Słowiki, które nie przestaną śpiewać

Magdalena Gorożankin

|

Gość Łowicki 42/2019

dodane 17.10.2019 00:00

– Tyle barw i uśmiechu wnoszą w szare życie. Życzę nieprzemijającej radości i zapału do tworzenia kultury, historii i piękna – mówi Jadwiga Kołodziejczyk, mieszkanka Łowicza.

▲	Grupa od 45 lat jest chlubą Księżaków.  ▲ Grupa od 45 lat jest chlubą Księżaków.
Zdjęcia Magdalena Gorożankin /Foto Gość

Regionalny Zespół Pieśni i Tańca „Boczki Chełmońskie” od 45 lat towarzyszy lokalnym uroczystościom. Dożynki, dni miejscowości, festiwale folkloru bez nich tracą swój urok. Zespół, który powstał, by uświetnić święto plonów, stał się ikoną dla wielu pokoleń Księżaków, którzy swój udział w nim traktują jako wielkie wyróżnienie.

Szlachetni i piękni

Zespół od lat można usłyszeć podczas wydarzeń patriotycznych, rozrywkowych i lokalnych uroczystości. Reprezentuje również powiat, gminę i miejscowość w różnych konkursach czy przeglądach. Ważnym elementem jego działalności jest krzewienie kultury ludowej w każdej dziedzinie – tańcu, śpiewie i grze na instrumentach. Świętowanie jubileuszu rozpoczęto od Eucharystii w parafii św. Rocha w Boczkach Chełmońskich, której przewodniczył i słowo wygłosił bp Józef Zawitkowski.

– Zazdroszczę słowikowi, że tak pięknie śpiewa. Ale dziś przede mną też stoją słowiki, które od 45 lat śpiewają na Bożą chwałę i dla radości serc ludzkich. Moje Księżaki w strojnych sukniach... Moja matuś się tak stroiła. Piękni jesteście i szlachetni. Bo tylko tacy ludzie mogą śpiewać i grać dla Boga i człowieka. Słowiki umierają, gdy nie mogą już śpiewać. Kultura ludowa, sztuka też by umarła, gdyby moje Boczki Chełmońskie przestały śpiewać. Patrzę na was i nie mogę wyjść z zachwytu. Ile pasji, talentu, pracy, zaangażowania, umiejętności i dobra w was jest! Grajcie, tańczcie i śpiewajcie nam przez kolejne 45 lat – mówił bp Zawitkowski.

Zespół zadbał o muzyczną oprawę liturgii, czym wzruszył nie tylko biskupa seniora, ale także mieszkańców i przybyłych gości, w tym mamę proboszcza ks. Mariusza Szmajdzińskiego. – Gdy ich usłyszałam, jak jednym głosem z serca śpiewają na Bożą chwałę, to łzy same cisnęły się do oczu. Jestem bardzo wzruszona i zachwycona – zapewniała mama kapłana.

Ciągłość w rodzinie

Po uroczystej Eucharystii jubilaci zaprezentowali swoje umiejętności na placu przed kościołem.

– Gdy tańczycie, to nawet słońce wychodzi zza chmur, by na was popatrzeć – żartował ks. Szmajdziński. Licznie zgromadzona publiczność niechętnie opuszczała plac, a odchodząc, mieszkańcy zgodnie przyznawali, że czują niedosyt. – Czasem człowiek zapomina, że ma taki skarb pod nosem. To są nasi sąsiedzi, znajomi, widujemy się w kościele, na zakupach. Zwykli ludzie, którzy mają niezwykłą pasję i umiejętności. Gdy tylko zaczynają śpiewać, grać, tańczyć, czas staje w miejscu, to, co dzieje się dookoła, traci ważność i to jest chwila radości, zatrzymania i podziwu tak bardzo potrzebnego nam dziś, bo – przyznajmy szczerze – mało co nas dziś zachwyca. Wszystko na wyciągnięcie ręki, a tu nie ma tak łatwo. Nie wystarczy założyć wełniaka, by już tańczyć i śpiewać jak Księżaki. Tu trzeba miłości do kultury ludowej, otwartości na świat i szacunku do człowieka – mówi pani Anna, parafianka.

Członkowie zespołu przyznają, że są już jak rodzina. – Szanujemy się jak najbliższe osoby. Każdy jest tu potrzebny, ma swoje miejsce i jego głos jest ważny. Wspólnie dbamy o to dobro, którym jest zespół. Jesteśmy rodziną, do której dołączają kolejne pokolenia, te starsze czuwają nad młodszymi, wzajemnie uczymy się od siebie. To jest niezwykłe – mówi Marek Łukawski, który w zespole działa już 30 lat. – Chciałbym, aby ten zespół przez kolejne 45 lat funkcjonował tak jak teraz. W dobrej atmosferze, w licznej grupie i w niegasnącej radości – dodaje. Nadziei na kolejne jubileusze zespołu nie kryje Stanisław Madanowski, założyciel grupy. – 45 lat temu dla nas, młodych, to był sposób na życie. Energii mieliśmy co niemiara, trzeba ją było jakoś spożytkować, a taniec i śpiew były świetnym pomysłem – wspomina pan Stanisław.

– Tylu ludzi należało do naszej grupy przez te lata. Jedni rezygnowali ze względu na obowiązki, inni z powodu stanu zdrowia, ale oni nigdy nie odeszli z zespołu, bo cały czas wspierają nas, pomagają jak mogą. Są tu dziś z nami. Sam już nie zawsze występuję, ale jeżdżę z zespołem, gdzie tylko mogę. To kawał historii i życia. Marzę o tym, by kolejne pokolenia chciały szerzyć kulturę ludową i zapewnić ciągłość w rodzinie, jaką jest zespół Boczki Chełmońskie – mówi S. Madanowski. Jubileusz trwał do późnego wieczora w mateczniku zespołu, gdzie członkowie spotkali się na obiedzie i rozmowach, w których nie zabrakło wspomnień i planów na kolejne 45 lat.