• facebook
  • rss
  • Imponujące CV

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 21/2013

    dodane 23.05.2013 00:00

    – Przed urodzeniem Soni byłam pewna, że po roku wrócę do pracy. Potem zorientowałam się, że moje dziecko nie potrzebuje opieki, ale mamy – mówi Marlena Zasadzka, terapeutka.


    W dobie podejmowania starań o przyśpieszony powrót mam niemowlaków do pracy, powstawania nowych żłobków, odprowadzania przez państwo podatków za „rodzinne nianie”, są jeszcze kobiety, które decydują się zostać z dziećmi w domu nie ze względu na wygodę i lenistwo, ale dla dobra dziecka. Po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego decydują się na wychowawczy.


    Co wybrać?


    Decyzja o rezygnacji z pracy zawodowej, a przez to o zmniejszeniu budżetu domowego, i ryzyko utraty kwalifikacji zawodowych nie dla wszystkich będących w domu mam była prosta i oczywista. Są piękne, wykształcone, mądre, miały dobrą pracę. Mimo to są zgodne co do jednego – jeżeli mam dziecko, wychowanie go spoczywa na moich barkach.
 Justyna Giłka, mama 6-letniej Zosi, 3,5-letniej Hani i 9-miesięcznej Basi, od ponad 6 lat opiekuje się dziećmi i domem. – Długo zastanawiałam się, jaka decyzja będzie najlepsza – mówi pani Justyna. – Jednak szybko okazało się, że Zosia stała się moim całym światem. W podjęciu decyzji pomogło mi wsparcie rodziny, która powtarzała mi sztampowe, ale ważne argumenty: że to, co robię, jest dobre dla dzieci, że czas ich dzieciństwa nigdy nie wróci. Wiem, że rozwój zawodowy jest szalenie ważny, dlatego podejmuję dorywcze prace, ale na razie nie zdecydowałabym się na powrót do pracy na pełen etat. A dojazdy ze Skierniewic do Warszawy w ogóle nie wchodzą w grę – dodaje.
Monika Kolasa, mama 3,5-letniego Michała i 2-letniej Kasi, zawsze wiedziała, że zostanie z dziećmi w domu do momentu osiągnięcia przez nie wieku przedszkolnego. – Bardzo lubiłam swoją pracę. Zresztą pracuję na umowę o dzieło w domu, ale dzieci, rodzina są zdecydowanie ważniejsze. Od samego poczęcia dzieci czuję ogromną odpowiedzialność za nie. Chcę dbać o ich rozwój i być przy nich blisko. Nie znaczy to, że zrobię przy nich wszystko najlepiej, ale to ja jestem mamą i to mnie Bóg powierzył ich wychowanie – mówi pani Monika.


    Znam moje dziecko


    Dla Marleny Zasadzkiej, mamy 4,5-letniej Soni i rocznego Olka, najważniejsze jest to, że jest z dziećmi zawsze, gdy jej potrzebują. – Kiedy Sonia miała rok, podjęliśmy z mężem próbę zostawienia jej w żłobku. Ale kiedy zobaczyliśmy ją po pierwszym dniu tam spędzonym, wiedzieliśmy, że nie zafundujemy naszemu dziecku takiej traumy. Nie przekonują mnie argumenty, że dziecko się złamie i przyzwyczai. Oczywiście w żłobku dzieci mają dobrą opiekę, ale nie mają mamy, która odpowie na ich emocjonalne potrzeby – mówi pani Marlena.
Wszystkie mamy zgadzają się co do tego, że dzięki stałej obecności w domu mają czas na zabawę z dziećmi. – To ważne, że wiem, jakie bajki lubią dzieci – mówi pani Justyna. – Znam imiona kucyków, które Zosia uwielbia, chodzimy na basen, konie, angielski. Wymyślamy z dziećmi atrakcyjne zabawy. Szukam pomysłów na stronach internetowych i uczę się, jak być kreatywną mamą. Mogę to robić, bo mam dla dzieci czas. Chciałabym, żeby dziewczynki pamiętały dzieciństwo jako czas spędzony na ciekawych i rozwijających zabawach z rodzicami – tłumaczy.
– To musi być przykre, kiedy dziecko jest bardziej związane z opiekunką niż z mamą. I nie wyobrażam sobie, by pierwszy ząbek, pierwszy krok, uśmiech, słowo zobaczył ktokolwiek inny niż ja, mama – dodaje pani Monika.


    Kura domowa


    Reakcje otoczenia na wiadomość o decyzji zostania z dzieckiem w domu są różne. Wciąż pokutuje stereotyp kury domowej. Jednak każda mama wie, że opieka nad dziećmi i domem niewiele ma wspólnego z siedzeniem w domu. Liczba obowiązków jest często tak duża, że nie sposób jej sprostać.
– Macierzyństwo uczy mnie organizacji czasu – zapewnia pani Justyna. – Rozplanować dzień trojgu dzieciom, ogarnąć dom, posiłki to nie lada wyzwanie. Chcę, żeby moje dzieci, patrząc na mnie, uczyły się, jak być kochającą żoną, oddaną matką i szczęśliwą kobietą – zadbaną, piękną i z pasjami – dodaje.
Mama Michała uważa, że macierzyństwo nauczyło ją empatii, wrażliwości na potrzeby innych ludzi. Pomaga jej także przełamywać nieśmiałość. W otoczeniu, które często nieprzychylnie patrzy na mamy w domu, potrzebne jest wsparcie najbliższych. – Jestem wdzięczny mojej żonie, że została z dziećmi w domu i że to ona, a nie jakaś obca kobieta, wychowuje nasze dzieci – mówi Bartek Kolasa, mąż Moniki. Góra obowiązków, umiejętności organizacyjne, opanowanie, kompetencje w różnych dziedzinach – to wyzwania czekające na mamę każdego dnia. Zatem czy zamiast „kura domowa” nie lepiej byłoby powiedzieć „family exclusive manager”?


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół