• facebook
  • rss
  • Bóg namacalny

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 27/2013

    dodane 04.07.2013 00:00

    O spokojnym dzieciństwie, ufności podczas chorób i wymaganiach, które są darem, z Anną Kłosińską rozmawia Agnieszka Napiórkowska.

    Agnieszka Napiórkowska: Jak przyjęłaś informację o ogłoszonym przez papieża Roku Wiary?

    Anna Kłosińska: Często w takich sytuacjach mam tak, że najpierw coś słyszę, a potem to do mnie dociera. Tak było i w tym przypadku. Nie od razu dotarło do mnie, że to dotyczy też mojej wiary, że mam coś z nią zrobić, że muszę ją pogłębić. Dziś to wiem i staram się pracować nad sobą. Wiara to nie tylko modlitwa, ale również życie i czyn.

    W jaki sposób to robisz?

    Bardzo dużo daje mi wspólnota, do której ponad rok temu wstąpiłam z mężem. Jest nią Domowy Kościół. Ona pogłębia moją relację z Bogiem, nasze relacje małżeńskie, ale także te z dziećmi. To najpiękniejszy prezent ostatnich miesięcy, jaki dostałam od Boga. Tam uczymy się pokory. Kiedyś wydawało się nam, że jesteśmy dla siebie już pełnią, że nie potrzebujemy niczego, aby wzrastać jako małżeństwo. Myśleliśmy, że skoro się kochamy, sami będziemy w stanie tę miłość pogłębiać. Okazało się, że bycie w małżeństwie to zobowiązania większe, niż mogłoby się wydawać. Ale, o dziwo, te zobowiązania są błogosławieństwem. Mam tu na myśli choćby zobowiązanie do modlitwy czy dialogu małżeńskiego. Bóg pokazuje nam, ile mamy jeszcze przed sobą i jakie ma wobec nas plany. On pokazuje, że dojrzewanie do wiary jest procesem. W ten proces we wspólnocie wpisane są też rekolekcje, na które na razie nie planujemy pojechać. Ostateczną jednak decyzję zostawiamy Bogu. Jeśli On chce, abyśmy tam byli, to zostawimy wszystko i pojedziemy.

    I te wszystkie prawdy odkryłaś w swoim małżeństwie?

    Tak. Ale w małżeństwie odkryłam jeszcze jedno. A mianowicie siłę, jaką daje sakrament. On jest łaską i darem Boga. Jak człowiek otworzy się w małżeństwie na Boga, Ten naprawdę zaczyna go prowadzić. I robi to nie tylko przez piękne, wzruszające wydarzenia, ale także przez to, co trudne. Krok po kroku uczy go żyć.

    Spokojnie możesz powiedzieć, że spotykasz Boga w swoim mieszkaniu, w swoim mężu, dzieciach. Skąd masz pewność, że to On was prowadzi?

    Namacalnie doświadczamy Jego obecności. Najczęściej przychodzi do nas przez drugiego człowieka. Jeżeli mamy jakiś problem, ufamy, że nam pomoże. I tak jest. Na konkretnie zadane pytanie odpowiada nam przez ludzi. Jest to zawsze tak jasne, że nie mamy wątpliwości, od Kogo to pochodzi. Chciałabym jednak podkreślić, że zaufanie jest czymś, czego ciągle się uczymy. Przygodą jest odkrywać, czego Bóg od nas oczekuje. By temu podołać, trzeba do swojego plecaka zapakować potrzebne rzeczy. Co powinno się tam znaleźć, podpowiada wiara.

    Powiedziałaś, że Pan Bóg prowadzi Was zarówno przez radosne, jak i trudne wydarzenia. Czy były takie sytuacje, w których czułaś, że Jezus przytula Cię lewą ręką?

    W naszym małżeństwie tak jest od początku. Głównym problemem jest przede wszystkim brak zdrowia męża. Z tym wiąże się wiele bólu i cierpienia. Ale i w tym czujemy miłość Boga. Mój mąż twierdzi, że gdyby nie jego choroba, pobyty w szpitalach, nie bylibyśmy tak blisko Najwyższego. W naszym przypadku choroba okazała się błogosławieństwem. Podobnie było i jest z dziećmi. Podczas mojej pierwszej ciąży lekarz twierdził, że dziecka raczej nie donoszę. Ja wiedziałam, że wszystko jest w rękach Boga. Zaufałam Mu. Poprosiłam o modlitwę znajomego księdza, który mnie zapewnił, że Bóg chce tego dziecka. I, jak wiesz, wszystko zakończyło się dobrze. Z drugim synem było jeszcze więcej zmartwień. Tuż po urodzeniu został zabrany do Łodzi, a my nie wiedzieliśmy, co mu jest. Leżąc w szpitalu bez niego i patrząc na puste łóżeczko, wiedziałam, że czas ten został mi dany po to, abym uporządkowała swoje sprawy i swoje myślenie o Bogu. Mały przeszedł cztery operacje. Bardzo cierpiał. Ale znów wszystko ułożyło się dobrze. Niedawno podszedł do mnie i powiedział: „Mamo, ja leżałem długo w szpitalu, ale ty byłaś przy mnie”. To, co powiedział, przeniosłam na relację do Boga. Kiedy było najciężej, On był z nami. I faktycznie ja Go tam widziałam. W lekarzach, w modlitwie rodziny i znajomych. Dużą pomocą byli przyjaciele ze wspólnoty, którzy ciągle obdarowywali nas modlitewnymi prezentami. Widząc konkretne Boże interwencje, wiem, że to On wszystkim kieruje. Ja nie mam nic do powiedzenia.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół