• facebook
  • rss
  • Świadkowie trudnej miłości

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 19/2013

    dodane 09.05.2013 00:00

    – Tam, gdzie onkologia mówi „stop”, medycyna paliatywna otwiera drzwi, aby objąć pacjenta wszechstronną, pełną miłości, godności i współczucia opieką – mówiła podczas konferencji hospicyjnej dr Ewa Lenkiewicz.

    Cierpienie jako misterium, wszechogarniający ból pacjenta hospicyjnego, problemy onkologiczne – te i więcej tematów podjęli prelegenci podczas II Konferencji Hospicyjnej „Bądźmy świadkami miłości... w cierpieniu”, która odbyła się 27 kwietnia w Żyrardowie. Głos zabrali lekarze, pielęgniarki, księża i ci wszyscy, którzy na co dzień stykają się z tajemnicą cierpienia, śmierci, rozpaczy, pojednania. Stanęli oni w obronie życia u kresu, które – ich zdaniem – ma wielki sens. – Dziękujemy za uczyniony przez Ojca dar hospicjum i za ludzi przepełnionych szczerością uczuć – mówił podczas Mszy św. otwierającej konferencję bp Andrzej F. Dziuba, ordynariusz łowicki.

    Powołanie to coś więcej

    Hospicjum Domowe w Żyrardowie zostało powołane do istnienia przez Stowarzyszenie „Nieść ulgę w cierpieniu” im. Ojca Pio i Matki Teresy w 2008 roku. Prezesem jest Ewa Lenkiewicz, specjalista medycyny paliatywnej. – To było powołanie w powołaniu. Kilka lat temu odkryłam wezwanie, by zająć się pacjentami chorymi onkologicznie. Zostawiłam bardziej prestiżową pracę i podjęłam trud zdobywania kwalifikacji. Powołanie to coś więcej niż zajęcie. Nie wystarczy go odkryć, ale trzeba je nieustannie pielęgnować. W dzisiejszym szybkim świecie muszę walczyć o czas dla pacjenta, by być, a nie tylko wypełniać medyczne procedury. Każdego dnia dotykam misterium śmierci. Jest to dla mnie łaska przekazywania ludzi w ręce Boga. Aby wypełnić to powołanie, muszę troszczyć się, aby być człowiekiem wiary i pokoju – mówi doktor Ewa, która zgromadziła wokół siebie trzech lekarzy, siedem pielęgniarek, psychologa, rehabilitantkę, kapłana, a także wolontariuszy. Każdy z nich ma inną historię związania się z hospicjum. – Osiem lat temu w wypadku samochodowym zginął mój 21-letni syn – mówi Krystyna Wolniewicz. – Czas żałoby przetrwałam dzięki wspólnocie, stąd wiem, jak ważna jest obecność innych w doświadczeniach granicznych. Ja nie mogłam przygotować się na śmierć syna, dlatego chcę pomagać innym, by dobrze wykorzystali swoje ostatnie dni – dodaje pani Krystyna, rehabilitantka.

    Z własnego doświadczenia

    Podczas konferencji goście mogli wysłuchać świadectw pacjentów i tych, którzy stracili najbliższych. – Wzruszyło mnie świadectwo Kamila Janickiego, który, chorując na porażenie mózgowe, marzy o kochającej żonie i o tym, by o 6.00 rano biegać po parku, a w każdą niedzielę uczestniczyć w Eucharystii – mówi Edyta Małecka. – Kamil ma jednocześnie taką radość i nadzieję w oczach, jakiej nie ma niejeden zdrowy człowiek. Widzę przez to, jakim dobrem są hospicjum domowe i ci, którzy przychodzą, by służyć swoim czasem, wiedzą i miłością, by po prostu być przy chorym, nie śpieszyć się, wysłuchać, chwycić za rękę, opowiedzieć o pogodzie, podać wodę, słowem – dać siebie – dodaje pani Edyta. Wiesław Spaliński przez półtora roku opiekował się chorą na raka żoną. – Gdyby nie przyjaciele z hospicjum, nie dałbym rady. Przez czas choroby przygotowywaliśmy się na odejście Hani. Dziś mija 36 dni, od kiedy jej nie ma. Była moją ukochaną kobietą, z którą spędziłem 30 lat. Teraz czuję pustkę, ale mam oparcie w rodzinie i przyjaciołach z hospicjum. I wiem, że Hania tu jest, bo długo czekaliśmy na tę konferencję i umówiliśmy się, że będziemy na niej razem – mówi pan Wiesław.

    Z wiarą łatwiej

    Pracownikami i wolontariuszami hospicjum często zostają ci, którzy sami otarli się o śmierć bądź stracili najbliższych. Nie ukrywają, że siłę do stawania przy łóżku śmiertelnie chorych pacjentów daje im wiara w Boga. – 10 lat temu sama byłam chora na raka. Po uzdrowieniu zdecydowałam, że chcę pomagać i wspierać terminalnie chorych – opowiada Wiola Biała. – Uwierzyłam, że Jezus żyje, i tę nadzieję chcę nieść dalej. Przez moją chorobę pacjenci traktują mnie jak swojego. Podpisuję się pod słowami o. Pio, że „za widoczną ręką człowieka jest zawsze niewidoczna ręka Boga”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół