• facebook
  • rss
  • Ratunku, gdzie ambulans?

    dodane 11.10.2012 00:00

    – Od drużyn, które przyjeżdżają do nas na mecze, słychać, żebyśmy nie grali ostro, bo nie udzielamy pomocy medycznej – mówi prezes KS Bzura Chodaków.

    Konkurs na obsługę pogotowia ratunkowego dla rejonu, w którym znajduje się powiat sochaczewski, wygrała duńska firma Falck, przebijając cenowo dotychczasowego operatora – firmę Riemer z Grodziska Mazowieckiego. 1 lipca sochaczewskie pogotowie, do tej pory podwykonawca, przestało jeździć na wezwania.

    Ich rolę przejęli ratownicy z Falcka, ale do ich pracy jest wiele zastrzeżeń. Problemem zajął się poseł Maciej Małecki, który o nieprawidłowościach informował nawet podczas obrad sejmowych. Sytuacja jest bowiem poważna. Jeden z pacjentów DPS w Młodzieszynie zmarł po długim oczekiwaniu na pomoc. Sprawą zajęła się sochaczewska prokuratura.

    Zaczerpnąć powietrza

    Elżbieta Idźkowska, pracująca w Gminnej Bibliotece Publicznej w Iłowie, po lipcowej sytuacji z dyspozytorką pogotowia ratunkowego zarzeka się, że już nigdy nie zadzwoni po karetkę. – Choruję na astmę, miałam już dwa przypadki, że pogotowie odwoziło mnie pod maską tlenową do szpitala, więc gdy poczułam się źle, zadzwoniłam po ambulans. Od dyspozytorki usłyszałam, że mam wyjść na zewnątrz i tam zaczerpnąć powietrza, a przecież wtedy był 30-stopniowy upał! – oburza się pani Elżbieta. – Poprzednie pogotowie stacjonowało w budynku, w którym pracuję. To byli mili, pracowici chłopcy. Gdy się źle czułam, schodziłam do nich i zawsze mi pomagali, tak jak wszystkim, którzy się do nich zgłosili. Obecne pogotowie ma bazę w byłej sali operacyjnej ośrodka weterynarii. To raptem minuta jazdy samochodem i do mnie nie mogli przyjechać!.

    Ryzykowny mecz

    Do nieprzyjemnego zdarzenia, do którego nie dojechała karetka firmy Falck, doszło także podczas meczu piłkarskiego. 15 sierpnia w Chodakowie miejscowa Bzura grała mecz ligowy z Wkrą Żuromin. – W 30. minucie spotkania zawodnik gości zderzył się z naszym bramkarzem, w wyniku czego gracz Wkry został mocno poturbowany. Potrzebna była większa pomoc medyczna niż ta, którą zapewniamy na stadionie – opowiada Józef Szajewski, prezes KS Bzura Chodaków. – Zadzwoniliśmy na pogotowie, prosząc o pomoc. Trwało to bardzo długo. W końcu zostały przyniesione nosze i zawodnik został zniesiony z boiska. Po kilkunastu minutach znów dzwoniliśmy po karetkę. Bez skutku. Zawodnik nie doczekał się ambulansu, leżał na noszach ponad godzinę. Na własne ryzyko drużyna gości zabrała go i zawiozła do szpitala. Później u piłkarza stwierdzono wstrząs mózgu i złamany obojczyk – dodaje prezes Bzury Chodaków. Po karetkę dzwoniono tego dnia aż cztery razy. Pan Józef, długoletni działacz sportowy, jest tym wszystkim mocno zdziwiony. – Do tej pory nie zdarzyło mi się, żeby ambulans nie przyjechał na organizowane przeze mnie zawody. Pogotowie, które wcześniej obsługiwało powiat sochaczewski, przysyłało karetkę na każdy telefon. Już teraz słychać od przyjeżdżających do nas na mecze drużyn, żebyśmy nie grali ostro, bo nie udzielamy pomocy – mówi J. Szajewski.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół