• facebook
  • rss
  • Spacer Rzymianki Wiktorii

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 46/2012

    dodane 15.11.2012 00:00

    Potrójne uroczystości. Za każdym razem, gdy pojawia się na ulicach miasta w srebrno-złotej „szacie”, bogato zdobionej finezyjnymi ornamentami, wywołuje poruszenie. Podążający za jej orszakiem Księżacy chętnie mówią o pomocy, jakiej nieraz im udzieliła.

    W niedzielę 11 listopada, po nabożeństwie w kościele Świętego Ducha w Łowiczu, na ulice miasta wyszła Rzymianka Wiktoria. Jak przystało na świętą dziewicę i męczennicę, w drodze towarzyszyli jej dostojnicy kościelni, a także ludność różnych stanów i profesji. Jej spacer ulicami księstwa odbywał się w asyście kawalerów należących do konfraterni noszącej jej imię.

    Panowie w płaszczach

    Zanim uroczysty orszak, złożony z prymasa seniora, arcybiskupa, biskupów, rzeszy kapłanów, sióstr zakonnych, a także pocztów sztandarowych szkół, stowarzyszeń i organizacji, zgromadził się przed kościołem, w domach kawalerów Konfraterni św. Wiktorii panowało poruszenie. Każdy z nich, myśląc o swojej patronce, z szafy wyciągnął eleganckie ubranie. Do włożenia nienagannego stroju nie zniechęcał nawet fakt, że starannie odprasowane koszule, eleganckie marynarki tuż przed procesją zostaną przykryte czerwonym, długim płaszczem, który w szafach kawalerów sąsiaduje ze świątecznymi garniturami. – Teraz, gdy ubieramy się w nasze stroje, nieraz słyszymy słowa uznania, a nawet zazdrości. Ale przed pierwszym naszym wystąpieniem obawy o to, jak zostaniemy przyjęci, miał nawet bp Alojzy Orszulik, który powołał do istnienia nasze stowarzyszenie – mówi z uśmiechem Wiesław Wysocki, moderator. Szybko jednak okazało się, że obawy były bezpodstawne. Wędrujący za dużym ozdobnym relikwiarzem mieszczanie z radością nie tylko zerkają na swoją patronkę, ale także na jej „straż przyboczną”, do której kolejnych członków mianują proboszczowie, a ostatecznej akceptacji udziela biskup. Spośród 14 zacnych opiekunów, którzy związani są z nią złożonym oświadczeniem woli, dwóch 25 marca 2004 roku zostało odznaczonych orderem „Za zasługi dla Kościoła łowickiego”. Co ciekawe, członkami konfraterni mogą być zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Niestety, póki co, żadna z pań nie zdecydowała się na taki krok. Łowiccy kawalerowie nie tracą jednak nadziei, że któregoś dnia w ich szeregach pojawią się także damy. – Mówiąc o naszej konfraterni, warto podkreślić, że nie ma ona znamion kółka wzajemnej adoracji. Jako stowarzyszenie została powołana w 2003 r. przez bp. Alojzego Orszulika. Wówczas też pierwsi jej członkowie złożyli ślubowanie i otrzymali poświęcone w czasie liturgii stroje. Od tego czasu, poza obecnością podczas uroczystości związanych ze św. Wiktorią, naszym zadaniem jest także szerzenie jej kultu, dawanie świadectwa wiary, a także aktywność modlitewna – wyjaśnia Wiesław Wysocki.

    W ślad za królem

    Poza kawalerami odzianymi w purpurę, którzy o swojej patronce mogą opowiadać godzinami, podczas procesji z relikwiami nietrudno spotkać diecezjan, dla których jest ona skuteczną orędowniczką. – Pochodzę spod Kutna. Kiedyś przyjechałam tu z moją mamą. Wspólnie zwiedzałyśmy katedrę – opowiada Marta Czerpak. – Oprowadzający nas przewodnik w skrócie przybliżył nam życiorys tej świętej. Zanim wróciłam do domu, przed jej kaplicą długo się modliłam. Był to dla mnie czas podejmowania decyzji, czy nie zostać Świadkiem Jehowy. Po powrocie do domu poszłam do spowiedzi. Od tamtej pory zawsze, gdy przeżywam jakieś trudności w wierze, proszę ją o pomoc. I – co ważne – nigdy nie zostaję odesłana z kwitkiem – wyznaje Marta. W trudnych sprawach pomocy św. Wiktorii przyzywa także Edward Papuga, jedyny członek Konfraterni św. Wiktorii mieszkający poza Łowiczem. – Choć pochodzę z „miasta pelikana”, od wielu lat mieszkam w Skierniewicach. Będąc małym chłopcem, w katedrze zawsze stawałem blisko jej kaplicy. Ciągle zerkałem na obraz, na którym Jan Kazimierz oddawał pokłon jej relikwiom. Do dziś pamiętam, jak długo zastanawiałem się nad tym, o co ten król ją prosi albo za co jej dziękuje. Potem poznałem nie tylko historię jej życia i dzieje Polski, ale także sam zacząłem się do niej modlić. Wypełniając zobowiązania wynikające z bycia jej kawalerem, już wielu osobom opowiedziałem jej życiorys – opowiada E. Papuga.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół