Widzialne ręce

Magdalena Gorożankin

|

Gość Łowicki 13/2020

publikacja 26.03.2020 00:00

Społeczeństwo apeluje: zostańmy w domach, a zarażajmy jedynie dobrem!

▲	Gotowość pomocy widoczna jest na każdym kroku, w różnych formach. ▲ Gotowość pomocy widoczna jest na każdym kroku, w różnych formach.
Archiwum Karoliny Majewskiej

W „normalnej” sytuacji o sąsiadach można wiele powiedzieć. Jedni przez całe życie toczą wojny i spory, drudzy stają się przyjaciółmi na lata. Młodzieżowy „somsiad Janusz” niknie w cieniu sytuacji, które do normalnych nie należą.

Przyjaźń przez telefon

– Nie chciałbym za kilkadziesiąt lat wspominać 2020 roku jako czasu, w którym dla bezpieczeństwa nie można było podać komuś ręki, a w sklepach towarem deficytowym był żel antybakteryjny, ale tak niestety jest. Chciałbym moim wnukom mówić o tym, jak ludzie potrafili się zorganizować, by nikomu niczego nie brakowało. Jak rozwinęła się pomoc sąsiedzka. Jak epidemia poruszyła w społeczeństwie struny dobroci, empatii, chęci pomocy i odpowiedzialności za siebie i społeczeństwo. To straszne, że dopiero zaraza musiała w nas to rozbudzić, ale z drugiej strony – może tak właśnie miało być? – zastanawia się Marek Zawrzygraj. Wraz z ogłoszeniem stanu zagrożenia epidemicznego i prośbą, by szczególnie starsze osoby zostały w domu, dbając w ten sposób o swoje zdrowie i życie, w klatkach schodowych, na drzwiach, w witrynach sklepów pojawiły się ogłoszenia o pomocy sąsiedzkiej.

– Szczerze mówiąc, nie znałem za dobrze swoich sąsiadów, choć mieszkam obok nich od urodzenia. Jak przez mgłę pamiętam, że pani Krysia zajmowała się mną kilka razy w dzieciństwie, a potem kontakt się urwał. Aż do teraz, bo gdy szedłem na zakupy, jakoś mnie tak tknęło, żeby do niej zapukać. Zrobiłem zakupy i przez drzwi chwilę rozmawialiśmy. Okazuje się, że moja sąsiadka ma świetny materiał na książkę, a zdążyła opowiedzieć mi raptem 15 lat ze swojego życia – śmieje się 17-letni Janek.

– Teraz dzwonimy do siebie codziennie, kontrolnie zapytać o zdrowie, a zawsze znajdzie się jakaś historia do opowiedzenia. Myślę, że rodzi nam się przyjaźń w czasach zarazy – dodaje. W gotowości do zrobienia zakupów, przygotowania obiadu czy wyjścia z psem na spacer jest także Karolina Majewska, mieszkanka Żyrardowa, która w klatce schodowej w bloku wywiesiła plakaty ze swoimi danymi kontaktowymi i ofertą pomocy sąsiedzkiej. – Przygotowaliśmy z dziećmi kilka kolorowych ogłoszeń z moim numerem telefonu i mieszkania, do którego bez wahania każdy może teraz zapukać. Ogłoszenia wiszą już prawie dwa tygodnie i – na razie – skorzystały tylko dwie osoby. Zrobiliśmy więc zakupy z zachowaniem zasad bezpieczeństwa – w rękawiczkach, zapłaciliśmy kartą, a zakupy zostawiliśmy pod drzwiami. Odliczoną kwotę sąsiadka zostawiła w skrzynce na listy, więc nie mieliśmy ze sobą kontaktu – wyjaśnia Karolina.

– Myślę, że takie ogłoszenie daje komfort psychiczny, iż jest ktoś, kto gotów jest nieść pomoc, ale – póki co – efekty są różne. Z jednej strony to cieszy, bo zakładamy, że ludzie potrafią zorganizować się wśród bliskich. Wnuczęta, dzieci robią konieczne zakupy i wracają do domu. Z drugiej strony– prawda jest bolesna, że ludzie starsi kręcą się po ulicach bardziej niż młodzież i nie można im przetłumaczyć, że to zagraża ich życiu i zdrowiu, bo jeszcze nakrzyczą na ciebie, że 20 lat antybiotyku nie brali, to i teraz im nie będzie potrzebny. Daj im, Panie Boże, żeby mieli rację – dodaje wolontariuszka.

Widzialnie – realnie

W wielu miastach diecezji w gotowości są także wolontariusze, którzy pod opieką koordynatorów rejonowych, z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, włączyli się w ogólnopolską akcję „Widzialna ręka”. – Jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy w zrobieniu zakupów, zorganizowaniu opieki lub zwyczajnej rozmowy, nasi wolontariusze są w gotowości. Oczywiście wszystko tak, by nie zaszkodzić sobie i innym. Wielu chętnych na razie nie ma, ale my jesteśmy w gotowości – mówi jedna z wolontariuszek „Widzialnej ręki”.

Gotowe do działania są grupy młodzieży i ich opiekunów, m.in. w Żychlinie, Żyrardowie i Sochaczewie. W czasie epidemii postanowili działać harcerze 72 DW „Cassiopeia” z Hufca ZHP Skierniewice, którzy są gotowi dzwonić do starszych osób, by zaśpiewać im piosenkę, porozmawiać, zapytać o zdrowie. Harcerze włączyli się także w akcję szycia maseczek ochronnych. Mieszkańcy diecezji nie zapomnieli także o lekarzach, pielęgniarkach i ratownikach medycznych, którzy każdego dnia walczą o zdrowie i życie pacjentów. Restauracje, bistra, pizzerie od kilku dni zapewniają służbie zdrowia posiłki. Często cena obiadu dla medyka to 1 gr, choć najczęściej paczki z żywnością znajdują się na oddziałach bez paragonu, za to z karteczką: „Dziękujemy za Waszą służbę!”. Zakłady produkcyjne, szwalnie, zamiast odzieży, produkują maseczki, które często powstają w domach pracowników. Jedna z firm w diecezji produkcję płynu chłodniczego zamieniła na produkcję środka do dezynfekcji rąk. Każdy z przedsiębiorców ofiarowuje dla innych to, co ma. W pomoc włączają się także prywatne osoby, które pieką ciasta, gotują posiłki dla służby medycznej w swojej okolicy lub szyją maseczki.

– Jestem cukiernikiem. Nie umiem szyć, nie mam wielkiej firmy, by przekazać darowiznę na walkę z koronawirusem, dlatego w tygodniu piekę 6 blach ciasta i dostarczam do okolicznych przychodni dla lekarzy i pielęgniarek. Może to śmieszne i wydaje się takie zwyczajne, proste, ale tylko tak mogę pomóc. I, oczywiście, zostając w domu – mówi Paulina Jarocka.