• facebook
  • rss
  • Modlę się, bo muszę!

    dodane 17.10.2013 00:00

    O paciorkach różańcowych, które są skutecznym środkiem uspokajającym, batem na szatana, apteczką pierwszej pomocy i sposobem nawiązywania relacji z Matką Bożą, opowiadają nasi czytelnicy.

    Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, w ramach naszej akcji ewangelizacyjnej „Rośnij z Gościem” w październiku publikujemy krótkie świadectwa osób, dla których modlitwa różańcowa jest skutecznym narzędziem w walce ze złem, nadzieją na wysłuchanie próśb i adorowaniem Chrystusa razem z Maryją.

    Zdrowaśki pokoju

    – Odkrywałem Różaniec przez wiele lat – mówi Marek Sujka. – Najpierw odmawiałem dziesiątkę dziennie, czasem, jak się rozpędziłem, dwie. Ale modlitwa całą częścią wydawała mi się niesamowicie długa i nudna. Dopiero około 2 lat temu doszedłem do wniosku, że ta prosta modlitwa nie tylko nie jest nudna, ale także uspokaja i jest skuteczna. Każdy dzień zaczynam Różańcem. Powierzam moją pracę i wszystko, co mnie czeka. Od kiedy łączę Różaniec z rozmową z Bogiem, wsiąkłem w tę modlitwę. Poza tym zdrowaśki napełniają mnie pokojem, pozwalają pozbierać rozbiegane myśli, pomagają w skupieniu. Są takie momenty, kiedy szczególnie ważne jest dla mnie rozważanie tajemnic, ale często też po prostu przeplatam je rozmową z Bogiem o tym, co tu i teraz. To pozwala mi uporządkować siebie wewnętrznie. Moje ulubione tajemnice? Zdecydowanie chwalebne – przyznaje pan Marek.

    Przyjaciółka Maryja

    – Od 10 lat prowadzę rozważania różańcowe w parafii św. Stanisława BM w Skierniewicach – mówi Joanna Soczek. – Wiele lat temu szukałam swojej modlitwy spośród wielu, jakie oferuje nam Kościół. Czytałam wtedy wezwania Matki Bożej do modlitwy Różańcem, a także o tym, że szatan boi się Różańca i nie zbliża się do tych, którzy go odmawiają. Każdego ranka biorę udział w Eucharystii, a potem zostajemy z grupą kobiet i przed tabernakulum wzywamy orędownictwa Matki Najświętszej. Dzięki temu jest to też czas adoracji Pana Jezusa. Tym bardziej się cieszę, gdyż Kościół ustanowił odpusty za odmówienie Różańca w grupie. Modląc się konkretną tajemnicą, staram się ją rozważać, niejako wchodzić w życie Maryi. W życiu codziennym zastanawiam się, co w mojej sytuacji zrobiłaby Maryja, co zrobiłby Jezus i staram się robić to samo. Oczywiście nie zawsze mi wychodzi, ale odnoszenie się do tajemnic sprawia, że Maryja jest mi bardzo bliska, także w zwykłych, codziennych chwilach. To moja przyjaciółka – wyznaje pani Joanna.

    Most międzypokoleniowy

    – Czemu modlę się na różańcu? Bo muszę – mówi Krzysztof Lichota. – Nie mogę przestać, bo jest tyle spraw. Ta modlitwa jest jak jedzenie i picie. Od lat doświadczam, jak bardzo jest potrzebna nie tylko mnie, ale także mojej rodzinie, znajomym, Kościołowi. Ona łączy niebo z ziemią i zmniejsza dystans międzypokoleniowy. Choć jestem młodym człowiekiem, bardzo lubię „babcie różańcowe”, z którymi mam świetny kontakt. Dzięki wspólnej modlitwie znamy się nie tylko na „Dzień dobry”. Kiedy się odwiedzamy w domach, często wspólnie odmawiamy Różaniec. Rozważania poszczególnych tajemnic i powtarzane wielokrotnie Pozdrowienie Anielskie łączą zarówno w radości, jak i w smutku. A ponieważ Maryja jest mi bardzo bliska, nigdy nie wychodzę z domu bez różańca. Jak się zorientuję, że go nie mam, wracam, tak jak wraca się po dokumenty, klucze, pieniądze – opowiada Krzysztof.

    Ratunkowe paciorki

    – Bardzo kocham Boga i Maryję, dlatego nie wyobrażam sobie dnia bez modlitwy różańcowej, której mocy nieraz już doświadczyłam – mówi Zofia Cuper. – Należę do Żywego Różańca i Rycerstwa Niepokalanej. Od lat czuję, że Matka Boża ma mnie w szczególnej opiece. Zawsze pomaga mi, gdy doświadczam cierpienia i różnego rodzaju krzyży. Tak było choćby w sytuacji, gdy mój mąż trafił do szpitala. Kiedy dowiedziałam się, że miał zawał, załamałam się. Przez głowę przebiegła mi myśl, by wyskoczyć z okna. Zatrzymałam się. Podeszłam do torby i chwyciłam za różaniec. Ucałowałam krzyżyk i pokusa odeszła. Matka Boża różańcowa uratowała też moją córkę. Tuż po jej porodzie lekarka powiedziała mi, że moje dziecko jest tak chore, że może nie przeżyć pół roku. Chwyciłam za różaniec. No i ona żyje. Podobnie było w przypadku wnuka. Po tych wszystkich doświadczeniach modlitwa różańcowa jest moją ulubioną modlitwą – zapewnia pani Zofia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół