które Bóg powołał do siebie, po ludzku nie w porę, są blisko Niego. Dlatego dziś bardziej potrzeba nam modlić się za rodziców, rodzeństwo, bliskich, którzy zostali tu na ziemi. By nie oddalili się od Boga, a wręcz przylgnęli do Niego, byśmy byli gotowi spotkać się z dziećmi, które już czekają na nas w niebie. Prośmy Matkę Bożą, która sama doświadczyła straty swojego jedynego, ukochanego Syna, by była dla nas wzorem i Opiekunką w naszym pielgrzymowaniu ku niebu – dodał kapłan.

Przed ołtarzem wierni ustawili zdjęcia swoich dzieci, figurki aniołów i zapalili światło pamięci. – Położyłam tam trzy anioły. Każde symbolizuje moje dziecko. Poroniłam trzy razy. Tu na ziemi nie usłyszę "mamo", ale głęboko wierzę, że moje dzieci na mnie czekają i w niebie będę nie raz się na nie złościć, nie raz płakać ze szczęścia, biegać za nimi żeby dały założyć sobie czapkę... Mocno w to wierzę i cierpliwie czekam aż ten moment nastanie. Choć wiem, że przede mną jeszcze wiele zadań na ziemi, zanim będę gotowa je zobaczyć – mówi jedna z parafianek.

Podczas spotkania świadectwem podzieliła się Bogumiła Szymko, która w niebie ma dwóch synów. Pani Bogusia opowiedziała wiernym o doświadczeniu Bożej Miłości w cierpieniu, które ją spotkało. Zachęciła także do szukania odpowiedzi na nurtujące pytania w Piśmie Świętym, a także ukojenia w sercu Matki Bożej.

O pokój serca i zaufanie Bogu razem z dorosłymi modliły się licznie zgromadzone dzieci w modlitwie różańcowej. – Ksiądz mówił, że dzieci, które umarły są już szczęśliwe w niebie więc trzeba się modlić za tych, którzy są wśród nas żeby nie byli smutni. Tak myślę, że dzieci nie chcą żeby ich rodzice byli smutni więc dziś się o to modliliśmy – mówi 6 – letni Staś.