• facebook
  • rss
  • Za głosem papieża Franciszka

    dodane 12.09.2013 00:00

    Po swoim nawróceniu myśleli o wyjeździe na misje. Gdy ten okazał się niemożliwy, postanowili wyjechać do innej diecezji i tam, dokąd będzie to tylko możliwe, 
opowiadać o zagrożeniach duchowych, miłosierdziu Bożym i uzdrowieniu, 
którego doświadczyli.


    Papież Franciszek w jednej ze swoich wypowiedzi zachęcał młodych, by z Dobrą Nowiną o Jezusie wychodzili na ulice. Słowa te utwierdziły Michała Murgrabiego i Ireneusza Szczepanika do zrealizowania pomysłu, który od dłuższego czasu kiełkował w ich sercach. Zachęceni wezwaniem papieża ruszyli na misje do... Garwolina.

    Z kierownikiem i patronami


    – Pomysł pojechania na misje zrodził się w naszych głowach podczas sylwestrowego wyjazdu do Rzymu. W drodze zastanawialiśmy się nad tym, w jaki sposób można pogłębiać swoją wiarę i jak ewangelizować – mówi M. Murgrabia. – Myśleliśmy wówczas o misjach. Niestety, pomysł ten był trudny do zrealizowania z dwóch powodów – z mojej strony był to brak czasu, a z Irka problemem była nieznajomość języka angielskiego. Stwierdziliśmy, że skoro misje zagraniczne odpadają, to może pójdziemy ze słowem Bożym na ulice gdzieś w Polsce. Zaczęliśmy wszystko organizować, nie do końca wierząc, że to się uda – opowiada Michał.


    W ramach przygotowań przyszli misjonarze zaczęli gromadzić rzeczy, które w drodze mogliby rozdawać napotkanym osobom. Były to m.in. różańce, medaliki św. Benedykta, książki, obrazki z różnymi modlitwami. – Część rzeczy kupiliśmy, a część podarowali nam zaprzyjaźnieni kapłani, znajomi, a nawet sklep z dewocjonaliami. Myśląc o wyruszeniu w drogę, poprosiliśmy ks. Jana Rawę, proboszcza parafii Miłosierdzia Bożego na Zadębiu, by został naszym kierownikiem i opiekunem misji. Od niego dostaliśmy upoważnienia. On też pozwolił nam w swojej parafii zrobić zbiórkę pieniędzy, które potem miałyby być wsparciem dla ludzi postawionych przez Pana Boga na naszej drodze – wyjaśnia Michał.


    Od momentu podjęcia decyzji o wyruszeniu w drogę Michał i Irek każdego dnia modlili się dziesiątką Różańca, a także podejmowali różne umartwienia za osoby ich wspierające. Obrali też sobie patronów misji – świętych Pawła i Piotra. Ten pierwszy – jak wyjaśniali – jest im, ludziom nawróconym, bardzo bliski. Tak jak on, oni też kiedyś błądzili. Święty Piotr, który na początku był człowiekiem chwiejnym, ma nam przypominać, że każdy z nas ma wiele braków, które jedynie Bóg może uleczyć.


    Błogosławieństwo 
przez telefon


    Obaj młodzi misjonarze mają za co dziękować Bogu. Michała Bóg uwolnił od palenia marihuany, medytacji, jogi, magii, myśli samobójczych i wielu innych uzależnień. – Historia mojego życia również nie była prosta – mówi Irek. – Miałem wiele problemów rodzinnych. Na początku znajdowałem w sobie siłę do przebaczania. Potem, bez wsparcia, wszystko we mnie narastało, aż wreszcie się wypaliłem. Zostawiłem Boga na dalszym planie. Pojawiły się sztuki walki, grzeszyłem z dziewczynami. Czułem się brudny i niegodny. Gdy wszystko zaczęło się walić, jakby na przekór zacząłem chodzić do kościoła. Tam było mi dobrze. Dużo się modliłem. I Bóg pokazał mi mój grzech. Poszedłem do spowiedzi. Wyszedłem od niej cały mokry, czerwony, ale i szczęśliwy. Jezus zabrał moje grzechy. I dał mi nowe życie. Stąd też pomysł na misje. Chciałem mówić ludziom o tym, że Jezus jest żywy i nadal czyni cuda – opowiada.


    Po wyjeździe ze Skierniewic i dotarciu do Garwolina, który jakby sam przyszedł chłopakom do głowy, dotarli do parafii Matki Boskiej Częstochowskiej. Tamtejszy proboszcz, zaskoczony ich obecnością, odesłał ich do biskupa siedleckiego po błogosławieństwo dla dzieła, które chcą prowadzić. Przez drogę, a także na miejscu obaj nie mieli wątpliwości, że Bóg ma wobec nich swój plan. Nadziei nie stracili nawet wówczas, gdy okazało się, że biskup właśnie wylatuje do Rzymu. Z pomocą przyszedł im kanclerz kurii, który – zapoznając się z ich pragnieniami – zadzwonił do biskupa i uzyskał jego błogosławieństwo.


    Gdy wrócili do Garwolina, proboszcz zdecydował, że obaj mają pójść głosić słowo Boże w szkołach. Zapewnił im także nocleg w internacie wraz z wyżywieniem. W pierwszym tygodniu września młodzi świadkowie wiary odwiedzili 5 szkół, spotkali się z młodzieżą w 38 klasach. W sumie o Jezusie, Jego mocy i sposobach, jakimi posługuje się diabeł, opowiedzieli 800 uczniom. Podczas spotkań rozdawali także przywiezione ze sobą medaliki, które rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Poza zajęciami w szkole prowadzili także spotkania z młodzieżą w internacie. Ci ciągle zadawali pytania, prosili o rozmowę. Od chwili wyjazdu na swojej drodze napotykali też ludzi głodnych, bezdomnych, których – poza dobrym słowem – obdarowywali też jedzeniem.


    – Przez ten czas Pan Bóg pokazał nam, że modlitwą i zaufaniem można wszystko. Ciągle doświadczaliśmy Jego cudów. Nawet w sytuacjach trudnych, gdy się modliliśmy, otrzymywaliśmy Jego pomoc. Wyjście do młodych ludzi było wzrastaniem w wierze. W przyszłym roku też byśmy chcieli oddać Bogu swój czas i prosić Go, by dokądś nas posłał – planuje Michał. Podobnego zdania jest także Irek, dla którego głoszenie słowa Bożego było również czasem pokonywania swojej nieśmiałości. – To było prawdziwe wypłynięcie na głębię. Bóg nas w tym umacniał. Na nowo dał nam doświadczyć tego, że z Nim nie ma rzeczy niemożliwych – dodaje Irek.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół