• facebook
  • rss
  • Święta na ludowo

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 51-52/2013

    dodane 19.12.2013 00:00

    – Kiedyś, jeśli chciało się mieć ładną choinkę, samemu trzeba było przygotować wszystkie ozdoby. To był niepowtarzalny czas – opowiada Teresa Kaczor.

    Mimo że okres przedświąteczny coraz częściej kojarzy się z wielkimi zakupami, niekończącymi się kolejkami do kas, gonitwą za prezentami, pustkami w portfelu i ciągłym biegiem niektórzy pamiętają czasy, kiedy przygotowania do Narodzenia Pańskiego trwały całe tygodnie, a mimo to nie odbywały się w pośpiechu. I choć niejednokrotnie powtarzają, że w latach ich dzieciństwa nie było praktycznie nic, właśnie to sprawiało, że całe rodziny godzinami spędzały czas na przystrajaniu domu, przygotowywaniu posiłków i ozdób choinkowych. Te ostatnie, ku radości twórczyń ludowych, wciąż cieszą się sporym zainteresowaniem.

    Słoma i bibuła

    Teresa Kaczor skrycie tęskni za popołudniami spędzonymi na przygotowywaniu łańcucha, jeżyka lub gwiazdy. – Kiedyś wszystko wyglądało inaczej – wspomina. – Jeśli człowiek chciał coś mieć, musiał to zrobić. Samemu wycinało się drzewko i szykowało ozdoby. Przynosiło się słomę, bibułę, 2 metry nitki i dziubało się łańcuch. A ponieważ te papierowe wyroby szybko się niszczyły, co roku trzeba było zrobić nowe. Od Wszystkich Świętych myśli wybiegały do Bożego Narodzenia, a w Adwencie każdy już wiedział, kiedy sprzątać, co zrobić. I oczywiście nie było mowy, żeby ktokolwiek opuścił Roraty – dodaje pani Teresa, która śmieje się, że do dziś na choinkę musi wetknąć bibułkowe bombki własnej roboty. Stefania Borkowska, wycinankarka, w koszyczku trzyma ręcznie zrobione Mikołaje, aniołki, ptaszki i koguty. W zeszłym roku swoimi wycinankami okleiła bombki, w tym też ma już pomysł na wyjątkowe ozdoby. Wszystko to 24 grudnia znajdzie swoje miejsce na zielonym drzewku. – Co roku staram się wymyślić coś nowego. Nie będę zdradzać tajemnicy, żeby nie okazało się, że ktoś podłapie mój pomysł – śmieje się pani Stefania. Jej misternie wycięte wyroby można zakupić na jarmarkach, kiermaszach, a także w domu artystki. – Cieszę się, że sztuka ludowa wciąż wzbudza zainteresowanie. I choć trudno powiedzieć, że interes kwitnie, są jeszcze amatorzy tej szczególnej twórczości.

    Wycinanki w gimnazjum

    Rzeczywiście, sztuka ludowa inspiruje nie tylko starszych wiekiem, ale także coraz młodszych wykonawców. Co więcej, wzory łowickie wyszły z muzeum i podbijają serca nawet gimnazjalistów. Twórczynie ludowe co jakiś czas prowadzą warsztaty dla szkół. – Kiedy poproszono mnie o prowadzenie zajęć z bibułkarstwa w gimnazjum, zapytałam z ironią: „Czy tych młodych ludzi cokolwiek interesuje?”. Okazało się, że bardzo! Szczególnie dziewczęta szybko wciągnęły się w robótkę i naprawdę nieźle im szło – podziwia bibułkarka, która z rozrzewnieniem wspomina czasy, kiedy to wszystkiego uczyły ją mama i babcia. Danuta Wojda prowadząca warsztaty w Muzeum w Łowiczu nie ukrywa radości z tego, że młodzi ludzie uczą się wycinać koguty, kwiatki i przygotowują kartki świąteczne. – Naprawdę odpoczywam przy wycinankarstwie. To moja odskocznia od problemów, pomaga mi zapomnieć o trudach dnia codziennego. Oby w przyszłości to dzieło było kontynuowane – mówi. A pasja, jak się okazuje, przychodzi w różnym wieku. Stefania Borkowska już jako 15-latka zachwyciła się wycinankami ze strychu babci, więc kiedy zobaczyła podobne cuda u koleżanki, sama zapragnęła je zrobić. Teresa Kaczor od zawsze umiała wykonać najprostsze ozdoby, ale bibułkowe dzieła sztuki stworzyła dopiero, gdy była zmuszona zrobić córkom stroje na bal przebierańców. Od tamtego czasu z roku na rok doskonali swój warsztat.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół