• facebook
  • rss
  • Wpierw na plebanii, potem w hali

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 42/2013

    dodane 17.10.2013 00:00

    Ministranci i lektorzy. – Nie jest łatwo przyciągnąć ich na zbiórki. Trzeba poświęcić im czas. Wyczuć, jakie są ich potrzeby – mówi ks. Andrzej Wacławiak.

    Piłka nożna to popularny wśród Polaków sport, choć od dawna nasza piłkarska reprezentacja czy kluby nie odnoszą sukcesów. Być może dlatego, że to gra zespołowa i trudno dobrać grupę zawodników, którzy stanowiliby monolit nie tylko na boisku, ale także poza nim. Ta dyscyplina ma jednak w sobie coś, co przyciąga do niej młodych ludzi. Wiedzą o tym księża, opiekunowie grup ministranckich i lektorskich. Wykorzystują wspólne granie jako element formacji młodzieży.

    Tajemnica sukcesów

    Do rawskiej hali Milenium przyjechały drużyny ministrantów i lektorów parafii diecezji łowickiej, żeby poprzez udział w turnieju piłki nożnej uczcić jubileusz 400-lecia kościoła Niepokalanego Poczęcia NMP. Wszelkie wątpliwości, czy warto organizować taką imprezę, rozwiały się razem z pierwszym gwizdkiem sędziego. Wielkie emocje towarzyszyły każdemu meczowi. Ambicją i chęcią zwycięstwa imponowali najmłodsi, którzy ministrancką komżę noszą od niedawna. Swoją reprezentację w trzech kategoriach (podstawówka, gimnazjum i open) wystawiła parafia św. Macieja w Bełchowie. Rzadko się zdarza, żeby na turniejach piłki nożnej Liturgicznej Służby Ołtarza ministranci z Bełchowa nie zdobyli jakiegoś trofeum. W swoim dorobku mają nawet tytuł wicemistrzów Polski. W czym tkwi sekret ich sukcesów? Podstawa to trening. – Granie w piłkę przyciąga nas w pewnym stopniu na zbiórki ministranckie. Najpierw spotykamy się na plebanii, a później w sali gimnastycznej – mówi Daniel Wasiak, lektor z Bełchowa. – Zdarza się, że razem z nami grają księża, zarówno proboszcz, jak i wikary. Poza tym część z nas trenuje w klubie. Pewnie dlatego u nas w parafii jest na tyle dobra sytuacja, że mamy drużyny w każdej kategorii wiekowej i w każdej odnosimy sukcesy. Daniel przyjechał do Rawy Mazowieckiej nie tylko, żeby grać w piłkę, ale i pomagać ks. Piotrowi Staniszewskiemu w prowadzeniu drużyny najmłodszych ministrantów. – Jestem tutaj także, żeby im podpowiedzieć, jak mają się zachować na boisku, żeby się tak bardzo nie stresowali – dodaje. Dla niego – ze względu na wiek – to już jedna z ostatnich okazji, żeby reprezentować parafię na zawodach mistrzowskich. Za rok zamierza iść na studia, ale – jak zapewnia – jak tylko na weekend pojawi się w domu, będzie uczestniczył w Mszy św. w swoim kościele jako lektor.

    Drużynowe wsparcie

    Piłka nożna to od lat ważny element formacji ministrantów w parafii św. Wawrzyńca w Sochaczewie. Tutaj z pomocą przyszli świeccy. Marcin Roszkowski i Stefan Kania prowadzą treningi dla grup ministranckich. Jeżdżą z nimi na każde zawody. To, że grupa jest zżyta, słychać w czasie meczu. Ci, którzy akurat nie występują na boisku, głośnym dopingiem wspierają swoich kolegów. Największy aplauz wzbudzają interwencje kilkunastoletniego sochaczewskiego bramkarza Bartłomieja Kani. – Podczas oglądania meczów piłki nożnej zwróciłem uwagę na grę bramkarzy. Od razu wiedziałem, że to jest dla mnie, że mogę w tym być dobry. Postawiłem sobie cel, żeby się w tym doskonalić. Choć, gdy przegrywam, jest mi smutno. Ale mówię wtedy do siebie: „Nie martw się, dasz sobie radę”. I następnym razem w czasie meczu idzie mi lepiej – mówi Bartek. Tylko on sam i jego najbliżsi wiedzą, jak wielkie trudności musiał pokonywać w życiu, żeby nawiązać relacje z rówieśnikami. – Nie miał w ogóle kolegów. Dopiero w gronie ministrantów się odnalazł. Tu ma z kim porozmawiać. Stał się ich ulubieńcem – mówi pan Stefan, ojciec Bartka. W czasie rawskich zawodów furorę zrobiły zawodniczki Zespołu Szkół w Regnowie. To doskonały pomysł organizatorów, żeby umożliwić im grę z rówieśnikami. Dziewczęta z Regnowa pokazały, że piłkarskie rzemiosło nie jest im obce. Dodatkowo mocno wspierały na trybunach swoich kolegów – ministrantów z parafii Nawiedzenia NMP. – Jedni za drugich poszliby w ogień. To jest piękne w tym sporcie. Tworzymy jedną całość. Musimy się wspierać bez względu na to, czy któraś drużyna wygrywa czy przegrywa. Dzięki temu osiągamy sukcesy – mówi Robert Stankiewicz, trener obu drużyn. Ta więź między zespołami to efekt wspólnych treningów, bo w Regnowie – wbrew utartym w Polsce schematom – przyjęto zasadę, że chłopcy trenują razem z dziewczętami.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół