• facebook
  • rss
  • Duchowe sanatorium

    dodane 09.08.2012 00:00

    Rodziny białych pątników, by dowiedzieć się, co słychać u pielgrzymów, nie muszą do nich dzwonić. Każdego dnia na wieczornej Mszy św. w parafii św. Andrzeja w Łęczycy przekazywane są newsy pielgrzymkowe.

    Kolejną grupą, która wchodzi w skład Łowickiej Pieszej Pielgrzymki Młodzieżowej, jest grupa biała. Tworzy ją niespełna 60 osób pochodzących z Łęczycy, Błonia, Piątku, Góry św. Małgorzaty, Topoli Królewskiej, Siedlec i Leśmierza. Trzon grupy stanowią doświadczeni pątnicy, którzy na Jasną Górę wędrowali już kilka, a nawet kilkanaście razy. Nie brakuje też młodzieży, wybierającej się na pielgrzymi szlak po raz pierwszy. Przewodnikiem białych aniołków jest ks. Rafał Banasiak.

    Newsy i kiszone ogórki

    Opisując grupę, trzeba podkreślić, że jest ona miejscem, w którym najsilniej można doświadczyć wspólnoty. – Nie chodzi tu tylko o wspólnotę pielgrzymkową, bo taka jest udziałem wszystkich grup, ale parafialną. Jesteśmy chyba jedynymi, którzy na Jasną Górę pielgrzymują w tak ścisłej łączności z parafią. Jest to zasługa łęczyckiego proboszcza ks. Sławomira Sobierajskiego, który na każdej Mszy św. wieczornej w czasie naszego pielgrzymowania nie tylko modli się za nas, byśmy szczęśliwie dotarli do Pani Jasnogórskiej, ale także przekazuje parafianom newsy z trasy. Dzięki niemu wszyscy wiedzą, jak się nam idzie, czy mamy bąble, czy padał deszcz i czy czegoś nam nie brakuje. W tym roku podczas niedzielnej Mszy św. planujemy nawet relację przez telefon – opowiada ks. Rafał Banasiak. W przypadku ks. Sobierajskiego łączność z pielgrzymami nie ogranicza się tylko do roli informatora. Każdego roku przynajmniej kilka razy odwiedza on swoich pątników. I – jak podkreśla Elżbieta Kacprzak – nigdy nie przyjeżdża z pustymi rękoma. Od miejscowych sponsorów przywozi słodkie bułki, kiełbaski na ognisko i koniecznie kiszone ogórki. Często też, choć przez jeden etap, pielgrzymuje z grupą. – Taki rodzaj troski sprawia, że cała parafia żyje pielgrzymką – mówi pani Elżbieta. Poza proboszczem pątników licznie odwiedzają także rodziny i to nie tylko te najbliższe. – Czasem są to duże zjazdy rodzinne. Najwięcej ludzi przyjeżdża do Longinówki. Jest to nocleg poprzedzony trudnym dniem marszu. Bardzo lubię ten wieczór, bo zazwyczaj odwiedzają mnie bliscy, z którymi nie widziałam się nawet kilka miesięcy. Szczerym rozmowom nie ma końca. Zauważam bowiem pewną prawidłowość, że im bardziej jesteśmy zmęczeni fizycznie, tym bardziej pokorniejemy i łatwiej nam otwierać się na innych. Podobne doświadczenia mają także inni pątnicy – zapewnia Elżbieta Kacprzak. Pomocą zaś w wewnętrznej integracji grupy, z którą każdego roku idzie gros osób niemających doświadczeń pątniczych, jest wyrażana na różne sposoby radość. – Podobno kiedyś byliśmy grupą bardziej pokutną. Dziś wyraźnie widać u nas rys młodzieżowy. Podczas drogi część osób odgrywa różne skecze i śmieszne przedstawienia. Nikt, oczywiście, nie wystawia Szekspira, ale to, co jest prezentowane, dodaje sił, rozwesela i pozwala zapomnieć o bólu – opowiada ks. przewodnik.

    Maryja kontra Boruta

    – Zanim rozpoczęłam pielgrzymowanie w grupie białej, chrzest bojowy odebrałam w jednej z łódzkich grup – mówi Elżbieta Kacprzak. – Było to ciężkie doświadczenie, bo nie dość, że szłam pierwszy raz, to jeszcze w tempie biego-marszu. Idąc już po raz 14. z grupą białą, mam wrażenie, że jestem w duchowym sanatorium.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół