• facebook
  • rss
  • Mogiła wierszem opisana

    dodane 13.09.2012 00:00

    Młodzi przychodzili tu nie tylko na Wszystkich Świętych. Ta okolica była miejscem romantycznych spotkań.

    W Nowym Dębsku niedaleko Sochaczewa znajduje się mogiła żołnierzy polskich, poległych we wrześniu 1939 roku w bitwie nad Bzurą. Kiedyś położona w szczerym polu, dziś otoczona lasem i troskliwą opieką. Kolejne pokolenia mieszkańców okolicznych wsi pamiętają o bohaterstwie żołnierzy.

    Ziemia naznaczona krwią

    We wrześniu 1939 r. pola Nowego Dębska i okolic były miejscem krwawych walk. Nazajutrz po bitwie okoliczni mieszkańcy zaczęli przenosić ciała ponad stu poległych żołnierzy i składać w zbiorowej mogile. Alfred Nowiński, miejscowy badacz historii, mówi: – Zazwyczaj ciała poległych żołnierzy zakopywano na miejscu lub w przydrożnych rowach. Rzadko zdarzało się, żeby pochówek przeprowadzono w tak uporządkowany sposób. Organizacją pochówku poległych zajęli się nieżyjący już Jan Wojda z Nowego Dębska i Kazimierz Kapusta z Kozłowa Szlacheckiego, a teren pod mogiłę udostępnił Aleksander Sieradzki z Nowego Dębska. – Zwłoki żołnierzy układano w mogile według imiennego spisu sporządzonego przez Jana Wojdę, który tożsamość poległych ustalał na podstawie znalezionych przy nich nieśmiertelników i dokumentów, dzięki temu bliscy żołnierzy mogli w tajemnicy przed władzami okupacyjnymi ekshumować swoich bliskich na cmentarze parafialne w rodzinnych miejscowościach i – co ważne – odzyskać pieniądze i rzeczy zmarłych, które Jan Wojda przechowywał – dodaje A. Nowiński.

    Zeszyt Wojdy

    Syn Jana Wojdy, noszący zgodnie z rodzinną tradycją także imię Jan, pokazując zachowany w zadziwiająco dobrym stanie zeszyt ze spisem poległych żołnierzy, sporządzonym przez swojego ojca, mówi: – W ilu on już rękach był. Nawet milicja przeglądała te zapiski. W zeszycie zapisano również, które ciała zostały zabrane przez rodziny poległych. Sam momentu pochówku żołnierzy nie widział, bo razem z matką uciekł z rodzinnego gospodarstwa, które stało się polem bitwy. Na miejscu zostali tylko jego ojciec i dziadek. Wojdowie przekazali także kamienie na budowę pomnika na miejscu pochówku polskich żołnierzy. W trudnych czasach okupacji udało się uzyskać zgodę Niemców i już w rok po bitwie powstał pomnik, który stoi do dziś. Z tyłu pomnika są zachowane nazwiska twórców Jana Kosmali i Feliksa Skomiała. Z czasem wygląd mogiły uległ zmianie. Szczególnie po niedokładnej ekshumacji w 1952 r., kiedy szczątki żołnierzy decyzja władz przeniesiono na warszawski cmentarz na Powązkach. – Mogiła kiedyś była bardzo długa, razem z ojcem postawiliśmy betonowe słupki i ogrodziliśmy teren zbrojonym drutem. Były tam także hełmy żołnierskie – wspomina Jan Wojda.

    Ocalić od zapomnienia

    Mogiła przez lata była pielęgnowana przez mieszkańców okolicznych wsi. Było to także miejsce spotkań miejscowej młodzieży. – Młodzi przychodzili tam nie tylko na Wszystkich Świętych – relacjonuje Alfred Nowiński. – Często spontanicznie szli na mogiłę żołnierzy, żeby zapalić świeczkę, a potem razem spędzali czas. Okolica mogiły była nawet miejscem romantycznych spotkań. O tym miejscu powstawały nawet wiersze. Jeden z nich, autorstwa Katarzyny Kasprowskiej z Nowego Dębska, można znaleźć w internecie na stronie założonej przez A. Nowińskiego. – Robię to nie dla zaszczytów, ale z pasji i dla zapełnienia pustki po śmierci żony. Robię to też dla młodego pokolenia, by pamiętało o tym miejscu, tak jaki ich rodzice i dziadkowie. Szkoda, że ostatnio zdarzają się tu akty wandalizmu. Zginęły łańcuchy ze słupków otaczających pomnik, ktoś okaleczył sosny rosnące przy mogile. Przecież tu wciąż są szczątki poległych żołnierzy – wyjaśnia pan Alfred. Od trzech lat wspólnie z grupą miejscowych mieszkańców organizuje przy mogile uroczystości dla upamiętnienia bohaterstwa polskich żołnierzy. Marzy mu się, by tak jak na 70. rocznicę bitwy została tu odprawiona Msza polowa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • malwina
      09.11.2012 22:11
      Witam, mój pradziadek zginął w bitwie nad Bzurą we wrześniu 1939 roku. Na wiosnę chciałabym zabrać jego Syna, a mojego dziadka min w miejsce gdzie pradziadek był pochowany... Pomyślałam, że będzie to dla niego najwspanialszy prezent, o którym pewnie w głębi serca marzy od wielu lat ponieważ wielokrotnie ze łzami w oczach wspomina swojego Tatę.
      Szanowni Państwo proszę o informację w jaki sposób mogłabym się skontaktować z PANEM JANEM WOJDA?
      Uprzejmie dziękuję za pomoc.
    • Marcin Kowalik
      16.11.2012 13:08
      Jestem autorem artykułu. Proszę o kontakt tel. 664063484 lub mailowy marcin.kowalik@gosc.pl
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół