Miejsce wzrostu

Agnieszka Napiórkowska

|

Gość Łowicki 44/2019

dodane 31.10.2019 00:00

– Patrząc w stronę widowni, wierzymy, że dziś są tu z nami wszyscy ci, którym towarzyszyliśmy w ostatniej podróży. Wierzymy, że razem z nami świętują i orędują u Boga, dlatego rocznicę rozpoczęliśmy Mszą św., spotkaniem dwóch światów. Światów, które łączy miłość – mówiła Monika Zdzieszyńska.

Od początku inspiracją jest dla wszystkich patronka placówki – Anna Olszewska. Od początku inspiracją jest dla wszystkich patronka placówki – Anna Olszewska.
Agnieszka Napiórkowska /Foto Gość

Stowarzyszenie Hospicjum im. Anny Olszewskiej w Skierniewicach od 20 lat służy osobom zmagającym się z nieuleczalnymi chorobami. Wspiera także rodziny, które opiekują się umierającymi bliskimi. Jubileusz rozpoczęła Msza św. w parafii św. Stanisława, której przewodniczył ks. Grzegorz Gołąb, duchowy opiekun hospicjum. Kapłan, cytując św. Tomasza z Akwinu, podkreślił, że „nikt nie może dać tego, czego sam nie posiada”, dlatego warto zobaczyć, co każdy ma, czym może się dzielić. Wtedy posługa w hospicjum stanie się warsztatem, miejscem wzrostu – mówił ks. Gołąb. Podczas Eucharystii modlono się za śp. Annę Olszewską i zmarłych podopiecznych. Po Mszy św. władze stowarzyszenia, wolontariusze i rodzina złożyli kwiaty i zapalili znicze na jej grobie.

Hospicjum to też życie

Informacja o nieuleczalnej chorobie bliskiej osoby zawsze jest ciosem. Nie ma podobnych chorób ani podobnych śmierci. Każda jest inna. Łączy je jedynie fakt, iż są etapem kończącym ziemskie życie. Doskonale wie o tym społeczność skierniewickiego hospicjum. Prawdę tę podkreślił podczas uroczystej gali w Kinoteatrze Polonez Konrad Zakrzewski, członek stowarzyszenia. – Człowiek jest powołany do pełni życia, która przekracza znacznie wymiar ziemski. Nasze „tu i teraz” nie jest rzeczywistością ostateczną, ale „przedostateczną”. Życie ma wielką wartość także w swojej fazie doczesnej. Jest ono każdemu z nas dane i zarazem zadane jako dar, którego mamy strzec z poczuciem odpowiedzialności, doskonalić przez miłość i służbę. W tym kluczu chcemy rozumieć nasze hasło: „Hospicjum to też życie” – mówił Konrad.

Kolejne znaczenie, opisujące nie tylko hasło, ale przede wszystkim pracę i relacje hospicyjne, dopowiedział ks. G. Gołąb. Kapłan podkreślił, iż pochodzący z języka łacińskiego wyraz „hospicjum” oznacza również „gość”, „gościna”. – Ze słowa tego można wyciągnąć także słowo „przyjaźń”, czyli „być przy kimś”. Życzę wam, aby te dwa słowa najpierw spełniły się w waszym życiu. Wtedy będzie tak, jak mówił w Liście do Hebrajczyków autor natchniony, że wielu z was, nie wiedząc, aniołom użyczyło gościny. I wtedy to będzie z serca do serca – mówił ks. Grzegorz Gołąb.

Za pracę, służbę i przyjaźń w podobnym duchu dziękowało wiele osób. Obecnie pod opieką skierniewickiego hospicjum znajduje się około 40 pacjentów. Organizacja służy ciężko chorym i ich rodzinom poprzez zapewnienie im pomocy medycznej, psychologicznej i duchowej. W swojej ofercie ma także wypożyczalnię sprzętu, opiekę długoterminową, usługi opiekuńcze i rehabilitację w domu pacjenta. Lekarze, pielęgniarki, rehabilitanci, opiekunki medyczne, psychoonkolog, pracownicy administracji i czuwająca nad wszystkim prezes Magdalena Kuśmierczyk to ekipa, na którą mogą liczyć chorzy. W pomoc włącza się także blisko 50 wolontariuszy. Z okazji jubileuszu doceniono pracę pracowników, wolontariuszy i przyjaciół placówki.

Świadectwo bratanka i rodzin

W urodzinowym programie znalazły się także spektakl taneczny „Za lustrami” Zespołu 4-20 oraz koncert Patrycji Modlińskiej, której akompaniował Fabian Włodarek. W podróż po historii stowarzyszenia zaprosiły gości Magdalena Kuśmierczyk i Anna Kleszowska, wiceprezes. Okazuje się, że przez 20 lat istnienia placówki lekarze i pielęgniarki, którzy odwiedzali chorych w ich domach, w sumie okrążyli kulę ziemską 17 razy. Podczas prezentacji przypomniano koncerty, zbiórki pieniędzy, kampanie oraz akcje organizowane na rzecz podopiecznych. Jak podkreślali prezesi i pracownicy, od początku inspiracją dla wszystkich była osoba patronki hospicjum. O Annie Olszewskiej, skierniewiczance, siostrze Polskiego Czerwonego Krzyża, osobie o wielkim sercu, niestrudzenie niosącej pomoc potrzebującym, ubogim, chorym, umierającym opowiedział jej bratanek Marian Olszewski.

Jak przystało na jubileusz, wszystkich gości zaproszono na okolicznościowy tort, przy którym wiele osób opowiadało, jak wiele zawdzięczają tej instytucji. – O hospicjum dowiedziałam się podczas choroby męża – mówi pani Joanna. – Na początku wahałam się, czy się tam zgłosić. Miałam nadzieję, że mąż wyzdrowieje, a hospicjum kojarzyło mi się z poczekalnią, w której ma się już wykupiony bilet na drugi świat. Gdy choroba postępowała, poprosiłam o pomoc i nie żałowałam. Pomoc w opiece i łagodzeniu bólu dawały poczucie bezpieczeństwa. Zaskoczeniem był fakt, że po śmierci męża jeszcze dwa razy hospicjum telefonowało z pytaniem, czy nie potrzebuję wsparcia – wspominała skierniewiczanka.