Beata i Piotr Wójcikowie w finale "Czaru Par"

Magdalena Gorożankin Magdalena Gorożankin

dodane 06.12.2019 23:50

Małżeństwo z Żyrardowa trafiło do finału programu rozrywkowego TVP "Czar par". Od początku znajomości swoje losy powierzali Panu Bogu, jak sami przyznają, udział w programie i pierwsze sukcesy zawdzięczają Bożemu działaniu.

Beata i Piotr z Żyrardowa będą walczyć o zwycięstwo w finale programu "Czar par". Beata i Piotr z Żyrardowa będą walczyć o zwycięstwo w finale programu "Czar par".
Archiwum Beaty i Piotra Wójcików

Beata i Piotr poznali się kilka lat temu w kościele. Ona była katechetką, on lektorem. Pierwsze spotkanie nie zapowiadało, że po kilku latach zostaną małżeństwem i rodzicami dwóch wspaniałych synów. Jednak Pan Bóg pisze różne scenariusze.

Dziś Beata i Piotr Wójcikowie mają 4-letni staż małżeński i od września walczą o zwycięstwo w programie rozrywkowym TVP "Czar Par". Do programu zgłosiła ich Beata. – Trafiłam na ogłoszenie i postanowiłam zaryzykować. Od momentu wysłania krótkiego opisu naszego małżeństwa do otrzymania telefonu z produkcji, że zostaliśmy przyjęci, minęło tyle czasu, że zdążyliśmy o tym zapomnieć – wspomina.

Telefon z telewizji odebrali 15 sierpnia. – Jesteśmy ludźmi wierzącymi, którzy na wierze i miłości budują swój związek i przyjęliśmy to jako znak, że to dobra decyzja i szansa dla naszej rodziny, by – jeśli uda się wygrać – zbudować dom. Mieć własny kąt, w którym dalej moglibyśmy pielęgnować naszą relację i wartości, wychować synów na wspaniałych mężczyzn – mówią małżonkowie.

Do półfinału przeszli bez problemu. Na 10 odcinków w żadnym nie byli w dogrywce. – Każdy odcinek traktowaliśmy jako dobrą zabawę, sprawdzian dla naszego związku, z którego wychodziliśmy zwycięsko. Okazało się, że znamy się doskonale, ale to efekt tego, że staramy się być prawdziwi w programie. Nikogo nie chcemy udawać. Tacy jesteśmy – wierzący, kochający się, wspierający. Nie wstydzimy się tego i nie wypieramy, czego też nie ukrywaliśmy w programie – mówi Piotr.

W dzisiejszym odcinku, w którym pary walczyły o wejście do finału, gdzie nagrodą jest 300 tys. złotych, po raz pierwszy trafili do dogrywki. – To nie był mój dzień – mówi Beata. – Przed nagraniem odcinka miałam ciężką noc, nie mogłam zasnąć, źle się czułam, a rano niekoniecznie miałam ochotę na jakiekolwiek zadania, zabawę i rywalizację. Ostoją w tym wszystkim był mój mąż, który miał w sobie wielkie pokłady spokoju i opanowania – dodaje.

– Rzeczywiście, widziałem, że Beata nie jest w formie, ale przede wszystkim dla nas miała to być zabawa. Nie mieliśmy parcia na zwycięstwo, wręcz przeciwnie, byliśmy gotowi wrócić do domu. Jednak przed nagraniem pomodliłem się i oddałem to w ręce Pana Boga. Skoro do tej pory mieliśmy w Nim wsparcie, teraz nie mogło być inaczej – mówi Piotr.

Dogrywka w półfinałowym odcinku polegała na budowaniu wieży z plastikowych skrzynek i wspinaniu się po niej. Zadanie nie należało do najłatwiejszych. – Zdecydowaliśmy, że to Piotrek będzie się wspinał. Z jednej strony byłam zła, że jesteśmy tak blisko wygranej, a mimo to w dogrywce, z drugiej martwiłam się, jak on sobie poradzi, a z jeszcze innej myślałam żeby wrócić już do domu i dać sobie z tym spokój. Na szczęście mam wspaniałego męża, który w takich sytuacjach wykazuje się większym rozsądkiem niż ja – mówi Beata.

Piotr wykonywał zadanie jako ostatni spośród trzech par. – Wiedziałem, że muszę wejść na 14 skrzynek, by dostać się do finału. Nie było to łatwe zadanie, ale w pewnym momencie totalnie się wyłączyłem. Ze stresu i z braku konkretnego planu zacząłem odmawiać "Zdrowaś Maryjo..." i szczerze, nie słyszałem nic oprócz tych słów w mojej głowie. Beata podobno mówiła żebym schodził, że już wystarczy, a ja na kolanach wspinałem się w górę, układając skrzynki. Udało się – opowiada Piotrek.

Para dostała się do finału. 13 grudnia zawalczy o główną nagrodę, która pozwoliłaby im na wybudowanie swojego miejsca na ziemi. Ich starania można wspierać poprzez głosowanie SMS podczas finałowego odcinka. – Dobrze byłoby wygrać główną nagrodę i zbudować swój kąt. Jeśli jednak się nie uda, to trudno. Największą nagrodę już mamy – wiarę, siebie i nasze dzieci. Tych wartości nic nie przewyższy – mówią zgodnie małżonkowie.


O historii miłości Beaty i Piotra przeczytacie w 49 numerze papierowego wydania "Gościa Łowickiego" na 8 grudnia.