• facebook
  • rss
  • Staśko muzykant

    Monika Augustyniak


    |

    Gość Łowicki 03/2014

    dodane 16.01.2014 00:00

    Stanisław Klejnas. – To był fenomenalny muzyk! No, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że młodzi artyści od lat inspirują się grą i twórczością tego wiejskiego, prostego skrzypka? – zastanawia się Hanna Skrzydło.


    O tym, że najtrudniej być prorokiem we własnym kraju, przekonali się nie tylko bohaterowie Biblii. Wiedzą też o tym artyści, a jednym z nich jest nieżyjący już Stanisław Klejnas, ludowy skrzypek z Raducza. I choć przez lata Polskie Radio, Polska Akademia Nauk, Akademia Muzyczna i liczne muzea zgromadziły dziesiątki jego nagrań, choć był laureatem prestiżowej Nagrody im. Oskara Kolberga, a jego kapela zajmowała pierwsze miejsca na przeglądach w Polsce i poza jej granicami, w gminie Nowy Kawęczyn, gdzie mieszkał ten znakomity muzykant, nie ma śladu po jego istnieniu. 26 stycznia w warszawskim Studiu im. Szpilmana odbędzie się promocja płyty „Stanisław Klejnas, skrzypek z Raducza”, na której znajdą się nie tylko nagrania słynnych oberków i polek mistrza, ale też wypowiedzi legendy muzyki ludowej.


    Fenomen na kurzej łapce


    Ten prosty syn bezrolnych chłopów urodził się w 1905 roku w Hamerni, a zmarł w 1988 r. w Warszawie, choć – prawdę mówiąc – na temat miejsc i dat narodzin oraz zgonu wciąż toczy się dyskusja. Żył i tworzył w Raduczu. Mąż Wiktorii i ojciec 4 córek spoczywa na cmentarzu w Babsku. Skrzypek, rzeźbiarz, śpiewak, gawędziarz, nauczyciel gry na unikatowych instrumentach, które sam wytwarzał – tak w skrócie można opisać zapomnianego przez potomnych artystę.
Jako twórca wielu kapel, m.in. „Huraganu”, w latach 60., 70. i 80. ub. wieku był jednym z najpopularniejszych muzyków na festiwalach, konkursach i przeglądach w kraju i za granicą. Zabiegali o niego reżyserzy radiowi, telewizyjni i filmowi. Muzyka jego autorstwa i w jego wykonaniu stała się tłem w filmach „Chłopi” i „Wesele Boryny”. Wspólnie z Józefą Graszką nagrali płytę „Grajcie, dudy, grajcie”. Do tego był też wyjątkowo charyzmatycznym człowiekiem.
Wydaje się, że osobą, która zgromadziła najwięcej informacji o zmarłym muzyku, a jednocześnie znała go osobiście, jest Hanna Skrzydło, konsultant entograficzny Ośrodka Regionalnego Łódzkiego Domu Kultury. Pracując jako instruktorka do spraw ochrony dziedzictwa kulturowego w Skierniewicach w latach 1983–1999, miała dość czasu, by docenić fenomen Klejnasa.
– Poznałam go, gdy miał 80 lat – opowiada pani Hanna. – Był niewysoki, korpulentny i wzruszająco zaniedbany. Śmieję się, że mieszkał w chałupce na kurzej łapce, gdyż był to malutki domek, który sam budował i przez lata rozbudowywał. Klejnas miał w sobie jakąś honorność, godność i świadomość własnej wartości. Mówił spokojnie, logicznie. Miłość do muzyki wylewała się z niego. A opowiadał o niej w sposób, którego nie dało się zakwestionować. Choć był prostym człowiekiem, możliwe, że niepiśmiennym, miał w sobie dumę artysty. Po swoich 40 metrach oprowadzał nas jak po salonach. Całe ściany oblepione były dyplomami. Był przy tym ciepły, komunikatywny i dynamiczny. Miałam wtedy ponad 30 lat i pomyślałam, że jeśli wszyscy starzy są tacy, to starość nie jest taka zła! A z drugiej strony patrzyłam na jego biedę i myślałam: „Boże, taka sława, a taka gapa życiowa”. To pewnie dlatego, że – jak mawiały jego córki – grał, gdzie go proszono. Nie pytał, za ile.


    Muzyczny ojciec


    Do dziś żyje muzyczny kompan Stanisława Klejnasa – Jan Szczechowicz, który nie tylko uczył się od znakomitego skrzypka, ale też przez lata grał w jego kapeli, a w ostatnich miesiącach był nadzieją na to, że przekaże muzyczny dorobek mistrza młodym pokoleniom.
– Od dziecka interesowałem się muzyką – opowiada pan Jan, członek Stowarzyszenia Twórców Ludowych. – W wieku kilku lat strugałem sobie instrumenty. Chciałem grać na skrzypcach, ale ponieważ ich nie miałem, nie przyjęto mnie do szkoły. Zdenerwowałem się, wziąłem stary bęben z orkiestry, pedał naciągnąłem gumką od majtek, na szyi powiesiłem werble i grałem – śmieje się.
W wieku 12 lat grał w Skierniewickim Zespole Pieśni i Tańca. Stanisław Klejnas szukał wtedy bębnisty. Po przesłuchaniach młody Janek, za zgodą rodziców, został przyjęty do kapeli jednego z najznakomitszych muzyków ludowych. – Kiedy zobaczyłem, w jakim tempie on gra, nie mogłem w to uwierzyć – wspomina. – Nie używał całego smyczka, ale tylko niewielkiej jego części, a do tego sypał melodiami jak z rękawa. Dość szybko zgraliśmy się i od tej pory razem tworzyliśmy muzykę i jeździliśmy na różne przeglądy. Z roku na rok coraz bardziej się rozkręcałem. Zakładałem różne zespoły, m.in. kapelę w Makowie, ale nieprzerwanie muzykowałem ze swoim mistrzem. Był wybitnym nauczycielem, bardzo cierpliwym. A z drugiej strony trzymał przy sobie tylko najlepszych muzyków. Przez pewien czas w lewym uchu nosił kolczyk, którym, gdy nie było bębnisty, wybijał sobie rytm o podbródek. W ostatnich miesiącach swojego życia prosił mnie: „Masz pamiętać to nasze wsiowe granie”. Chciał, żebym uczył innych tego, czego on nauczył mnie. Od 1972 roku do dziś tworzę muzykę pod sztandarem Klejnasa, bo jest on symbolem tego, co tradycyjne i znakomite. Boli mnie to, że w Skierniewicach, które były ukochanym miastem Stasia, zapomina się o jego dorobku i nie wspiera się młodych zespołów, które mogłyby kontynuować jego dzieło.


    Wzór dla młodych


    Dziś Stanisław Klejnas jest inspiracją nie tylko dla wytrawnych muzyków ludowych, ale także, a może przede wszystkim, dla młodych artystów, a jego muzyka nieustająco jest tematem zainteresowań muzykologów.
– Muzyka regionu łowickiego charakteryzuje się wolnymi, powściągliwymi tempami, kujawiakami, kujonami, tempem rubato – tłumaczy Ewa Słowińska-Dahlig, etnomuzykolog. – Stanisław Klejnas, choć zawsze występował w stroju łowickim, nie grał muzyki w charakterze tego obszaru. Wydawało się, że wykonywał utwory z pogranicza regionów rawskiego, skierniewickiego i łowickiego. Grał oberki i polki w wybitnie szybkich tempach, z nadzwyczajnym pokładem energii. A do tego miał niesamowitą pamięć, o czym świadczył bogaty repertuar artysty.
Bo trzeba sobie uświadomić, że muzycy ludowi w większości nie znają nut i grają tylko to, co są w stanie zapamiętać. Skrzypek z Raducza po jednorazowym usłyszeniu melodii potrafił ją odegrać. Ponadto był znakomitym improwizatorem.
– Różnica między muzyką klasyczną a tradycyjną jest taka, jak między czytaniem a opowiadaniem – tłumaczy pani Ewa. – W klasyce czyta się dosłownie, z nut, zawsze to samo. Muzyka ludowa to jakby opowiadanie, w którym za każdym razem można użyć innych słów, coś skrócić, coś dodać. Klejnas był w tym znakomity.
Dziś wykształceni muzycy mówią, że aby odtworzyć kompozycje pana Stanisława, potrzeba znakomitych umiejętności technicznych. Na szczęście okazuje się, że młodych, zainteresowanych jego muzyką jest coraz więcej. Co roku na Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą pojawiają się kapele wzorujące się lub nawet dokładnie odtwarzające Klejnasowe oberki. Jedną z nich jest zespół „Gruby Kożuch Kurzu”, w którym skrzypaczka Maria Stępień, absolwentka Łódzkiej Akademii Muzycznej, fantastycznie radzi sobie ze skocznymi, wymagającymi precyzji utworami mistrza.
– Nie tylko grana przez niego muzyka była bardzo specyficzna, ale on sam, jako człowiek, był wyjątkowy – mówi pani Ewa. – Sam budował ludowe instrumenty muzyczne, głównie skrzypcowe. Grał w tradycyjnych składach, bez harmonii, bo nie chciał, żeby ktoś go zagłuszał. Myślę, że warto, by młodzież z regionu wiedziała, kim był Stanisław Klejnas. Dlatego zaraz po styczniowej promocji płyty będziemy myśleć nad zorganizowaniem w Skierniewicach kolejnej promocji i wystawy poświęconej jego pamięci.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół