• facebook
  • rss
  • Powitanie ze scenariusza

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 19/2013

    dodane 09.05.2013 00:00

    Przez dwa dni w Sanktuarium Matki Bożej Świętorodzinnej Krzysztof Zanussi kręcił sceny do obrazu, w którym zobaczymy Agatę Buzek, Agnieszkę Grochowską, Stanisławę Celińską, a także Sławomira Orzechowskiego.

    Zdjęcia do filmu reżyser rozpoczął we włoskiej Anconie nad Adriatykiem. Później wraz z ekipą pracował w Warszawie. Ostatnio dwa dni – 25 i 29 kwietnia – spędził w Miedniewicach, gdzie kręcono sceny klasztorne. Ostatnim miejscem zdjęć będzie Moskwa. Najnowszy film Zanussiego porusza tematykę dyskryminowania osób wierzących w korporacji. Bohaterem filmu jest młody katolik Angelo, którego gra Riccardo Leonelli. Przyjeżdża on do Warszawy, by odwiedzić dziewczynę, którą poznał we włoskiej grupie Ruchu Focolari. Chcąc być blisko niej, podejmuje pracę w międzynarodowym koncernie, gdzie jest szykanowany przez bezwzględne kobiety.

    Zderzenie z korporacją

    Nie chcąc zdradzać szczegółów scenariusza, Krzysztof Zanussi uchyla rąbka tajemnicy nt. filmu. – Założenie tej historii jest takie, że tym „obcym ciałem” jest chłopak z Włoch, który przywozi ze sobą jakieś zapatrywania na świat wartości, na życie i zderza się z mentalnością korporacyjną, która jest nie do pogodzenia. Panujący wyścig szczurów, podcinanie gardeł i działania wyzwolonych kobiet, które widzą cel w tym, aby być takie jak mężczyźni, a nawet gorsze, doprowadza do konfliktów. Taka jest teza i o takim konflikcie opowiadam. Dodam jeszcze, że ukochana mojego bohatera trafia do klasztoru, którym na filmie będzie ten w Miedniewicach – zdradza reżyser. Zapytany, dlaczego wybrał akurat to miejsce, wyjaśnia, że miedniewicki kościół jest obiektem dosyć ładnym, położonym blisko Warszawy, w dodatku w stylu „wyczernionego baroku”, co jest osobliwe. – Uznaliśmy, że choć kościół jest nieco inny niż w scenariuszu, jego atutem jest sąsiedztwo klasztoru kontemplacyjnego, w którym człowiek odnajduje kontakt z Bogiem. Mówiąc o klasztorze, dodam, że wchodząc do sióstr klarysek, które nie wiedziały, o czym jest film, zostaliśmy powitani zdaniem, które wcześniej znalazło się w scenariuszu. Witająca nas siostra wyjaśniła, że oddzielające nas kraty nie są po to, aby one nie mogły stąd uciec, ale po to, abyśmy my tam nie wchodzili. Takie właśnie zdanie pada też w filmie. Było to dla nas potwierdzeniem, że dialog został trafnie napisany – mówi reżyser, który sceny związane z klasztorem nagrywał także na warszawskich Bielanach. – Tu, w Miedniewicach, nie było miejsca, gdzie można by było nawoływać zza płotu. A poza tym okna klasztoru są takie, że wyglądają bardziej na szkołę – tłumaczy.

    Radość gwardiana

    – Nie ukrywam, że cieszę się, iż pan Zanussi, znany i ceniony reżyser, który w swoich filmach promuje wartości chrześcijańskie, wybrał nasze sanktuarium jako plan dla swojego filmu – mówi gwardian o. Jan Krzysztof Oniszczuk, który chętnie przygląda się pracy zarówno reżysera, aktorów, jak i całej ekipy. – Nigdy nie uczestniczyłem w nagrywaniu filmów, dlatego patrzę z podziwem na to, ile potrzeba zaplecza i ludzi, by nakręcić film. Swoich parafian nie wtajemniczałem w to, co się tu dzieje. Ale nie mam wątpliwości, że pocztą pantoflową wszyscy dowiedzieli się o obecności na naszym terenie ekipy filmowej. Zresztą nie sposób tego nie zauważyć – mówi z uśmiechem gwardian. Na terenie sanktuarium przez dwa dni roiło się od samochodów, kamer i wszelkiego rodzaju sprzętu. Przed bramą i w kościele można było spotkać znanych aktorów. Między krużgankami herbatę popijała Agata Buzek, która – zgodnie ze scenariuszem – w Miedniewicach wstępowała do klasztoru, nie bacząc na sprzeciw i nawoływania jej ukochanego. – Już kilka osób powiedziało mi, że do twarzy mi w habicie – mówi z uśmiechem A. Buzek. – Dla mnie ta rola jest rozważaniem o najważniejszych dylematach, z jakimi ludzie się mierzą. O dylematach trudnych i podstawowych, dotyczących całego przyszłego życia. Są to tematy, z którymi lubię się spotykać w pracy. Muszę jednak przyznać, że wolę grać postacie, które są daleko ode mnie. Wówczas nie mam lęku, że obnażam to, co jest mi bliskie. Poza Agatą Buzek, w sanktuarium można było podziwiać także warsztat Stanisławy Celińskiej, która wcieliła się w rolę matki przełożonej. Zarówno dziennikarze, którzy przybyli na plan filmowy, jak i mieszkańcy utrudniony kontakt mieli jedynie z Riccardo Leonellim, który po polsku wypowiadał jedynie zwroty grzecznościowe: „Dziękuję bardzo”, „Proszę”, „Do widzenia”. Mimo bariery językowej, chętnie za to pozował do zdjęć.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół